20 obserwujących
176 notek
274k odsłony
633 odsłony

Z pamiętnika młodej ekolożki

prawo cytatu
prawo cytatu
Wykop Skomentuj18

Boje się tylko zaparcia i PISu. Dlatego zawsze rano przegryzam kilka ziarenek lnu. Potem, wprost z butelki pociągam spory łyk oleju z czarnuszki. Jeszcze kilka tygodni temu siadałam przed telewizorem i kiedy tylko zobaczyłam żółty pasek, to syczałam z wściekłością – pis dzielce! Ostatnio dałam sobie spokój. Raczej staram się dobrze odżywiać. Czasami wystarczy owsianka posypana czosnkiem. Z tym, że czosnku sama nie wyciskam, szkoda mi plastykowych wyciskarek, które zwykle pękają w moich drobnych dłoniach. Może dziś pojadę do supermarketu i kupie sobie solidną żelazną wyciskarkę. Plus chleb i wino dla ojca, który po południu przylatuje z Tajlandii. Na lotnisko postanowiłam pojechać samochodem elektrycznym wynajmowanym na minuty. Zafundowałam sobie BMW i 3. Tym bardziej, że mam stosowną aplikacje w smartfonku, wiec zaraz odnalazłam samochód stojący dwie ulice dalej. Miałam jechać na lotnisko, jednakże najpierw zajadę pod supermarket. Wiem, wiem, nie ma wyciskarek do czosnku z solidnego żelaza, nie jestem głupia, wiem także, że podstarzali faceci latają do Tajlandii, aby rżnąc tam, te młode 12 – 14 letnie Tajki. Lecz mój ojciec nie jest taki, a także nie podoba mi się to słowo „ rżnąć” Kojarzy mi się w ten sposób, że mój ojciec zaopatrzony w wielką stolarka piłę leci do Tajlandii, aby tam przeżynać te biedne skośnookie dziewczyny. Zapocony, brudny, w jakieś stolarni, rżnie je tak, że aż wióry lecą. Fuj... Obrzydlistwo. Zaręczam, mój tatuś leci tam z mała walizeczką. Lata tam, ponieważ uwielbia zapraszać młode kobiety na deser, a dokładnie na taką lodową melbę. Może to dziwaczne, ale ma taką gastronomiczną pasje. Melba, jak by ktoś nie wiedział - to taki słodki, lodowy deser w pucharku z wisienką na samym czubku bitej śmietany. Kiedyś zaprosił moją mamusie na melbę do Hortexu. Lecz czasy się zmieniły. Komunizm upadł. Hortex także upadł, a moja mama gdzieś wyjechała. Wiec rozumiem tatusia, że musi teraz zapraszać młode Tajki i proponować im słodkie desery. Taki jest mój ojciec. Ponadto z każdej takiej podróży przywozi mi świeże curry, tajskie liście limonki i ciasteczka z duriana. Durian to taki śmierdzący brudnymi skarpetami owoc. Chrupie sobie wieczorem te ciasteczka. Popijam mlecznym cocktailem. To mnie uspakaja i wtedy zasypiam niczym dziecko.    

Dziś, w rewanżu kupię mu granat. Granat to nie granat, tylko owoc. Dobry na potencje, dobry też na miażdżyce, i jak mój tatuś wypije taki sok, to wypłucze sobie te wszystkie złogi z tętnic. A potem opowie jak było w Tajlandii. Naprawdę, ale czeka na mnie miły wieczór. Wiem, wiem, licznik w BMW bije, minuty mijają, czas upływa, ale co tam, mój ojciec ma naprawdę dużo kasy. Co mógłby miesiąc latać do Tajlandii, ale jak powiada, co za dużo, to niezdrowo. Oczywiście, ktoś powie, że jestem głupiutka, że wierze w bajki o tym jak mój tata kupuje melby Tajką. Że, że, pewnie dzieje się tam coś obrzydliwego, chorego, proszę jednak zważyć, że Tajki są młode, 12 – 14 letnie, więc nic dziwnego, że zaprasza je na lodowy deser z bitą śmietaną.

No dobrze, starczy już o moim ojcu. Starczy. Zaparkowałam swoje BMWi3 na minuty tak jak trzeba, równiutko, i prawie pod kreskę. Nie lubię takich parkingów ani takich sklepów, Są zbyt wielkopowierzchniowe. Zbyt wielosklepowe, zbyt labiryntowe, jednakże tym razem dość szybko i sprawnie kupiłam chleb, wino i ten granat. Owoc był czerwony niczym zachodzące słońce, nabrzmiały od soku. Pewnie tatuś przywiezie zielone curry, a ja mu w rewanżu wycisnę owoc granatu. Wtedy pewnie uśmiechnie się i powie mi, że wszędzie dobrze, ale najlepiej jest w domu, ale może nawet nic mi nie powie. Będzie tylko siedział w fotelu, pił sok i milczał. Kochany tata, no nic, muszę jeszcze dokupić solidną stalową wyciskarkę. Plus czosnek. Najlepiej cały warkocz. Powieszę go sobie w kuchni. Poczuje się wtedy jakbym mieszkała na wsi i miała krowę. Chociaż krów nie lubię, ani cielaków. Kur ani kogutów. Krowy zanieczyszczają powietrze tym CO2, a koguty zbyt głośno pieją. Powinny gdakać, cichutko, i właśnie w tym kierunku powinno podążać polskie drobiarstwo. Uważam także, że nasze krajowe koguty są zbyt kogucie, zbyt grzebieniaste i zbyt głęboko pazurami w ziemi grzebią. Jednak nie mogę zgodzić się na to, aby je za to kastrowano i zamieniono w kapłony. Obskubane podawano na stół. Niech żyją długo i szczęśliwie, nawet jak są wykastrowane. Takiego koguta mogłabym mieć w domu, czemu nie. Zawsze rano wychodzilibyśmy sobie na spacer. I zaraz wyobraziłam sobie, jak siedzę w tej strefie relaksu na Placu Bankowym z wykastrowanym kogutem. Popijam owocowe smoothie z dodatkiem banana, jagody , przegryzam ciasteczkiem z Duriana i jest mi naprawdę dobrze. I kiedy tak bujałam w obłokach, dostrzegłam go. Nie był młody, ani przystojny. Był za to stary, gruby. I prawdopodobnie biedny. Emeryt, to był typowy emeryt, ubrany w sraczkowaty bezrękawnik z dziesiątkiem kieszonek w jakim chodzą wędkarze. I w tych kieszonkach trzymają haczyki i wijące się robale. Przyjrzałam mu się uważnie. Nie wybierał się na ryby, ponieważ jego wózek wyładowany był cukrem i mąką, wielkimi butlami z woda. Co jest grane? Zbliża się wojna czy jak? Persowie atakują? Lecz starzy ludzie tak mają, ciągle czegoś się boja, gromadzą zapasy, chowają je po szafach. Pokolenie wojenne lub tuż powojenne, a także ich biedne dzieci, wciąż są przerażone pobytem w kanałach, ukrywaniem się w lasach. I to AK i to AL, i te Bataliony Chłopskie z Kosiniakiem na czele. Przegrane pokolenie, które nawet nie wie, co latte z posypką cynamonową. Chociaż mój ojciec to wie. Mimo upływu lat i służby na wielu odpowiedzialnych państwowych stanowiskach wciąż jest nowoczesny i postępowy. Wie także jak wygląda melba ze śmietaną i Tajka z wisienką w ustach.

Wykop Skomentuj18
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości