Magdalena Sobiesiak miała za cel jedno: być przeciwieństwem swojego taty. Uśmiechnięta, godna i bardzo pogodna. Ot, zwykła córka,którą wiążą bardzo silne więzi uczuciowe, z ojcem i rodziną. O te więzi gotowa jest walczyć jak lwica,natomiast jej obecność jako świadka przed komisją jest:bezprawna (to nie tylko ocena jej prawnego pełnomocnika), ale także wynikiem walki politycznej pomiędzy ugrupowaniami partyjnymi. Innych powodów nie dostrzega. Ale ponieważ jest z natury uprzejma, więc –zaproszona przed Komisję –odpowie.
Ładny zabieg na początek z przeprosinami w imieniu ojca,za jego zachowanie wobec dziennikarzy. Potem dość zgrabna wersja wydarzeń, z odpowiedziami na potencjalne pytania (ten sam zabieg zastosował jej ojciec) Otóż M.. Sobiesiak w dniu 23lipca przeczytała ogłoszenie w Rzepie o wakacie na stanowisko członka zarządu w TS. Przygotowała stosowne dokumenty, poprosiła znajomego jej Marcina Rosoła o sprawdzenie, czy są dobrze przygotowane pod względem formalnym i aplikację złożyła. Do rozmowy kwalifikacyjnej i konkursu przygotowywał ją, Sykucki, bo doskonale zna realia TS. 24 Sierpnia, w Pędzącym Króliku, Marcin Rosół powiedział jej, że musi się zastanowić nad swoją aplikacją do TS, bo zachodzi obawa, że niejaki Przybyłowicz, który ciągle pisze donosy na TS, będzie na pewno pisał donosy, jak ona wygra ten konkurs,co może zaszkodzić jej samej i całej rodzinie. Dlatego podjęła błyskawiczną decyzję (spotkanie trwało –ja to w Pędzącym Króliku- tylko chwilę –nawet nie zdążyła wypić wody mineralnej) o wycofaniu się z konkursu. Potem zadzwoniła i spotkała się z ojcem, informując go o swojej decyzji i przyczynach, a następnego dnia wycofała swoją aplikację z TS. Jak z późniejszych z wyjaśnień wynika, Magdalena Sobiesiak mówiła ojcu o przyszłych donosach Przybyłowicza i nie wie, dlaczego ojciec inaczej ją mógł zrozumieć.
Magdalena Sobiesiak żyje w innym świecie niż przeciętny Polak. To świat, gdzie biznes bez znajomości z politykami i ludzi z układami,nie istnieje. Jest rzeczą normalną, na co dzień, używać ministrów do załatwiania stojących przed prężnymi biznesmenami, przeszkód w postaci decyzji, do sprawdzania dokumentów ich dzieci, do pilnowania ich interesów. Dlatego nie dziwi jej, że o wakacie przyszłym w TS dowiedziała się miesiąc wcześniej, a ogłoszenie w Rzepie przeczytała w zasadzie dla potwierdzenia tej wcześniejszej wiedzy. Że przygotowywał ją do konkursu facet z branży (były prezes TS),że poprawność wypełnienia dokumentów sprawdzał asystent ministra SiT. Wedle jej wersji, ona startowała na takich samych zasadach jak pozostali kandydaci. A jedynym argumentem, dla którego została zakwalifikowana do finalnej części konkursu, rozmowy kwalifikacyjnej,są jej doskonałe referencje.
Rola Magdaleny Sobiesiak to rola mądrej córki,biznesmena, która chciała się sprawdzić w niezależnym biznesie.W dobrej, prężnej firmie, która ma dobre perspektywy. Za taką nie uznała proponowanej jej wcześniej pozycji w COS. Zaoferowane stanowisko u konkurencji (takiego sformułowania sama użyła!) w TS spotkało się z jej aprobatą. Tekst: dla niektórych ważne są pieniądze, a dla mnie była ważna moja ambicja zawodowa, w ustach 31 letniej prawniczki posiadającej 33 % udziałów w dochodowej firmie oraz pozycję vice-prezesa w innej brzmi dość niewiarygodnie. Chociaż można w to uwierzyć, wiedząc, ze zbycia można dokonać na „papierze” a z dochodów korzystać nadal...
Było jednak kilkanaście zgrzytów, psującym ta gładką narrację. Pierwszy to niewiedza o zabiegach jej ojca w sprawie posady dla niej w TS. Skąd zatem informacja o wakacie? Jeszcze przed odwołaniem Goska? Dlaczego Marcin Rosół, umawiany z nią przez ojca, zajmował się jej dokumentami? Można uwierzyć, że nie znała całej kuchni uruchomionej na jej rzecz, ale zupełnie niewiarygodne jest stwierdzenie, że ona była przekonana, że sama sobie ma posadę zawdzięczać.
