Po przesłuchaniu Drzewieckiego i Schetyny, wiadomo już, jaka narracja obowiązuje, co do relacji ze potkania Tusk-Chlebowski, Tusk-Drzewiecki-Schetyna. Pierwsze dotyczyło udziału Chlebowskiego w procesie legislacji: dołkiem wykopanym pod tą wersją są słowa Grzesia, że premier zapytał wprost Zbycha o jego ponadstandardowe zainteresowanie samym procesem. Od dzisiejszych zeznań Tuska zależeć będzie czy był to dołek pod premierem, czy dołek pod Chlebowskim, na którego ma się skierować podejrzenie o poinformowanie Sobiesiaka o akcji CBA. Jeśli to uzgodniona narracja, to ma na celu stworzenie wrażenia, że Chlebowski się domyślił, że coś jest nie tak, a premier może trochę zbyt wprost powiedział, ale nie było żadnego umyślnego powiadamiania, a więc przecieku. Dziury w tej wersji: Sobiesiak wie o akcji CBA przy hazardzie.Rozmowa ma miejsce 26 października po południu, a Sobiesiak wie rano.
Brak informacji o udziale Schetyny w spotkaniu Tusk//Drzewiecki z dnia 19 sierpnia tłumaczony jest tak: były jakby dwa spotkania: jedno z Drzewieckim na temat ustawy, a potem, ze Schetyną, na temat finansowania Stadionu Narodowego. Gładka wersja, ale niewiarygodna. Schetyna tłumaczył swój udział znajomością sposobu finansowania Euro 2012, a kompletnym brakiem wiedzy na temat samej ustawy hazardowej. Tak, więc, kiedy Tusk o ustawie rozmawiał, jego obecność była zbędna. Jak to się ma do argumentacji obecności na temat samej ustawy w spotkaniu premiera z Chlebowskim? Znowu dziura.
Gierki wokół Komisji Śledczej dały sporo czasu na uzgadnianie wersji wydarzeń. Sporo czasu potrzebowało także CBA, aby przeszukać mieszkanie Marcina Rosoła. Który na pewno trzymał kompromitujące dowody w swoim komputerze i w domu od jesieni ur.:-)
Zgodnie z moimi przewidywaniami, Donald Tusk nie odpowiadał na pytania, on robił bardzo szerokie wywody na temat lub wokół tematu. Zwykle zaczynał od pejzażu wydarzeń, a potem kończył na opisie podniebnej konstelacji. Dla mnie to był koszmar, ponieważ cale życie koncentrowałam się na meritum sprawy, a nie na opisach, rozmydlających to meritum,.
Jedną tezę Tusk dokumentował na wiele sposób: Kamiński głównym sprawcą nieszczęść: niechlujny, niedbały, drogi i nieefektywny. Oczywiście niewiarygodny etc. Najważniejsza jednak wydała mi się interpretacja premiera prawidłowości relacji Tusk-Służby. Otóż powiedział, że rolą szefa służb jest informowanie premiera o swoich działaniach, a nie odwrotnie. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby premier Tusk nie wziął na siebie nadzoru nad służbami specjalnymi. A tu już relacje mogą przebiegać aktywnie dwustronnie. Mogą i powinny.
W trakcie pytań posła Wassermana, który zapytał, czy nie jest prawdą, że w opisie działań CBA, premier nie uwzględnił, że te służby zajmowały się sprawami najtrudniejszymi, czyli tropieniem przestępstw wśród przedstawicieli władzy-Tusk wyjawił szeroko swoje podejście do sprawy.
Filozofia Tuska w tym temacie:, objął funkcje premiera, nie prosił żadnych służb, aby polowali na konkurentów. CBA natomiast nie zajęło się politykami ogólnie, tylko określoną opcją polityczną. Premier nie wziął pod uwagę, że być może, nastąpił tu pewien zbieg okoliczności. Otóż to określona opcja polityczna miała skłonność do wpadania w krąg zainteresowania służb. A nie odwrotnie.
Kontynuując premier wyjaśnił: Kamiński przedstawił tylko cząstkową relację. Jeśli miały mieć na celu ochronę interesu państwa, w części ten postulat- realizują. Kamiński nie informował jednak Tuska o innych aspektach ustawy- Gtech, wideo loteria. Na zarzut Wassermana, ze „analiza” CBA była analizą donosów lobbystów branży hazardowej - Tusk nie zajmuje się wiarygodnością notatek i analiz. I udał, ż e nie rozumie, na czym polega ocena wiarygodności materiału.
