Z artykułu dowiesz się:
- Jaki jest mechanizm porozumienia prawicy bez oficjalnych deklaracji
- O nowej rolę Karoli Nawrockiego jako negocjatora
- Bilansie zysków obecnej koalicji w poprzednich kadencjach
- O sporach na prawicy ws. udziału ugrupowania Grzegorza Brauna w pakcie
"Rzeczpospolita": Nawrocki jako patron porozumienia
Prawica planuje zawrzeć nieoficjalne porozumienie do Senatu obejmujące PiS, Rozwój Plus oraz obie frakcje Konfederacji. Rozmowy mają toczyć się pod auspicjami Karola Nawrockiego.
Mariusz Błaszczak poinformował w Wirtualnej Polsce, że negocjacje dotyczące prawicowego sojuszu do Senatu będzie prowadziło zaplecze Karola Nawrockiego. Politycy formacji prawicowych wskazują, że jego rola jako patrona ułatwi porozumienie liderom Konfederacji oraz politykom PiS. Sławomir Mentzen zapowiedział kilka dni temu w podcaście "Rymanowski Live”, że rozmowy w sprawie paktu ruszą w najbliższych dniach. Organizatorem procesu ma być właśnie Karol Nawrocki.
Pakt o nieagresji zamiast wspólnej listy
Prawicowe porozumienie senackie ma przybrać formę nieformalnego paktu o nieagresji bez publicznego podpisywania i wspólnych wystąpień liderów. Partie prawicowe planujące pakt senacki będą prowadzić odrębne kampanie do Sejmu i zachowają własną tożsamość. Natomiast w wyborach do Senatu mają unikać wzajemnego rywalizowania i odbierania sobie głosów w jednomandatowych okręgach wyborczych - opisuje "Rzeczpospolita", która stawia tezę, że praktycznie wszystko jest po stronie konserwatywnej dogadane. Taka formuła pozwala ugrupowaniom na zachowanie pełnej odrębności programowej przy jednoczesnej maksymalizacji szans na zdobycie mandatów senatorskich.
Warto zauważyć, że Rozwój Plus ma stanowić pomost dla wyborców centroprawicowych, którzy dystansują się od głównego sporu między PiS a Konfederacją. Ich obecność w pakcie ma neutralizować radykalne skrzydła i przyciągać umiarkowany elektorat w kluczowych okręgach.
Spór o Grzegorza Brauna. PiS go wyklucza
Kwestia obecności ugrupowania Grzegorza Brauna w sojuszu wywołuje jednak ostre tarcia między politykami.
Mariusz Błaszczak stawia sprawę jasno: - My jako Prawo i Sprawiedliwość wykluczamy współpracę z Grzegorzem Braunem - oświadczył w wywiadzie dla WP. Polityk uzasadnił to tym, że Braun szkodzi Polsce, m.in. negując niemieckie zbrodnie wojenne, w tym istnienie komór gazowych w Auschwitz, oraz promując groźne dla kraju relacje niemiecko-rosyjskie. Ponadto Braun prezentuje od lat prorosyjskie stanowisko w wojnie Kremla z Ukrainą.
Zupełnie inaczej sprawę widzą jednak przedstawiciele innych frakcji oraz Konfederacji. - Rozsądek i pragmatyzm na prawicy zwyciężą. Będzie pakt senacki obejmujący PiS, Konfederację, Rozwój Plus i Konfederację Korony Polskiej. Porozumienie bez którejkolwiek z tych formacji nie byłoby pełnym porozumieniem na prawicy. Formacji Grzegorza Brauna wykluczyć nie możemy i nie wykluczymy - ocenił w rozmowie z "Rzeczpospolitą” anonimowy parlamentarzysta prawicy.
Do sprawy kategorycznie odniósł się również Sławomir Mentzen, komentując ewentualny brak partii Brauna w porozumieniu. - My chcemy wygrać w Senacie. Nie bardzo widzę sensowność takiego paktu ani celowość wchodzenia do niego - stwierdził polityk w rozmowie u Bogdana Rymanowskiego.
Lekcja z historii. Sukcesy paktu liberalno-lewicowego
Inspiracją dla planowanego porozumienia prawicy są wcześniejsze sukcesy formacji liberalno-lewicowych w wyborach do Senatu. W 2019 roku ówczesna opozycja zjednoczyła siły i wystawiła po jednym kandydacie w okręgach. Dało to efekt. Według danych Państwowej Komisji Wyborczej Koalicja Obywatelska zdobyła 43 mandaty, a wraz z PSL oraz Lewicą i niezależnymi przejęła kontrolę nad izbą z 51 miejscami, choć Zjednoczona Prawica sięgnęła po pełną pulę w Sejmie.
Ten sukces powtórzono. W 2023 roku kandydaci porozumienia zdobyli - przy rekordowej frekwencji - aż 66 mandatów. Pozwoliło to na stabilne utrzymanie większości w izbie wyższej przez kolejne cztery lata. Prawicowi politycy uważają, że zjednoczenie sił w izbie wyższej jest jedynym sposobem na przełamanie dominacji obecnej większości rządzącej.
Wybory do Senatu odbywają się w jednomandatowych okręgach wyborczych, co premiuje silne, skonsolidowane bloki. Pakt o nieagresji zakłada, że w każdym okręgu wystartuje tylko jeden kandydat po stronie szeroko rozumianej prawicy, aby głosy nie rozpraszały się między kilka partii. W obliczu metody D'Hondta, stosowanej w wyborach do Sejmu, oraz ordynacji większościowej do Senatu, każda strata głosów na rzecz bezpośredniego konkurenta po tej samej stronie sceny politycznej jest podwójnie kosztowna. Prawicowi stratedzy wskazują, że brak porozumienia w 2023 roku kosztował ich utratę co najmniej kilkunastu mandatów, które przy wspólnym starcie byłyby w zasięgu ręki.
Piotr Müller powołał się w Radiu Wnet na szacunki, według których większość ewentualnego sojuszu obecnej opozycji w Senacie byłaby niewielka i wynosiła 52 do 53 mandatów. Z kolei według wewnętrznych badań pakt senacki składający się z PiS, obu Konfederacji i Rozwoju Plus wygrałby wybory, zdobywając 54 mandaty przy 46 dla konkurencji.
Fot. Jarosław Kaczyński/Sławomir Mentzen/Grzegorz Braun/Mateusz Morawiecki/screeny
Red.





Komentarze
Pokaż komentarze (7)