Z artykułu dowiesz się:
- Jakie rozbieżności wystąpiły w opisach odległości drona od bazy w Redzikowie
- W jaki sposób politycy zareagowali na telefon wojska pod numer alarmowy
- Za jakie zadania odpowiada Batalion Ochrony Bazy
- Co w sprawie incydentu zadeklarował szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz
Cywilny dron pojawił się ok. kilometra od strategicznej bazy z amerykańskimi żołnierzami. Onet podawał, że latał w odległości 500 metrów przy zakazie w promieniu 3 km. Bezzałogowiec był obserwowany w rejonie jednostki przez około pięć minut. Wojsko zareagowało na drona uruchomieniem procedur. Powiadomiło policję oraz pozostałe służby. Oficer dyżurna skorzystała przy tym z linii ratunkowej.
Krok ten spotkał się z falą pytań i kontrowersji dotyczących skuteczności wojskowych procedur. Krytycy podkreślali, że zamiast neutralizacji lub zestrzelenia maszyny funkcjonariusze zdecydowali się na powiadomienie cywilnego operatora numeru alarmowego. Podczas akcji ustalono zresztą lokalizację operatora, który sterował dronem.
Mentzen wyśmiał instytucje państwa
Informacje o zdarzeniu wywołały natychmiastową reakcję na polskiej scenie politycznej. Sytuacja stała się okazją do ostrej krytyki rządu przez opozycję, która podważa sprawność systemów ochrony infrastruktury krytycznej. Do sprawy odniósł się m.in. poseł Konfederacji Sławomir Mentzen, który nie gryzł się w język, oceniając postawę służb.
- Nad amerykańską instalacją latał nieuprawniony dron. Mamy tam cały batalion ochrony. 800 żołnierzy. Ich jedynym zadaniem jest ochrona tej bazy. Gdy wleciał dron, oficer dyżurny zadzwonił na 112. Utrzymujemy 800 żołnierzy, a oni dzwonią na policję. Nasze państwo to mem - napisał polityk w mediach społecznościowych.
Głos w dyskusji zabrał także europoseł Waldemar Buda. - Zbudowali system antydronowy w Polsce? Telefon wojska na nr 112 - ironizował parlamentarzysta Rozwoju Plus.
MON uspokaja i zapowiada raport
Wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz odniósł się do incydentu z dronem. edług uzyskanych przez niego informacji nie było zagrożenia dla obiektów, a bezzałogowiec nie znajdował się bezpośrednio nad bazą. Zapowiedział też raport. - Całościowy raport będę miał na biurku i po jego przeanalizowaniu, jeżeli gdzieś doszło do jakichś niedociągnięć, to będą wyciągnięte konsekwencje - oświadczył minister podczas konferencji w Dorohusku.
Resort zaznaczył przy tym, że systemy obrony powietrznej przez cały czas śledziły i obserwowały drona pod pełną kontrolą. Ministerstwo Obrony Narodowej doprecyzowało, iż cywilny dron nie latał bezpośrednio nad chronionym terenem. Nie zagrażał też obiektom ani newralgicznym punktom.
Fot. Amerykańska baza w Redzikowie/East News
Red.





Komentarze
Pokaż komentarze (94)