1maud 1maud
594
BLOG

Dziwny Jarmark Dominikański

1maud 1maud Rozmaitości Obserwuj notkę 3

W sobotę rozpoczął się w Gdańsku Jarmark Św. Dominika. Z 750-letnią tradycją jest najstarszym, tak wielkim jarmarkiem w Europie. Dzisiaj,królują na nim handlarze starzyzną sztuka,różne gadżety i oczywiście gastronomia. W okresie komuny, niewątpliwą atrakcją były stoiska różnych producentów, poszukiwanych wszędzie ubiorów oraz deficytowych, na co dzień towarów. I chociaż dzisiaj Jarmark jest atrakcją dla turystów, a i Gdańszczanie chętnie spacerują wśród straganów,ulokowanych na Starówce to wtedy jarmark był niezwykłą okazją do zakupów, a stragany (najprzeróżniejszej maści- od koca,łóżka polowego poprzez budki,szczelnie okupowały w zasadzie wszystkie ulice Starego Miasta.

Jarmark Anno Domini 1980

 W 1977 roku mój świat się potknął mocno. Zmarł nagle mój tatuś. Ciężkie przejścia obozowe,(Dachau),komunistyczne wiezienie z wyrokiem śmierci potem ubecja i ciągłe problemy z nękającymi kontrolami w cukierni, nie sprzyjały chorobie wieńcowej. Kolejnego,5-ty zawał u już nie przeżył.

 Szybka decyzja –trzeba wspomóc Mamusię, która nie miała pojęcia o prowadzeniu biznesu. A sprawa nie była tak prosta jak dzisiaj. Lokal, w którym prowadzona była działalność, był ich własnością, ale tatuś wydzierżawił go komuś. Przepisy były bezlitosne. Brak uprawnień wdowy mogł być podstawą do ubiegania się przez dzierżawce, które takie uprawnienia miał, o tzw. dzierżawę z urzędu. Oznaczało to, że mógł wystąpić do UM o prawo do dzierżawy po stawkach urzędowych, co oznaczało dla mojej mamy śmieszne pieniądze za lokal,a emerytura rzemieślnicza, która mogła jej przysługiwać, to były marne grosze. Mimo wysokich opłat na ubezpieczenie, wolno było ubiegać się o najniższą emeryturę.

Jedynym wyjściem było uzyskać uprawnienia cukiernicze i przejąć cukiernię. W ten sposób zostałam mistrzem cukierniczym. Przejęty dzięki temu w końcu 1979 roku zakład, był w stanie opłakanym. Niestety,dzierżawcy oprócz wyeksploatowania zakładu, zniszczyli także dobra renomę wyrobów. Pierwsze spowodowało konieczność wymiany maszyn i urządzeń, drugie odbudowania zaufania klientów. Oba – konieczność pozyskania niezbędnego kapitału. Stąd pomysł na stoisko na Jarmarku Dominikańskim.

Lokalizacja była doskonała, na placu przed Bazyliką Mariacką. Lesio razem z kolega, zbudowali drewniane stoisko. Inny kolega, załatwił nam możliwość zakupu szklanych dystrybutorów, do sprzedaży chłodzonych napoi ( napój powstawał na bazie własnej receptury:soczki pomarańczowe z Pewexu,kwasek cytrynowy, cukier, sok z cytryny i woda).W koszach od chleba stały jagodzianki drożdżówki z makiem, no i lody (wtedy jeszcze Sanepid nie egzekwował rygorystycznie przepisów o konieczności posiadania bieżącej wody- wodę przynosiliśmy w baniakach z pobliskiej plebani.)

