Nasz premier to jednak prawdziwy zawadiaka. „Podwórkowe wychowanie” i burzliwa kibolska młodość zrobiły swoje.
Zaczął w miarę normalnie jak na polityka. Od walki z kaczyzmem. Cóż, święte prawo opozycji! Troszkę jednak przegina. Walczy nieustannie, choć minęły już cztery lata, od kiedy opozycjonistą być przestał. A dinozaury i tak nie bardzo chcą wymierać.
Tusk dobrał się zatem do innych.
Na pierwszy ogień poszli pedofile – „kreatury, które nie zasługują na miano człowieka”. Nie wyszło, pomysły rządu okazały się niekonstytucyjne!
Rok temu zupełnie niespodziewanie rządowym wrogiem numer 1 okazał się bóbr– „sprawca” jednej z największych w kraju powodzi. Aż do chwili, gdy w kołach rządowych doczytano się (ach, ta nieoceniona wikipedia!), że to niewinne i sympatyczne zwierzę jest tutaj raczej ich sprzymierzeńcem. I znowu pudło!
W pewien weekend okazało się, że winne całego zła w kraju są dopalacze. W przeprowadzonej z rozmachem akcji premier „zaaresztował wszystko i wszystkich”. To nic, że jeszcze nie było paragrafu. Dopalacze zeszły do podziemia, a w ślad za nimi podążyli kolejni "wrogowie" – palacze.
Ale prawdziwym hitem było dopiero wypowiedzenie wojny kibolom. Lubiący „haratnąć w gałę” fan futbolu zapewne z żalem wykonał ten "bohaterski i pełen poświęcenia" gest. Lecz Ojczyzna rzecz święta!
I tylko nikt nie może zrozumieć, dlaczego kolejnymi ofiarami naszego bohatera stają się ci, którzy tak gorliwie wspierają go w ostatniej potyczce.
Otóż premier zapowiedział… koniec nadgorliwości policji. Jeśli zatrzymuje ona kibiców tylko dlatego, że go obrażają, to on im pokaże, że ho, ho!
Może podejrzewa, że policja robi sobie z niego przysłowiowe jaja i jest w zmowie z kibolami?
KTO NASTĘPNY???




Komentarze
Pokaż komentarze (12)