Z artykułu dowiesz się:
- Dlaczego świadczenia miałyby objąć od 30 do 50 tysięcy ocalałych
- Jak szybko kurczy się grono osób poszkodowanych przez okupanta
- Dlaczego reparacje opiewające na 1,3 biliona euro Berlin uznaje za nierealne
- Na ile Polska oszacowała straty poniesione podczas wojny z rąk III Rzeszy
Koniec z deklaracjami, czas na przelewy
Niemcy powinny podjąć konkretne działania wobec Polaków poszkodowanych przez niemiecką okupację i wypłacić im zadośćuczynienie - taką tezę przedstawił warszawski korespondent "Die Welt” Philipp Fritz w komentarzu opublikowanym w tym tygodniu.
Zdaniem Fritza zamiast reparacji idących w biliony rząd powinien wypłacić emerytury lub świadczenia dla 30–50 tysięcy byłych więźniów obozów koncentracyjnych i gett, robotników przymusowych oraz powstańców. To konkretna propozycja skierowana do osób, które wciąż żyją i doświadczyły niemieckiej okupacji.
Grono ocalałych osób poszkodowanych przez okupanta maleje z każdym kolejnym tygodniem. Czas ucieka, ponieważ liczba tych osób gwałtownie spada. Właśnie ten upływający czas jest jednym z powodów, dla których Fritz domaga się szybkiej decyzji Berlina, a nie kolejnych deklaracji.
Jak napisał publicysta: „Nie wolno dłużej się temu przyglądać, jak powiedział Wadephul, lecz trzeba zapłacić - teraz”. Proponowane świadczenia nie są tym samym co generalne roszczenie reparacyjne za całość strat poniesionych przez Polskę. Fritz wskazuje na ograniczoną grupę osób i pomoc skierowaną do nich indywidualnie. Według jego stanowiska takie rozwiązanie można oddzielić od sporu o astronomiczną sumę, która stała się przedmiotem debaty politycznej.
Wywiad Johanna Wadephula wywołał burzę
Komentarz Fritza odnosił się do wywiadu niemieckiego polityka Johanna Wadephula dla "Gazety Wyborczej” z końca września 2026 roku. Polityk mówił w nim o niemieckiej winie i odpowiedzialności. Poruszył też kwestię wspólnego budowania europejskiej przyszłości przez Polaków i Niemców.
Fritz zakwestionował sposób, w jaki Wadephul mówił o rządzie federalnym. W jego ocenie minister, używając trzeciej osoby, sprawiał wrażenie, jakby sam nie należał do władz, których stanowisko przedstawiał. Publicysta uznał, że taka deklaracja nie wystarcza wobec oczekiwań dotyczących zadośćuczynienia.
Zdaniem Fritza odpowiedzialność moralna Berlina nie może kończyć się na deklaracjach. Dążenie do sprawiedliwości wymaga realnego zadośćuczynienia za zbrodnie. - Komu zależy na historycznej sprawiedliwości i niemiecko-polskim pojednaniu, ten musi wspierać pomysł zadośćuczynienia za niemieckie zbrodnie – napisał korespondent "Die Welt”.
Deklaracja Wadephula wpisuje się, według Fritza, w linię kolejnych niemieckich rządów od czasów Angeli Merkel. Berlin uznaje moralną odpowiedzialność, a jednocześnie traktuje kwestię reparacji jako prawnie zamkniętą. Takie jest od lat stanowisko naszego zachodniego sąsiada.
Walka o miliardy złotych w cieniu historii
Berlin i Warszawa od lat prowadzą rozmowy o odszkodowaniach dla żyjących ofiar II wojny światowej. Dyskusja obejmuje zarówno konsekwencje niemieckiej okupacji, jak i różnice w ocenie prawnego statusu roszczeń. Niemiecki rząd utrzymuje, że sprawa reparacji jest zamknięta, podczas gdy w Polsce temat pozostaje przedmiotem debaty publicznej.
Fritz apeluje, by Berlin nie wykorzystywał impasu w negocjacjach z Polską jako wymówki. W jego ocenie brak porozumienia w sprawie całościowych roszczeń nie powinien blokować działań wobec żyjących poszkodowanych. To rozróżnienie stanowi sedno komentarza: odrzucenie reparacji nie musi oznaczać rezygnacji z wypłat dla konkretnych osób.
Polska oszacowała straty poniesione podczas działań III Rzeszy w czasie II wojny światowej na 1,3 biliona euro. Tak napisano w raporcie ekspertów z 2022 roku. Fritz uważa jednak, że wspomniana kwota nie zostanie wypłacona. - Niemcy nie zapłacą 1,3 bln euro, czego domagają się polscy narodowi konserwatyści – nie ma wątpliwości publicysta na łamach "Die Welt”.
Fot. Friedrich Merz, kanclerz Niemiec i Donald Tusk, premier Polski/East News
Red.




Komentarze
Pokaż komentarze (22)