 

Czekały nas trzy tygodnie ciężkiej pracy. W nocy produkcja na jarmark, a w dzień do sklepu. Zaczęło się fatalnie. Rano, przed wyjazdem na stoisko, zrobiłam sobie wielki kubek herbaty z cytryną. Kubek pękł, a pół litra wrzątku wylądowało na moich nogach. Mimo że wskoczyłam do wanny i natychmiast schłodziłam nogi zimną wodą powstały ogromne pęcherze. W drodze na stoisko, musiałam pojechać do Stacji pogotowia Ratunkowego. Po założeniu opatrunków na obie nogi, porosiłam o zrobienie” uprzęży na szyje „z bandaża, tak, aby opatrunki nie ślizgały się po nogach. Lekarzowi, który kazał mi leżeć,wytłumaczyłam ze nie mogę zrezygnować z pracy. Postukawszy się wymownie w 80.Czoło, wymusił na mnie przyrzeczenie, że codziennie rano będę przyjeżdżała na opatrunki, ostrzegając mnie, ze grozi mi zakażenie (oparzenia obejmowały całe uda i kolana).A lato było piękne tego roku. Spore upały nie były wymarzoną aurą dla moich poparzonych nóg. Zaczęła się kilkunastodniowa harówka. Na jarmarku spędzałam czas od 8-ej do 22-23-ej. Potem powrót do Wrzeszcza,rano opatrunek i od nowa. W nocy trzeba było także sprawdzać, co się dzieje na pracowni. Zdarzało się, że zasypialiśmy w ubraniu, w poprzek łóżka.

W ciągu dnia, znajdowałam ledwie chwilę czasu, na przegląd stoisk z książkami. Na jarmarku można było dostać wiele pozycji, niemozliwych do zakupu w księgarniach.

 

14 sierpnia, ktoś przyszedł i powiedział, że w stoczni jest Strajk. Pamiętam strach,jaki mnie ogarnął. Wróciły straszne wspomnienia z wydarzeń grudnia, 1970 r. Wieczorem już wiemy, że stoczniowcy pozostali na terenie Stoczni. Rano, w drodze na jarmark, jadę koło stoczni. Kiedy Lesio przyjeżdża z zaopatrzeniem, mówi,że stanęła komunikacja miejska, podwoził kogoś do Gdańska. Na Jarmarku wszyscy mówią o strajku. Wieczorem chcieliśmy zadzwonić do rodziców Lesia, ale nie było połączenia z krajem. 16 wiadomość o tym, ze strajk skończony. Ulga. Nie będzie powtórki grudnia. Ale kiedy wieczorem wracamy do Wrzeszcza, w stoczni nadal są ludzie! Podczas obiadu, który jadłam codziennie na plebani, rozmawiamy z księżmi o strajku.

Kolejne dwa dni do zakończenia Jarmarku,upływają na nasłuchiwaniu życia w stoczni. Mimo, że nie funkcjonuje komunikacja miejska, ludzie przyjeżdżają do Gdańska,aby pójść zobaczyć, co w Stoczni. 17 Sierpnia, to dzień mszy niedaleko bramy. Tłum wewnątrz i my,w tłumie,na zewnątrz. Czy ci ludzie, modlący się tam, za bramą, kolejny raz zostaną potraktowani przez władze jak zbrodniarze? Lesio zawozi do stoczni trochę drożdżówek i marmoladę w wiadrach. Wiemy, ze koledzy piekarze, podwożą chleb.

18 sierpnia Jarmark zakończony. Teraz jeździmy nie na stoisko,a po prostu pod stocznię. Wiemy od rodzin, że wielu naszych przyjaciół,dołączyło do strajku. Wojewoda ogłasza ograniczenie w zakupie paliwa. W zaprzyjaźnione stacji (naprzeciwko naszego domu) organizujemy paliwo dla kurierów. Znajomi odbierają je w kanistrach z naszego garażu.

Tamtego roku ,koniec Jarmarku nie przypominał ,radosnych fet z poprzednich lat. „Zakłócenia w pracy” opisywane jako duża uciążliwość dla funkcjonowania miasta, budziły niepokój Gdańszczan.

Moja przygoda z jarmarkiem rozpoczęła się solidnym poparzeniem, a jego koniec ,przerażeniem na myśl, do czego mogą być zdolne  władze w walce z własnym narodem.

P.S.

