Czy ta wojna złamie Zachód?

Zmienia się natura pieniądza na naszych oczach.
Zmienia się natura pieniądza na naszych oczach.
Wojny zawsze zmieniały porządek dziobania w świecie. Podobnie będzie z tym konfliktem - przewiduje główny strateg Credit Suisse Zoltan Pozsar.

Pożyjemy, zobaczymy - odpowiada na to Pozsar i przedstawia następujący rozwój wypadków. W wyniku wojny Ameryka już w znaczący sposób odcięła Rosję od systemu dolarowego i znacząco utrudniła Rosji eksport surowców. W odpowiedzi Putin zapowiedział, że za gaz (którym wciąż może handlować z Europą) każe sobie płacić wyłącznie w rublu. Efekt jest oczywiście taki, że rosyjskie surowce tanieją. To logiczne, gdyż zmniejsza się liczba krajów, którym Moskwa może swoje surowce sprzedawać. Zachód na tym jednak nie korzysta. Przeciwnie. W tym samym czasie horrendalnie drożeją surowce produkowane przez resztę świata, bo potrzeby importowe krajów bogatych bynajmniej nie maleją.

Do gry śmielej wchodzą Chiny oraz Indie, które kupują tanio rosyjskie surowce zarabiając po raz pierwszy. Zaspokajają (tanio) swoje potrzeby, a nadwyżki jeszcze eksportują inkasując zysk po raz drugi. To zaopatrywanie świata w rosyjskie surowce odbywać się będzie - zdaniem Pozsara - w chińskiej walucie renminbi. W ten sposób (poprzez rynek surowców) dolar i euro będą stopniowo wypierane. Oczywiście nie wydarzy się to jutro. To będzie bardziej proces podobny do tego, co wydarzyło się w okresie międzywojennym z funtem szterlingiem. Który jeszcze przed rokiem 1914 królował. Po roku 1945 ostatecznie jednak utracił pierwszeństwo na rzecz dolara amerykańskiego.

Ale to nie koniec.

Po drugie, czekają nas wielkie zmiany w samej mechanice globalizacji, co sprawi, że inflacja zostanie z nami na dłużej.

Stanie się tak dlatego, że powojenna - a potem neoliberalna - potęga Zachodu opierała się na pieniądzu finansowym. A Ameryka oraz Europa do perfekcji opanowały zarządzanie procesem jego przepływu. Jeśli w siłę będzie nam rósł pieniądz surowcowy to też trzeba będzie usprawnić wiele aspektów jego przepływu. A to nie będzie takie proste.

Weźmy na przykład transport surowców. Na przykład ropy. Dziś odbywa się on głównie tankowcami. Ich trzy główne typy (VLCC, Suezmax i Aframax) są dopasowane do obecnej siatki globalizacyjnej. VLCC są ogromne i służą do obsługi dalekich tras, Suezy - jak sama nazwa wskazuje - potrafią pokonywać kanał Sueski, ale zabierają mniej towaru. Aframaxy są szybkie, lecz małe. Jeśli zaczniemy wyciągać jeden element, to zaraz sypie się cała układanka.

Dotąd rosyjską ropę Urals transportowano do Hamburga czy Rotterdamu tankowcami VLCC. Jeśli ta ścieżka zostanie zablokowana a ropa z Rosji będzie trafiać do Chin to trzeba będzie totalnie przebudować szereg portów albo ułożyć setki tysięcy kilometrów nowych rurociągów oraz zadbać o bezpieczeństwo nowych tras. Podobnie z ropą z Bliskiego Wschodu, która musiałaby popłynąć do Europy w dużo większych ilościach, żeby zastąpić surowiec ze Wschodu. Znów ten sam problem na poziomie logistyki.

To nie są oczywiście wyzwania niemożliwe do pokonania. Ale trzeba się pogodzić z tym, że w dającej się przewidzieć przyszłości transport ropy będzie jednak trwał znacząco dłużej i będzie obarczony szeregiem nowych ryzyk. W efekcie jego koszt trwale podrożeje. Jeżeli dodać do tego fakt, że mówimy nie tylko o ropie, ale w zasadzie o wszystkich surowcach (w tym żywności), to musimy wziąć pod uwagę że wysokie ceny pozostaną z nami na dłużej. A tym samym, że inflacja stanie się stałym towarzyszem obrotu gospodarczego na lata. 

Nie przegap: Niemieckie media nie zostawiają suchej nitki na Olafie Scholzu. "To nie odwaga, to strach"

Po trzecie, rosło będzie znaczenie wydatków na wojsko. To proste. W czasach dominacji pieniądza finansowego bezpieczeństwo jego przepływu gwarantowały banki centralne i potężny system finansowy. Gdy w siłę urośnie pieniądz surowcowy ktoś inny będzie musiał zadbać o bezpieczeństwo i płynność dostaw. Ktoś będzie musiał chronić kluczowe porty i przesmyki. Tym kimś będą armie. Takie terminy jak „dyplomacja kanonierek” z podręczników historii trafić mogą znów do naszego codziennego żargonu.

Koncepcje Pozsara budzą wśród ekonomistów dużo emocji. Wielu studzi jego obawy oskarżając go o zbytnie podkręcanie. Inni argumentują, że pogłoski o śmierci Zachodu są zdecydowanie przesadzone.

Być może. Krytykom Pozsara można jednak z kolei można zarzucić myślenie życzeniowe. W końcu nie jesteśmy tego konfliktu tylko chłodnymi obserwatorami, ale - jako mieszkańcy Zachodu - mamy w nim swoje dobrze pojęte interesy.

Na razie pewne jest tylko to, że… się dzieje! I to jak?! 

Rafał Woś


Lubię to! Skomentuj99 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka