1maud 1maud
100
BLOG

Człowieczeństwo

1maud 1maud Rozmaitości Obserwuj notkę 44

 

 

Przez ostatni tydzień, moje życie toczy się w murach szpitalnych. I chociaż każdy, kto trafi do szpitala, każdy dzień tam spędzony traktuje jak dni kilka, dramaturgia wydarzeń często odwraca wskazówki szpitalnego zegara. Szczególnie wtedy, gdy trwa walka o czyjeś życie. Wtedy czasu jest zawsze za mało…a minuty wydają się sekundami.

Nigdzie indziej jak w szpitalu, nie widać bardziej wyraźnie samotności. Puste stoliki przyłóżkowe, na których, co najwyżej, królują butelki po płynach infuzyjnych, tzw. nerki.A w szpitalnej pościeli uderzają przymknięte powieki samotnego, Człowieka.

Wchodzi siostra: podchodzi do głuchego, 90-letniego starca i krzyczy: „ mówiłam, że należy zakładać gacie, a Pan znowu z gołymi pośladkami leży. Ile razy można mówić czy lubisz dziadku straszyć swoimi klejnotami? Gdzie masz pas ortopedyczny, lekarz kazał chodzić, a bez pasa nie wolno, trzeba sobie kupić?

Młody chłopak, który przed chwilą używał soczystego języka w rozmowie telefonicznej z kolegą, protestuje, ”Czy pani nie wie, że ten człowiek ma 90 lat, nic nie słyszy, i nie było u niego nikogo z rodziny, żeby mu niezbędne rzeczy przynieść.? Skąd on ma wziąć pas za 40 zł, skąd gacie, skoro przywieźli go z domu w pidżamie? Jak Pani traktuje starca, który mógłby być Pani dziadkiem?

Na korytarzu, w odpowiedzi na zarzut, że szpital nakazuje zakup jakiś środków leczniczych: dowcipkuje lekarz: pretensje może skierować Pan do minister Kopacz. Której nazwisko mówi, co z taką minister zdrowia zrobić: kopać?.

81-latek spod okna, operowany na” ostry woreczek żółciowy” pyta lekarzy, kiedy będzie mógł wrócić o domu, To dla niego ważne: od 10 lat sam opiekuje się żona, chorą na Alzheimera. „Ona mnie nie poznaje, ale przy mnie się nie boi”. On nie jest zwolennikiem eutanazji. On wybiera wersję: dopóki śmierć nas nie rozłączy”. Ktoś powie głupiec….A on tak po prostu, wierność przysięgi przedkłada nad święty spokój.

Pielęgniarka nie dokręca korka w woreczku, zbierającym żółć z drenu. Starszy Pan, z rozpaczą patrzy, na mokrą, zgniłozielona plamę, na spodniach od pidżamy. Starą oddał właśnie synowi, który pojawi się dopiero za dwa dni.

Proponuję szybką przepierkę w zlewie i takież suszenie na kaloryferze. Pan mi dziękuję lekkim zawstydzeniem, a ja mówię”, jeśli, ktoś potrafi jak Pan dawać siebie, to niech to będzie skromny dowód szacunku …..” Uśmiech.I duma w miejsce pierwotnego zażenowania.

Żona pacjenta wypisanego właśnie do domu, wraca zdenerwowana z dyżurki lekarskiej i mówi do pielęgniarki oddziałowej: lekarz powiedział, że Pani powinna mi powiedzieć, czy maż ma kontynuować leczenie antybiotykiem w domu…

Siostra na to: od tego jest lekarz. Kobieta: odesłała mnie pani do lekarza, lekarz z powrotem do Pani, a co ja mam zrobić?

Nie wytrzymuję i podpowiadam głośno: zwariować, proszę Pani. Oddziałowa głośno protestuje „ a ja, to, co mam zrobić? „Też zwariować-podpowiadam uprzejmie. Skoro się nie ma ochoty na normalną komunikację z drugim człowiekiem.

Lekarka przynosi do podpisu swojemu podopiecznemu, formularz wyrażenia zgody na badanie. Ma Pan podpisać tutaj proszę, nie tu, niżej-pokazuje palcem. Potem zaczyna wypytywać i głośno komentuje wpisy: nadciśnienie …nie, choroby skórne, nie, krążeniowe-nie, cukrzyca..Nie..Pani doktor, ja mam cukrzyce. Acha, a co Pan bierze? Insulinę. Dobrze to wpisuję. A jakie inne leki Pan bierze? Tak. Na nadciśnienie..Acha, to muszę poprawić nadciśnienie -tak”

 Od 3 dni pani doktor jest lekarzem leczącym tego pacjenta. Ma ich pod swoją opieką 6 na dwóch salach. Zaiste, trudno się zorientować, który, na co choruje, bo przecież ona leczy tutaj pacjenta z trzustką.