Kilka urywków z publikacji w wybrzeżowych gazetach z sierpnia 1980 r.

  

 

 

 

 

 

 

 

 

Dziennik Bałtycki

Gdański "Dominik"

Nękały nas jeszcze lipcowe ulewy i chłody, a w słuchawce redakcyjnego telefonu raz po raz padały pytania o Jarmark Dominikański: kiedy się zacznie, jak długo potrwa, jakie nowe atrakcje ze sobą przyniesie? Zainteresowanych szczegółami kierowaliśmy po bliższe informacje do "Wieczoru Wybrzeża", będącego dziś jednym z organizatorów Dni Gdańska i jarmarku, a przed laty inicjatora wskrzeszenia pięknych gdańskich tradycji.

Uwierzyć trudno, że to sierpniowe współczesne szaleństwo odbywa się w tym roku już po raz dziewiąty. Trudno też wyobrazić sobie Dni Gdańska bez jarmarku, który z każdym rokiem stawał się imprezą coraz bardziej imponującą i coraz większego nabierał rozmachu. Czegóż tu już nie było - gdańskie wesela, dominikańskie chrzciny (te co prawda tylko raz, w 1974 r.), kwiatowe corso, artystyczne występy, widowiska plenerowe, zmagania sportowe, no i oczywiście wielkie handlowanie na ulicach Głównego

 

 

18 sierpnia 1980

Dziennik Bałtycki

Zakończyły się Dni Gdańska i Jarmark Dominikański

Kilkunastodniowe obchody Dni Gdańska dobiegły wczoraj końca. Wraz z nimi zakończył się Jarmark Dominikański - wielka handlowa impreza, która w tym roku już po raz ósmy towarzyszyła gdańskiemu świętu.

Tegoroczne Dni Gdańska i jarmark przygotowano z dużym rozmachem. Wystarczy powiedzieć, że przez kilkanaście dni na terenie Głównego Miasta działało 85 stoisk handlu uspołecznionego, 32 punkty małej gastronomii, 40 restauracji, barów i kawiarni, że swoje artystyczne wyroby i usługi oferowało 300 rzemieślników z 20 województw, że BART przedstawiła 60 kulturalnych i reklamowych imprez, że w Giełdzie Kolekcjonerów uczestniczyło 170 zbieraczy. Opinię tę potwierdzają uzyskane obroty, które w przypadku handlu uspołecznionego np. wyniosły ok. 90 mln zł. Rekordy powodzenia biły też w tym roku stragany Domów Towarowych "Centrum", które uzyskały 7 mln zł i sklep Hoffland, który zanotował obroty rzędu 6 mln zł.

Głos Wybrzeża

Przemówienie Tadeusza Fiszbacha do mieszkańców Trójmiasta

Obywatelki i obywatele! Od kilku dni przeżywamy w Trójmieście okres niepokoju i napięcia. Wystąpiły przerwy w pracy licznych zakładów przemysłowych. Stanęła komunikacja miejska. Spowodowało to dotkliwe zakłócenie normalnego funkcjonowania wielu dziedzin naszego życia.

Postulaty zgłaszane przez załogi strajkujących zakładów były wszechstronnie przedyskutowane. Wiele z nich zostało przyjętych, część jest już skierowana do realizacji. Właściwe jednostki terenowej i centralnej administracji gospodarczej podejmują działania, aby we wszystkich przypadkach - kiedy jest to możliwe - wyjść naprzeciw postulatom załóg i spełnić je jak najrzetelniej.

Od godzin wieczornych 16 bm. atmosfera dyskusji w niektórych zakładach pracy, w tym zwłaszcza w Stoczni Gdańskiej, której część załogi pozostała na terenie zakładu mimo podjętej uprzednio przez komitet strajkowy decyzji o udaniu się do domów i rozpoczęciu normalnej pracy w poniedziałek rano, przybrała niepokojący charakter. Robotnicza dyskusja przekształciła się bowiem w nie ustające wiecowanie, któremu towarzyszą wystąpienia ludzi w ogóle ze stocznią nie związanych. W tych warunkach pojawia się realne zagrożenie, że rozwój wydarzeń może się znacznie rozminąć z założeniami i rzeczywistymi celami, jakie towarzyszyły załodze wówczas, kiedy postanawiała ona przerwać pracę.

