threeme-ww threeme-ww
132
BLOG

Dziwna "logika" pana od "oze - sroze"

threeme-ww threeme-ww Ekologia Obserwuj temat Obserwuj notkę 5

Pan, który krytykuje OZE, słynnym i memicznym już "oze - sroze" sam ma założone panele produkujące energię elektryczną ze Słońca. Po tym, jak słusznie wytknięto mu tę hipokryzję oświadczył w wywiadzie, że owszem, posiada, ale... założył je pięć lat temu i wkrótce je zlikwiduje. Instalacja OZE kosztowała tego pana 8 tys. zł., rachunki roczne za prąd spadły z ok. 2000 zł rocznie do 1000 zł. Wynika z tego, że już za trzy lata panele się zwrócą, a dużo niższe rachunki za energię elektryczną zostaną na dekady (żywotność tego typu instalacji szacuje się na ok. 25 lat). Jednak, jak wynika z deklaracji Pana od OZE - SROZE nie będzie on czekał na zwrot finansowy instalacji, tylko WCZEŚNIEJ je zlikwiduje. Nie bardzo wiadomo dlaczego, może boi się udowodnienia, że instalacje te są opłacalne? Boi się reakcji swojego elektoratu? 

W Polsce jest już ponad 1,5 mln domowych instalacji fotowoltaicznych. Według danych Państwowej Straży Pożarnej na milion instalacji fotowoltaicznych odnotowano... 200 pożarów. Najczęściej przyczyną był błędny, nieprawidłowy montaż. Z tych samych danych PSP dowiedzieć się można, że znacznie częściej pożary wywoływane są przez urządzenia AGD i RTV. A przecież nikt nie rezygnuje z nich...

Dla mnie słowa tego polityka to nie tylko wyraźny przykład hipokryzji, populizmu (słowa ewidentnie skierowane były pod publikę a czyny świadczą o czymś zupełnie innym), ale też skrajnej głupoty. 

Jest jeszcze jeden aspekt tej całej sprawy: wojna na Ukrainie. Jak pokazał ten konflikt rozproszona energetyka odnawialna jest koszmarem dla państwa atakującego. Łatwiej zniszczyć pojedynczą elektrownię węglową/atomową, niż milion mikro instalacji. I tak, zwykle instalacje te nie zaspokoją 100% zapotrzebowania na energię a panele fotowoltaiczne nie pracują w nocy, ale w sytuacji wojny dają jednak (w dzień) niezwykle wtedy cenną energię w sytuacji zniszczonych przez wroga elektrowni i sieci przesyłowych. Nadmienić tu muszę, że technologiczne rozwiązania likwidujące powyższe wady energetyki solarnej istnieją od dawna a obecnie stały postęp technologiczny sprawia, że są coraz tańsze. Mowa tu oczywiście o tzw. magazynach energii.

Pan od "OZE - SROZE" chciałby powrotu do węgla, zrzucając wysoki koszt tego paliwa na - skrótowo pisząc - ekologów. Owszem, koszt uprawnień do emisji dwutlenku węgla i koszt ETS podbija ceny węgla dla energetyki i klientów. Warto jednak wiedzieć, że pobrane z tego tytułu środki trafiają do budżetu państwa i powinny finansować inwestycje prośrodowiskowe. Jak pokazywały media różnie z tym, niestety, bywało, częściej łatano tymi pieniędzmi dziurę w budżecie państwa. Nie jest to jednak wada systemu, tylko polityków zarządzających tym systemem.

Owszem, podatki ekologiczne za wydobycie węgla również są obciążeniem dla górnictwa i podwyższają koszty wydobycia. Tylko niewielu zwolenników "czarnego złota" potrafi odpowiedzieć na dość proste pytanie: dobrze, zlikwidujmy te obciążenia, tylko z czego wypłacane będą rekompensaty za szkody górnicze? Z czego finansowane będzie oczyszczanie silnie zasolonych wód pokopalnianych trafiających do rzek (co, niestety, nadal jest dużym i marginalizowanym politycznie problemem, co pokazała katastrofa ekologiczna na Odrze kilka lat temu). 

I tak, Odnawialne Źródła Energii nie są idealne i nie są prostym rozwiązaniem wszystkich problemów związanych z energetyką, bezpieczeństwem energetycznym i zanieczyszczaniem środowiska. Nie ma prostych rozwiązań! Zawsze jest bilans wad i zalet, kosztów i korzyści. Dużo mówi się na prawicy o wadach OZE (i słusznie), jednak wady konwencjonalnej energetyki to na prawicy temat tabu. Mówi się tylko o zaletach węgla a przemilcza (liczne) jego wady. I pod tym względem ekolodzy są dużo bardziej uczciwi. Nie przemilczamy wad energetyki odnawialnej, tylko pracujemy nad tym, by wady te ograniczyć. Prawica, w mojej opinii stosuje tu podejście przekłamane i nieuczciwe.

