1maud 1maud
178
BLOG

Cukier w kostkach generała Andrzejewskiego

1maud 1maud Rozmaitości Obserwuj notkę 12

W 1978 roku, Tatuś nagle zmarł. Nie przeżył kolejnego, 5 już zawału. Tuż przed śmiercią, zdesperowany sposobem prowadzenia cukierni przez dzierżawców oraz zaległościami płatniczymi, postanowił wycofać się z umowy. Obiecałam, że pomogę w  jej prowadzeniu . Mamusia nie była w stanie sama nią zarządzać, musiałam wiec ja zdobyć uprawnienia cukiernicze(nadal cukiernię mógł prowadzić tylko dyplomowany cukiernik bądź mistrz cukierniczy ) i przejąć rolę, pełnioną do tej pory przez mojego tatę.

Przezorność prawnicza mojego tatusia ,uratowała lokal przed zakusami dzierżawców. Przez pierwszy okres po śmierci tatusia, zwlekali z podpisaniem nowej umowy z mamusią. Przez przypadek , dowiedziałam się dlaczego...Otóż mąż koleżanki, której pomogłam przy maturze, był w tym czasie kierownikiem w UM, odpowiedzialnym za wydział rzemiosła. Pewnego dnia zadzwonił do mnie i powiedział, że w UM leży wniosek o dzierżawę z urzędu , złożony przez dzierżawców-wspólników tatusia. Należało wiec szybko działać, aby zakusy spaliły na panewce. Zmusiłam dzierżawców do podpisania umowy z mamusią ,a w tej umowie anulowałam datę umowy dzierżawy z Tatusiem, która była datowana dzień wcześniej niż umowa spółki...Podstawa prawna została zatem anulowana, a ja zyskałam czas na zdanie niezbędnego egzaminu zawodowego. Zdałam egzamin mistrzowski, uprawniający mnie do szkolenia uczniów .Pomogłam zdać egzamin kwalifikacyjny mamusi(w randze żony zmarłego rzemieślnika-były takie bzdury) i w 1979 roku, dokładnie w trzy lata od daty podpisania umowy dzierżawy (na tyle tatuś się zobowiązał do oddania cukierni) –przejęłyśmy ponownie Romę do prowadzenia. Dołączył do nas Lesio, który przez pierwsze dwa lata pracował jeszcze na pół etatu w swoim zawodzie (projektowanie i technologia drewna).

        

 

W tym roku mija 30 lat, od momentu kiedy rozpoczęliśmy działalność w Romie. W tym roku także ją kończymy. Zmieniły się warunki prowadzenia, siły jakby są mniejsze, a i zdrowie nie pozwala na zaangażowanie, niezbędne do samodzielnego prowadzenia. Po tylu latach, w których rytm naszego życia wyznaczała działalność w cukierni i godziny jej otwarcia, zdecydowaliśmy się powiedzieć pas. To niezbędna ,ale i trudna decyzja. W tej formie prowadzenie cukierni straciło sens ekonomiczny. Podobnie jak i na całym świecie, małe cukiernie rodzinne, to miejsca efektywne finansowo, jeśli prowadzi się działalność osobiście. Bądź też, jeśli tworzy na bazie jednej pracowni ,małą sieć sprzedaży. Nie ma miejsca w małej cukierni, na zatrudnianie pracowników .A rozwijanie działalności ,oznacza pracę (bądź nadzór) w systemie kilkunastogodzinnym, przez 7 dni w tygodniu.

Tą świadomość mieliśmy od dawna .I dlatego na bazie Romy powstała w 1990 roku ,Roma International, która dała początek fabryce lodów. Historię „tej” Romy, opiszę oddzielnie.

Zakończenie działalności to pora do wspomnień i refleksji. Bawi mnie serdecznie, kiedy ciągle wmawia się społeczeństwu, że wystarczy być kreatywnym, a sukces musi nadejść. Rzemiosło niby było dopuszczone do sfery życia gospodarczego i stanowiło solidne źródło zastrzyków finansowych do budżetu, ale nigdy nie przekładało się na równoprawnego traktowanie rzemieślników, z innymi działami gospodarki. Wiele bzdurnych przepisów, funkcjonuje nadal. Wyśrubowane wymogi sanitarne, bhp ,powodują, że nakłady na rozpoczęcie działalności są coraz wyższe. Ograniczenia czasu pracy dla pracowników, powoduje „nadmuchiwanie”: ponad miarę zatrudnienia. Jest niby odrobinę lepiej, ponieważ można rozliczać czas pracy w dłuższym okresie czasu, ale dalej jest to niewystarczające. Wymogi dotyczące dróg komunikacyjnych przy produkcji spożywczej)zakaz poruszania się tymi samymi drogami z naczyniami brudnymi i czystymi, oddzielne pomieszczenia do mycia jajek i inne, to wszystko zabija możliwość rozpoczynania działalności i ogromnie podnosi koszty , wymuszając duże powierzchnie produkcyjne. Unia Europejska, której chmara urzędników, z chęci wykazania się, że są potrzebni, wymyśla kolejne standardy ISO, czy inne ,które skutecznie hamuje kreatywność ludzi. Niech ktoś spróbuje w Polsce zrobić oszałamiający sukces , na bazie własnej produkcji domowych konfitur....Za Komuny gnębione-prawdziwe rzemiosło, zostało skutecznie zniszczone za czasów „krwiożerczego” kapitalizmu w Polsce.

Inspekcje robotniczo-chłopskie

W latach 80-tych ,w ramach zielonego światła dla rzemiosła, nasyłano na zakłady rzemieślnicze kontrole robotniczo-chłopskie. Przychodziła taka grupa 9-11 osób, składająca się z urzędników US, Sanepid, pracowników dużych zakładów pracy i milicji i sprawdzała każdy kąt w zakładzie, w poszukiwaniu lewego towaru”, grzebali w śmietnikach, robili rewizje w domu, gdy coś wydało się podejrzane. Jedna taka kontrola, wyjątkowo liczna, została nasłana nam przez sąsiada, który w ramach wolnego czasu siedział cały dzień w oknie i obserwował innych ludzi, który doniósł, że „ tutaj muszą na pewno odbywać się jakieś podejrzane transakcje, ponieważ Lesio jeździ od rana do wieczora samochodem dostawczym i „coś” wozi. :Jeździł i woził, bo zdobycie zaopatrzenia do produkcji, to była ciężka praca w czasie, gdy brakowało w sklepach prawie wszystkiego. Nie było produktów takich jak gotowe przeciery jabłkowe, kandyzowane owoce. to wszystko trzeba było przygotować samemu . Dekoracja tortu bez kandyzowanego, rajskiego jabłuszka bądź kolorowych kawałków, kandyzowanych gruszek-była nie do wyobrażenia. Pewnego roku, z powodu pomyłki w dacie przywozu 700 kg gruszki do kandyzacji , byłam zmuszona do obrania tej porcji sama . Do dzisiaj mam problem z uszkodzoną wtedy torebką stawową i ścięgnami prawej dłoni. Dziennie obierałam około 100kg jabłek do różnych wyrobów. Czasem miałam pomoc , w większości jednak była to moja rola. Kiedy w pracy nie pojawiała się ekspedientka, stawałam za ladą albo ja albo Lesio. Gdy nawalała sprzątaczka, zakładaliśmy kalosze i szorowaliśmy podłogi na pracowni.

  Lata 80-te to także ogromne braki w możliwości zakupu podstawowych produktów do produkcji: mąki i cukru. Rzemiosło otrzymywało przydział na taką ilość, która mogła zapewnić dwie godziny produkcji i taką samą czasowo sprzedaż. .Wtedy cukier zastępowaliśmy dostępną melasą w beczkach ,po mąkę jeździło się i skupowało od rolników. Ale i tak starczało jej jedynie na kilka godzin produkcji, a cukiernia zwykle około południa, była bez towaru. Były problemy z zaopatrzeniem w margarynę – tutaj należało jeździć po sklepach i szukać w wolnej sprzedaży, ale oczywiście w granicach dozwolonych do jednorazowego zakupu. Jeśli dobrze pamiętam, to były 2 kg.. Tyle, co nic. Były sklepy, które sprzedawały nam i po 5 kg, ale takie „przestępstwo” było obarczone ryzykiem odpowiedzialności karnej. Dla obu stron transakcji.

