ryszkiewicz-staszczyk ryszkiewicz-staszczyk
182
BLOG

Żałosna walka z okupantem, przy Łazienkowskiej 3

ryszkiewicz-staszczyk ryszkiewicz-staszczyk Rozmaitości Obserwuj notkę 12

Chwała wam warszawscy bohaterowie. Wydaje się że okupant na dobre zadomowił się na naszej ziemi. Tymczasem wy nie spuszczacie z tonu. Jesteście nieugięci. Wasze poświęcenie w walce z oczywistym wrogiem może sprawić, że czapki z głów zdejmować będą przed wami sami powstańcy. Ci, którzy pamiętają jeszcze ciepły sierpień 1944 roku. Ci, którzy ponieśli klęskę. W przeciwieństwie do nich, wy ciągle macie szanse na zwycięstwo. Ofiara nie idzie więc na marne.

 

 

Co z tego że tylko bawicie się w wojenkę? Co z tego, że wasze poświęcenie równa się poświęceniu ucznia, który nie może odwiedzić zajęć w szkole, gdyż nawiedziła go lekka choroba. Czy to, że głosząc swoje bohaterskie hasła, nawołujące do walki z okupacją, nie narażacie się na najmniejszy nawet uszczerbek na waszym zdrowiu, ma jakiekolwiek znaczenie? Czy ma znaczenie to, że broniąc swojego przecież terenu, tego między torwarem a kanałkiem piaseczyńskim, podstawiacie jednocześnie nogę waszym reprezentantom? Pewnie dla was nie. Dla was liczy się prestiż, plemienna zabawa, zyski. Liczy się to, czy wasze łyse bańki wzbudzą postrach wśród możnych. Wśród tych, do których należą wszelkie decyzje. Którzy kupili wasz klub więc nim rządzą. Myśleliście że się z nimi ugadacie. Że wasz biznes, rozkręcający się pod sektorówkami, w zaciszu toi- toia, będzie kwitł. Że nikt i nic nie będzie wam w tym przeszkadzało. Że jedna wizyta u prezesa, walnięcie pięścią w stół, groźba spalenia krzesełek, dadzą wam wolność całkowitą. Że nowy szef da kasę, ale jednocześnie będzie się was bał. W końcu trzęśliście tym klubem. Byliście kimś przy Łazienkowskiej 3, choć często nikim poza nią. I nagle bam! Nie ma, nowy prezes okazał się okupantem. Wprowadził swoje zasady! Z początku nie wiedzieliście jak z nim walczyć. Pretekstem do podjęcia działań wojennych okazywało się nawet zniknięcie z okolic stadionu stoisk z grillowanymi kiełbaskami. Potem przyszło Wilno. Szefostwo stwierdziło że idzie na wojnę. Na wojnę z tymi którzy chcieli wykluczyć swoich reprezentantów z istoty ich piłkarskiego życia. Z europejskich rozgrywek.

 

Nie pamiętam dokładnej chronologii późniejszych i wcześniejszych wydarzeń. Świadczy to tylko o tym, że cała ta wasza śmieszna wojna trwa już dosyć długo. To, że działacie ze szkodą dla naszych przeciętnych kopaczy jest problemem poważnym. Jeszcze smutniejszy jest jednak fakt, że na waszym zarządzeniu o proteście tracą ci, dla których wasze interesy, wiążące się min. ze sprzedażą gadżetów ze starym herbem, nie mają najmniejszego znaczenia. Tacy ludzie, może nie tyle zaangażowani w prowadzenie dopingu, co mający na uwadze dobrą przyszłość klubu, tracą przez waszą partyzancką obronę (CZEGO?) najbardziej. Powiecie, że jak ktoś chce, to może przecież prowadzić doping . G..... prawda. Wielu takich co by chcieli, po prostu nie ma ochoty przychodzić na stadion. Nie ma po co. Zakrzyczycie ich, bo jak w każdej strukturze plemiennej, jesteście nieźle zoorganizowani. A jak zakrzyczenie nic nie da, to poczekacie pod stadionem i wymierzycie sprawiedliwość po swojemu, tak jak wielu z was potrafi najlepiej. „Cała Legia zawsze razem” - śpiewacie, wprowadzając jednocześnie w tym klubie chyba największy podział w jego prawie stu letniej historii. Posługujecie się żałosnymi hasłami o okupancie. Dokładacie do tego ideologie, oskarżając tegoż okupanta o jego komunistyczne konotacje. Manipulujecie dużą grupą ludzi, którzy zgodnie z logiką psychologii tłumu, rozpoczęli by masową kopulację ze świnią, gdybyście ich do tego nakłonili.

 

Wielu z was w ogóle nie zdaje sobie sprawy dlaczego ta walka trwa. Dlaczego nagle, właściciel waszego klubu, stał się wrogiem większym niż kiedykolwiek byli Lech, Wisła i Polonia razem wzięci? Nie wiecie czemu, lecz się pod tą walką podpisujecie. Wasi wodzireje szukają pretekstów by ją kontynuować. Cieszą się kiedy mogą to robić, gdyż czują się wtedy ważni. Niektórym, koniec, jest po prostu nie na rękę, ponieważ zniknęli by wtedy w szarzyźnie tłumu. Dlatego burzą się na widok ochrony na stadionie. Mimo pajacowania w Wilnie, czy zapowiedzi zadym w Moskwie, nie mogą pogodzić się z rygorystyczną polityką klubu. Są w stanie przerwać wojnę na moment, tylko po to żeby, przestraszeni utratą swoich zwolenników, przypominać że walka twa. Że okupant nie opuścił naszej ziemi. I choć tak często podkreślają, że „Legia to my”, to jestem ciekaw co by robili gdyby nie ci piłkarze. Gdyby nie było tego klubu, który kręci się głównie obok piłki, tej kopanej właśnie. Gdyby taka drużyna jak Legia nigdy nie powstała, nie byłoby też ich, jej kibiców. Tych, którzy już nie zachowują się jak kibice. Tych, którzy prowadząc swoją prywatną rozgrywkę, przeszkadzają jednocześnie swojej drużynie. Bo cisza na stadionie nie jest niczym pożądanym dla żadnego piłkarza. Ci pseudożołnierze, którzy mając pretensje do piłkarzy o brak identyfikacji z klubem, poprzez brak dopingu, opluwają jednocześnie jego herb. Ich walka do niczego nie doprowadzi. Ona niszczy, nie buduje. Niszczy to co, często ci sami ludzie, wypracowywali jeszcze w tej dekadzie. Teraz stać ich tylko na sakramentalne, żałosne i przykre, słyszalne także na meczach narodowej drużyny (sic!) „ITI SP.......!”.

Jan Staszczyk

Każda przesada gorsza od faszyzmu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Rozmaitości