Sprawa przecieku: w trakcie zeznań, M Sobiesiak powiedziała, że w trakcie przygotowań do konkursu, kiedy czytała w necie o TS, natknęła się na donosy Przybyłowicza. Wszystkie dotyczyły nieprawidłowości w spółce. Ani słowa o Ryszardzie Sobiesiaku. Dlaczego zatem uznała, że ona będzie przedmiotem ataku, skoro była przekonana,że jej aplikacja byłą wynikiem zachowania rzetelności wszystkich elementów przystąpienia i rozstrzygnięć konkursu? Wg zeznań” Magdalena, Sobiesiak 24 sierpnia jedzie z Wrocławia do Warszawy z zamiarem pozostania już do 27,do dnia rozmowy kwalifikacyjnej w TS. Spotkanie z Marcinem Rosołem, wg niej, umawia ojciec,Ryszard. Kiedy poseł Arłukowicz mówi, że ze stenogramów wynika, iż Marcin Rosół w rozmowie z jej ojcem informował go, że na spotkanie 24 sierpnia,umówił się z nią on osobiście – Magdalena Sobiesiak zmienia zdanie. Dopuszcza możliwość,ze kontaktowała się telefonicznie z Marcinem Rosołem, czemu wcześniej zaprzeczała. W trakcie jazdy dzwoni do Marcina Rosoła i mówi, że nie zdąży na spotkanie w Ministerstwie, gdzie byli umówieni i proponuje któreś z nich Pędzącego Królika. Żartuje też, że powinni cos z tymi drogami zrobić w rządzie...Ten wtręt, kłóci się z wersją jej relacji z Rosołem: mało znany Rosół( 3 spotkania- raz przedstawił ją Rosołowi jej brat w Zieleńcu, potem szybciutkie sprawdzanie dokumentów i równie krótkie spotkanie w Pędzącym Króliku).Wystarczy porównać wypowiedź swobodna z tym, co potem mówi podczas przesłuchań. Zwykle korygowała ewidentne wpadki, w kolejnych turach. Widocznie pełnomocnik ja korygował w przerwach, które miały miejsce po każdej turze. Pytana o szczegóły biznesowe oraz konkrety na temat rynku hazardowego stwierdza, że nie pamięta. Pamięta tylko, że przyczyną słabej kondycji TS i ciągle spadającego udziału państwowej firmy w rynku hazardu , była konkurencja jednorękich bandytów...
W mojej ocenie, Magdalena Sobiesiak nie znała wszystkich szczegółów, w jaki sposób załatwiano jej pracę. Mógł nie znać ich dokładnie także jej ojciec. Oni polegali na tych, którym załatwianie tej pracy zlecono. Musiała sobie zdawać sprawę jednak z tego, że ma potęzne poparcie. Jeśli by tej świadomości nie miała, oznaczałoby to, że politycy chcieli nam na stanowisku w SP,posadowić nierozgarnięta kobietę.
Wersja,ze przyczyną wycofania aplikacji były „przyszłe” donosy Przybyłowicza,ma się nijak do rozmów telefonicznych (stenogramy) jej ojca w dniu 25 sierpnia i później. Nie tłumaczy zmiany przez niego telefonu i przejścia na kontakty osobiste ze znajomymi politykami. Opowieści o tym, że od 1990 roku w domu spodziewano się podsłuchów, jako uzasadnienia, ze tatuś,po 25 sierpnia opowiada o tym, że jest w kręgu zainteresowania KGB i CBA,można między bajki włożyć. Trudno uwierzyć też, że Magdalena Sobiesiak nie wiedziała o tym, że jej ojciec został skazany za korupcję na podstawie miedzy innymi, stenogramów rozmów telefonicznych. Prawnik z wykształcenia, nie analizował dowodów w sprawie karnej własnego ojca? Z którym jest w ścisłym kontakcie, z którym, rozmawia kilka razy dziennie?
Bardzo często używała odpowiedzi wymijających, nie pamiętam, ale dopuszczam taką możliwość...
Dla mnie wiarygodna nie była. Ale tez ona nie jest o nic oskarżana. Jest tylko ważnym świadkiem na okoliczność przecieku. Sprzedała swoją wersję. Dla mnie niewiarygodną. Jutro wersja a la Rosół.
Sprawa przecieku ma charakter ewidentnie poszlakowy. W miarę upływu czasu, dorzucane są jakby nowe tropy. Im więcej, tym łatwiej ukryć prawidłową wersję. A ona wydaje się mimo wszystko prosta....
Przed Komisją i prokuraturą stoi bardzo trudne zadanie.Zgodnie z polskim prawem” O dowodzie z poszlak jako pełnowartościowym dowodzie winy oskarżonego można mówić dopiero wówczas, gdy zespół (łańcuch) poszlak rozumianych jako udowodnione fakty uboczne prowadzi pośrednio do stwierdzenia jednej tylko wersji zdarzenia (fakt główny). Z niej powinno wynikać, że oskarżony dopuścił się zarzucanego mu czynu.” Jeśli dodac do poszlak,mętne wyjaśnienia świadków, które mogą świadczyć na korzyść wniosków postawionych przez Mariusza Kamińskiego, to,:kto wie?
W przerwie przesłuchania, swoją ocenę dał niezawodny Wojciech Czuchnowski, który powiedział” Kamiński podał dwie wersje źródła przecieku,kompletnie sprzeczne. W jednym przypadku jako źródło podaje Pędzący Królik i spotkanie M.Sobiesiak z Marcinem Rosołem 24 sierpnia, a potem mówi, że źródłem była data 19 sierpnia.. Panie Wojciechu, myślenie nie boli.. naprawdę
P.S.
Brawo pełnomocnik i doradcy Sobiesiaków. Zarówno ojciec jak i córka, zaatakowali bezprzykładnie Mariusza Kamińskiego.Córka podważała dzisiaj wiarygodność szefa CBA, na podstawie postawionych mu zarzutów. Mając-jako prawnik- świadomość, że ich jakość zostanie dopiero uprawomocniona przez Sąd. Napluli, ile wlezie (córka w sposób zdecydowanie bardziej kulturalny),dali popalić urzędnikom państwowym i członkom Komisji, a potem przeprosili. A w eter poszły oskarżenia, aż miło. Kasy na przeprosiny wydać nie muszą. Wszak już to uczynili, poprzez publiczne media...
http://prawo-karne.wieszjak.pl/ciekawostki/87797,Czym-jest-proces-poszlakowy.html



Komentarze
Pokaż komentarze (53)