Lesio wymiotuje znowu żółcią. Rano, po 7-ej zdecydowano się na założenie sondy. Cierpi potwornie, każdy atak mdłości to ból w rozciętym na 30 cm brzuchu. Proszę lekarza o interwencję. Mija 20 minut. Idę do kolejnego lekarza tym razem prowadzącego. Pielęgniarka przyjdzie założyć sondę –słyszę. To wiem, odpowiadam, ale on cierpi. Znowu nic. Idę do oddziałowej i mówię, że mąż słabnie z bólu idę do sióstr zabiegowych z prośbą o pomoc. Wreszcie, po upływie kolejnej pół godziny sonda zostaje założona. Jest 10-ta.

 

Przypadki

Kilka dni cierpiał na bóle w klatce piersiowej i brzuchu. Lekarka pierwszego kontaktu wypisuje skierowanie do szpitala. Po kliku godzinach wraca do domu z diagnozą: zapalenie płuc. Wraca po tygodniu, po kolejnych godzinach spędzonych w izbie przyjęć, wraca do domu z diagnoza: zapalenie migdałków. Kiedy po 12 dniach męki, temperatury ponad 40 stopni, zdesperowana rodzina wiezie go ponownie do tego samego szpitala, robią wszelkie możliwe badania: jest diagnoza: zapalenie trzustki? Dobrze, że organizm się sam broił, bo pacjent nic nie jadł. Kilka dni leków nakierowanych na chory narząd- spada temperatura. Kończą się bóle. Powoli zaczyna zdrowieć.

 

Straszy Pan, w przychodni w niewielkim mieście Koziegłowy, od swojej lekarki dowiaduje się, że nie może wrócić do domu, bo ma zapalenie woreczka żółciowego i trzeba sprawdzić w szpitalu przyczyny. Pogotowie wiezie go do Poznania, na szpitalna Izbę Przyjęć. Po badaniach, lekarz wypisuje stertę recept i mówi pacjentowi, ze może wrócić do domu. Bagatela, kilkadziesiąt kilometrów. Pacjent mówi, że przywieziono go tutaj z przychodni pogotowiem …Lekarz proponuje odwiezienie tym samym pogotowiem, tyle, że odpłatnie.

 Przytomna pielęgniarka, zawiadamia rodzinę, która odbiera starszego Pana i wiezie do domu. Leczenie nic nie pomaga, Nadal cierpi bóle w okolicach wątroby, wymiotuje. Kiedy piątego dnia od wysłania go do domu, odwiedza go córka, widzi, że ojciec jest cały żółty. Żółtaczka. Tym razem lekarz dyżurny Izby Przyjęć przyjmuje chorego na oddział. Pacjent jest półprzytomny. Żółtaczka ma charakter mechanicznej, ma zatkane przewody żółciowe. Trafia na  salę operacyjną i udaje się uratować mu życie. Od ponad dwóch tygodni leży w szpitalu, z drenami. Powoli zaczyna dochodzić do siebie. Gdyby zatrzymano go za pierwszym razem, dawno byłby w domu.

 Noce w szpitalu mogą być dla chorych horrorem. Permanentny dyżur oznacza przyjęcia nagłych przypadków. Ale to normalne. Dodatkowym stresem są ryczące telewizory. Wszystkie na monety. Kiedy po 23 –ej, Lesio prosi pielęgniarkę o zwrócenie uwagi telewidzom- ta odpowiada: proszę Pana, pacjent zapłacił, wrzucił monetę, to musi obejrzeć do końca?.A jak wrzucił o 21-ej "piątkę", to może oznaczać, że jest „w prawie” do piątej rano… Cóż, rdzenny Poznaniak nie lubi marnotrawstwa pieniędzy.Niektórzy powiadają, że Poznaniak, to Szkot wyrzucony z rodzinnego kraju za rozrzutność.

Ląduje helikopter. Przywieźli kogoś z wypadku. Lądowiskiem jest rozległy trawnik. przed szpitalem. Podjeżdża karetka, ratownicy Przenosza rannego na wózek. Szybka akcja. Może oznaczać kolejne uratowane życie. Najlepiej, więc być ciężko rannym. Albo młodym. Takich się wozi helikopterami i nigdy nie dosyła z Izby Przyjęć. Nie, jak tych dwóch starszych Panow, których przypadki opisałam wcześniej.

c.d.n.

1maud
O mnie 1maud

Utwórz własną mapę podróży.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (44)

Inne tematy w dziale Rozmaitości