Cukier w kostkach w domu Andrzejewskiego

Kiedyś, podczas imienin koleżanki, skarżyliśmy się na braki zaopatrzeniowe. Obecny na imprezie, członek rodziny gospodarzy, powiedział, że u niego w sklepie ma zawsze nadmiar cukru i w sporych ilościach zwraca do magazynu. Wpadł do nas po kilku dniach i wyjaśnił skąd się ten cukier bierze; otóż pan był ni mniej ni więcej kierownikiem konsumu ...milicyjnego. Byłam w szoku, ponieważ znałam ta rodzinę i jej poglądy i ostatnią rzeczą jakiej byśmy się z Lesiem spodziewali, to jakiekolwiek koneksje z milicją. Przy okazji dowiedziałam się, że pewna kasta działaczy i milicjantów nie ma ograniczeń w zakupie i kierownik nie musi się rozliczać kartkami, jak obowiązuje plebs. Pan ów, dostarczał także cukier do aresztów, w których także można było za gotówkę kupić jego dowolną ilość.(więźniów limit kartkowy także nie obowiązywał) Zaproponował, że zawsze pod koniec miesiąca ,kiedy będzie miał już nową dostawę , sprzeda nam po normalnej cenie zapas cukru. To brzmiało jak bajka. I znakomicie funkcjonowało przez kilka miesięcy, aż do jesieni. Kierownik nic od nas nie chciał w zamian, twierdząc, ze jest zadowolony, że dzięki temu nie musimy zwalniać ludzi ,a nasi klienci maja przynajmniej możliwość zakupu ciasta. Myśmy normalnie płacili, a on się z tego co do grosza rozliczał.

Jednakże pewnego dnia ,tuż po dostawie cukru, pojawiła się u nas w cukierni milicja i śledczy. Zabrali Leszka do ..aresztu . Po kilku godzinach, przyjechali z Lesiem z powrotem. Po sprawdzeniu, czy podane przez niego ilości towaru odpowiadają prawdzie, odjechali. Oczywiście musiał podać źródło zakupu cukru. Byliśmy zdruzgotani i bardzo niespokojni o los znajomego kierownika. On sam pojawił się chyba na trzeci dzień i opowiedział, co się wydarzyło. Otóż żona ówczesnego szefa SB ,generała Andrzejewskiego ,wysłała do konsumu jakiegoś pracownika swojego męża, żeby oddał przywieziony błędnie cukier w kostkach i zmienił go na cukier sypki, ponieważ właśnie smażyła konfitury. Tymczasem ,”stary „cukier był już u nas w cukierni ,a nowego do konsumu jeszcze nie dowieźli. Żona zadzwoniła do pana generała, ten wpadł we wściekłość (jak to możliwe, żeby był choćby najmniejszy brak na potrzeby swoich) i nakazał sprawdzenie dokumentacji sprzedaży cukru. W dokumentach widniał adres aresztu : pracownik generała pojechał wiec do aresztu, a tam po cukrze już ani widu ani słychu. Nie było innego wyjścia jak powiedzieć prawdę. Kierownik został natychmiast wysłany na urlop i zapowiedziano zwolnienie go z pracy. Jak się okazało, był pracownikiem cywilnym...Nam zrobiło się bardzo przykro, że przez nas miał problemy i stracił pracę, ale kierownik wcale nie rozpaczał. Powiedział nam, że on wie tyle o różnych zakupach różnych panów, wbrew jakimkolwiek zasadom i po cenach poniżej cen produkcji, że muszą mu coś zaoferować .Po miesiącu odwiedził nas jako ..dyrektor dużej firmy.

 Od początku swojej rzemieślniczej działalności nie ograniczałam się do cukierni. Rozpoczęłam mini szkolenia księgowe dla kolegów-rzemieślników ,zaangażowałam się w prace Komisji Finansowej, negocjującej z US stawki podatkowe. Wreszcie trafiłam do Komitetu Doradców ds. rzemiosła za czasów wicepremiera Ozdowskiego, z ramienia Doradców księdza Prymasa Stefana Wyszyńskiego ( na wniosek ś.p. prof.Kukołowicza).

I chociaż wielokrotnie z Lesiem ,byliśmy już tak zmęczeni prowadzeniem cukierni, decyzję o jej zamknięcia odkładaliśmy zawsze „na później. „To „później’ właśnie nadeszło. 31 grudnia 2009 roku cukiernia Roma kończy swoją działalność. W lokalu, który stanowił jej siedzibę, przesympatyczny, włoski kucharz, otworzy włoską restaurację „Da Mario „ Powiedział, że otwarcie właśnie takiej restauracji, pod taką nazwą, to spełnienie marzenia jego życia. Oby mu się powiodło. Podobnie jak spełniło się marzenie o niezależności mojego tatusia. A później nasze marzenia, o możliwości- dzięki ciężkiej pracy , zwiedzania świata. Czas naszego sukcesu stał się przeszłością. Którą warto wspominać. Nowych pomysłów na sukces nie brak, ale brak siły do ich realizacji i determinacji do walki z głupotą urzędniczą. O dostępie do kredytowania nie mówiąc. Pora więc ustąpić miejsca tym, którym obu atrybutów nie brakuje.

A rivederci ROMA!

 

 

 

 

http://1maud.salon24.pl/147098,perelki-prl-u-a-rivederci-roma

1maud
O mnie 1maud

Utwórz własną mapę podróży.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Rozmaitości