19 sierpnia 1980

Dziennik Bałtycki

Trwające przerwy w pracy zakładów dezorganizują gospodarkę w Trójmieście i utrudniają życie jego mieszkańców

W ub. poniedziałek trwały przerwy w pracy wielu trójmiejskich przedsiębiorstw i zakładów. Jednocześnie do strajku przystępowały kolejne załogi.

W Stoczni Gdańskiej

Wczoraj rano do Stoczni Gdańskiej przybyła znaczna liczba jej pracowników, którzy jednak nie przystąpili do pracy, lecz przyłączyli się do strajku proklamowanego przez część załogi w ub. sobotę. Do późnych godzin popołudniowych strajk miał charakter permanentnego wiecu, którego głównymi arenami były okolice pracy przy ul. Doki, plac przed budynkiem dyrekcji i jedna z sal konferencyjnych. Wielokrotnie odczytywano postulaty i żądania sformułowane przez komitet strajkowy.

Lista postulatów sprecyzowana wczoraj rano przez komitet strajkowy obejmuje żądania natury ekonomicznej i społeczno-politycznej. Te pierwsze dotyczą nie tylko podwyżek płac i wzrostu świadczeń socjalnych, lecz także zrównania w dostępności tych świadczeń z bardziej - jak uważają strajkujący - uprzywilejowanymi grupami społeczeństwa. W grupie postulatów natury społeczno-politycznej na plan pierwszy wybija się żądanie zapewnienia załogom należytej i efektywnie działającej reprezentacji związkowej.

Wstrzymanie rozpoczęcia nauki w szkołach podstawowych


Wobec trudności w zabezpieczeniu dowożenia uczniów do szkół oraz dojazdu do pracy nauczycieli, kurator oświaty i wychowania w Gdańsku informuje, że rozpoczęcie nauki w szkołach podstawowych wstrzymuje się. Nowy termin rozpoczęcia nauki w szkołach podstawowych woj. gdańskiego zostanie poddany oddzielnie.

Głos Wybrzeża

Jeszcze o sprzedaży benzyny

Wczorajsze zarządzenie wojewody gdańskiego ograniczające sprzedaż paliw płynnych w stacjach CPN Trójmiasta pojazdom zarejestrowanym w województwie gdańskim nie dotarło do wszystkich posiadaczy samochodów.

Gdańska centralna CPN przekazała ajentom stacji treść zarządzenia telefonicznie, aby uniknąć zbędnej biurokracji, a jednocześnie przyspieszyć wykonanie decyzji. Jednakże wielu prywatnych użytkowników wozów nie rozumiejąc sytuacji domagało się sprzedaży benzyny.. Tymczasem od zakazu wyjątków nie ma.

Nadal natomiast do pełnego baku zaopatrywać mogą się w paliwo wozy zagraniczne i z rejestracją z innych województw. Wczoraj do późnych godzin wieczornych trwała intensywna sprzedaż paliwa. Wystąpiły okresowe kłopoty z benzyną niebieską i żółtą, dostępny był olej napędowy i inne oleje oraz akcesoria.

Kierownik działu stacji benzynowych CPN poinformował nas wczoraj około godziny 15.30, iż paliwo dla taksówek zarobkowych sprzedaje w Gdańsku stacja nr 217 (na wysokości Polmozbytu w Oliwie, na trasie Wrzeszcz - Oliwa). Paliwo dla samochodów służbowych sprzedają stacje przy ul. 3 Maja (nr 63), przy ul. Dąbrowszczaków w Oliwie (nr 324) oraz stacja nr 478 na ul. Jedności Robotniczej

 

 

 

 

1maud
O mnie 1maud

Utwórz własną mapę podróży.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Rozmaitości