"Gdy wokół szara rzeczywistość skłaniała głowy w dół, a oczy w ziemię...
Twoja muzyka, twoje śpiewanie czyniło lżejszym ciężkie brzemię...
kamienne serca lawą się stały....z oczu spłynęła samotna łza...
myśli się wzniosły ponad codzienność, a błogość piękna –ta wiecznie trwa"
To był show. Bo jak inaczej pożegnać mistrza sceny? Żołnierzy żegna się salwą honorową, poetów –poezją, a muzyka- muzyką. Ten show był jednak inny ,od tych do których przywykliśmy .Bo chyba nigdy nie padło tak wiele słów o więziach pomiędzy ludźmi, o hierarchii wartości.
O Stwórcy ,bez względu na rodzaj wyznania. Od serca, z głębi duszy. Nigdy nie zabrzmiało tak mocno wołanie o jedność, bez względu na kolor skóry ,przekonania.
Padły słowa mocne o sensie i celach jakie stawiamy sobie w życiu.
I na tym tle, jak straszny zgrzyt , pojawiał się obraz tabloidalnego świata ,który karmi się kalectwem, zabijając piękno.
Requiem in pace ,Michael.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)