Bardzo rozwlekłe tłumaczenia Tuska mają na celu „dogłębne’ wyjaśnienie opinii publicznej, że Tusk, –jeśli w ogóle mowa o aferze – jest jej ofiarą, a nie aktywnym uczestnikiem. Przyznanie się posłowi Arłukowiczowi do wyjątkowości spotkania z Chlebowskim i Drzewieckim, z odpytywaniem na temat ich roli w procesie legislacyjnym. Przyznaje, że mogły one dać do myślenia obu posłom. Bardzo umiejętnie, zatem kieruje uwagę opinii publicznej na trop” może się po prostu domyślili.” Afera może i jest, bo zachowanie było naganne, a rola kolegów z PO –dwuznaczna. Ale nie było przecieku! Wszystkie rozwlekłe opowieści Tuska na kanwie różnych pytań, zmierzały do zmniejszenia wymiaru samej afery(nie ma podstaw do zastosowania KK). Pytanie Arłukowicza o to dlaczego , kiedy próbował wyjaśnić rolę Drzewieckiego i Chlebowskiego w procesie legislacyjnym, zbył sloganem, że Kamiński mu nie ustalał scenariusza, a on tak uznał z a stosowne.
I znowu wysłuchaliśmy długiego wywodu na temat, jak to on sam się chciał rozeznać w sprawie przedstawionej przez Kamińskiego, wg własnych schematów dochodzenia do prawdy. Dziennikarze jak można sądzić z komentarzy, w większości ta wersję kupili i oceniają wystąpienie Tuska, jako:dobre”. Dziennikarze jednak nie zwracają uwagi na to, ze Tusk nie miał wyjaśniać roli swoich ministrów i kolegów z partii, a miał zabezpieczać ustawę.
Tusk w większości odpowiedzi powołuje się na brak pamięci szczegółów, na swoje obciążenie innymi obowiązkami etc. To jest wiarygodne do czasu, dopóki nie pamięta szczegółów dla siebie wygodnych.
W odpowiedzi na pytanie, czy podczas spotkania z kamińskim padło nazwisko Sobiesiak, w pierwszej chwili mówi e nie wyklucza, że mogło w aspekcie TS paść, po czym, po długim wywodzie, stwierdza, że raczej nie. I tak jest w przypadku większości pytań. Po haśle ze strony premiera: odpowiem precyzyjnie; zaczyna opowieści z Narnji.:-)Będzie wiec kłopot gdyby uznano konieczność konfrontacji z Mariuszem kamińskim. Bo w jednej odpowiedzi premier sam podaje dwie, wykluczające się wersję, ale łączy je własnym stwierdzeniem, ze tak jak pamięta, ale może ma złą pamięć..
Jest jedna sprzeczność ewidentna: Kamiński mówił, że są podstawy do tego, aby w przyszłości postawić zarzuty i w tym celu jest zlecona analiza karno-prawna. Premier mówi, ze Kamiński stwierdził, że zarzutów być nie może, że on już sprawę zakończył, ale, ze …miała być robiona analiza karno-prawna. Skoro sprawa nie nadawała się do przestawienia zarzutów, po co zlecano tą analizę? A sam premier się jej pisemnie dopominał? W moim odczuciu kluczem do oceny prawdziwości wersji spotkania Tusk Kamiński, w aspekcie karnego charakteru działań polityków PO, jest właśnie zapowiedź możliwości przedstawienia wyników analizy prawno-karnej.
Jest także zdecydowana sprzeczność w ocenie spotkania Tusk Kamiński-Cichocki, pomiędzy premierem i jego sekretarzem stanu. Otóż Cichocki jednoznacznie ocenił rolę Kamińskiego, jako rolę szefa służby, który ostrzega premiera, w ramach działań tarczy antykorupcyjnej, przed uchwaleniem ustawy pisanej pod dyktando lobbystów branży hazardowej, czyli przed szkodą. Premier ocenia spotkanie z Kamińskim, jako zastawianie na siebie pułapki. Oraz wymaganie działań zastępujących działania służb (dochodzenie).Tymczasem, zarówno Cichocki jak i Kamiński podkreślali, że chodziło o wstrzymanie „majstrowania” przez Chlebowskiego i Drzewieckiego przy ustawie, która miała-zgodnie z terminarzem KSRM, być uchwalana do końca września 2009. I tu Tusk ewidentnie manipuluje, wmawiając, ze jego rolą było dochodzenie ….
Być może część komentatorów medialnych zmieni zdanie, kiedy odczyta stenogramy.Bo ich optymistyczna ocena wystąpienia premiera, wynika chyba z tego, ze nie mieli siły słuchać uważnie słowotoku.
W tym szaleństwie jest metoda: jedynie Arłukowiczowi udało się zadać z 5 pytań w 2 turach. Reszta musiała się zadowolić dwoma, trzema. Tusk zrezygnował ze swobodnej wypowiedzi, na korzyść swobodnych wypowiedzi, po każdym postawionym przez członków Komisji, pytaniu. To może wykończyć każdego.
Czy coś znaczącego usłyszymy w drugiej części przesłuchania? Zobaczymy. Jedno wiem na pewno. Ja nie mam ochoty na premiera, który nieustannie bije pianę na każdy temat.
c.d.n.



Komentarze
Pokaż komentarze (19)