Zresztą dzisiejsze OZE to już obraz zupełnie inny, niż jeszcze dekadę, dwie dekady temu a nasz dyskurs społeczny, nie pisząc już o politykach, zupełnie nie nadąża za zmianami. Koszty instalacji odnawialnych spadły w stopniu jaki nikomu się nie śnił, coraz więcej ich wad jest ograniczanych a pewne zalety uwidoczniła wojna na ukrainie. Na Salonie często czytam komentarze, że Chiny nie rezygnują z węgla, więc jest to argument za tym, byśmy i my nie rezygnowali. Tymczasem prawda jest bardziej zniuansowana i często sprzeczna z tymi komentarzami. Chiny inwestują nadal w węgiel, ale jednocześnie inwestują w OZE więcej niż Europa i USA łącznie! Powoli, stopniowo ograniczają też udział węgla w energetyce. I nie, nie jest to troska o klimat czy środowisko - Chiny co do zasady niezbyt się o to troszczą, tylko rezultat nadmiernego uzależnienia się Chin od importu węgla przy dążeniu do samowystarczalności. Import surowów energetycznych długoterminowo kłóci się z tym dążeniem, natomiast OZE pozwala na jego osiągnięcie. W Chinach Europejskie podejście do etyki i idealizmu jest - z tego co czytam - raczej obce. Liczy się zysk, pragmatyzm. Koszmarny smog powodowany przez spalanie węgla i emisję z rur samochodów nie był dla władz tego kraju problemem, dopóki koszty społeczne nie spowodowały protestów. Zanieczyszczenie wód, gleb i powietrza chemikaliami powstałymi przy wydobyciu metali ziem rzadkich (bezcenne strategicznie zasoby obecnie) nie spędzały im snu z powiek, dopóki w społeczeństwie nie odnotowano licznych przypadków nowotworów a ludność nie zaczęła protestować - doprowadzona do ostateczności. 

Przecież, historycznie rzecz biorąc, Chiny przechodzą obecnie drogę wytyczoną w Europie i USA już dekady temu. Dopiero po obumieraniu lasów przez emisję siarki z elektrowni węglowych założono instalacje odsiarczania czy też po zauważeniu skażenia ołowiem wycofano ołów jako dodatek do benzyny. Przykładów takich działań "po" w historii jest bez liku i zawsze pojawia się protest lobby przemysłowego - do momentu aż dowody są na tyle liczne, że nie da się już z nimi dyskutować. Dla przypomnienia, przemysł protestował przeciwko: ograniczeniu emisji siarki, przeciwko zakazowi stosowania azbestu, przeciwko stosowaniu ołowiu w benzynie, przeciwko dodawaniu BaP do tworzyw sztucznych, przeciwko zakazowi stosowania freonu (choć tu, co mnie przeraża, nadal jest wielu "obrońców" freonu), przeciwko ograniczeniu pestycydów... itp. itd. Argumenty lobby przemysłowego zawsze, od lat, są takie same: nie ma dowodów na szkodliwość danej substancji (stosowany do momentu gdy dowody są już zbyt liczne), następnie, gdy już nie można walczyć z dowodami jest przejście do: "ograniczenie/zakazanie wywoła wzrost cen produktu" - stosowane do momentu, gdy okazuje się, że jednak wcale tak się nie dzieje (jak przy stosowaniu instalacji odsiarczających w energetyce), a na samym końcu, gdy przemysł traci już wszelkie "argumenty" stosowany jest trik ostateczny: "zakaz/ograniczenie spowoduje upadek branży" Tymczasem, co pokazuje historia, żadne z powyższych działań prośrodowiskowych nie spowodował upadku jakiejkolwiek branży przemysłu. Żadne! 

Co więcej lobby przemysłowe doskonale wie, że ostatecznie nie wygra. I im wcale o wygranie nie chodzi - chcą "tylko" przeciągnąć zmiany w czasie, opóźnić działania, by jak najdłużej czerpać korzyści ze stosowania danej substancji. 

Wielu pewnie może się tu oburzyć, że piszę o trosce o środowisko, nie przejmując się wpływem tych działań na gospodarkę a co za tym idzie - wpływem na ludność, na człowieka. Jest to powszechne nieporozumienie, człowiek jest częścią środowiska, dlatego też działania prośrodowiskowe są też działaniami na korzyść człowieka. Nie można patrzeć tylko na koszty gospodarcze działania środowiskowego, np. na koszt gospodarczy instalacji odsiarczania spalin elektrowni węglowych bez patrzenia na koszty zdrowotne dla społeczeństwa emisji siarki do powietrza! 

Oczywiście truizmem jest stwierdzenie, że fabryki, huty, elektrownie, zakłady muszą działać. Tak, gospodarka napędzana wydobyciem, przetwarzaniem i spalaniem zasobów dostarczanych ze środowiska musi funkcjonować, ale nie w sposób rabunkowy, bez oglądania się na koszty środowiskowe i społeczne. Dlatego też po dekadach prób i błędów wprowadzono jedną nadrzędna zasadę: "zanieczyszczający płaci" Jest to reguła, która ma chronić lokalne społeczeństwo przed negatywnymi skutkami wydobycia, spalania paliw kopalnych, zrzutami ścieków do wód. Obciąża przemysł licznymi i dużymi kosztami, zwiększa ich obciążenia, co jest w dużej części przerzucane potem na ceny produktów dla klientów. Tak, przez podatki ekologiczne mamy dużo droższe ceny w sklepach i na rachunkach. Bez nich na pewno byłoby dużo taniej. Tylko jednocześnie mielibyśmy zanieczyszczone i zatrute powietrze, wody, gleby i żywność. Mielibyśmy epidemię nowotworów i licznych chorób związanych z chemicznością przemysłu. Jeszcze kilka lat temu tak było w Chinach, obecnie dużo - na plus - pod tym wzgledem się tam zmieniło. Po prostu coś za coś. Ja wolę już płacić w sklepie więcej, ale oddychać czystszym powietrzem. Czystszym - nie czystym. Czyste powietrze obecnie jest w zasadzie niemożliwe, musielibyśmy nauczyć się wytwarzać materię i energię tak, jak robi to przyroda. 

Piszę to wszystko, po raz kolejny, bo już nie mam siły na pseudoargumenty części prawicowych komentatorów, że "ekolodzy chcą powrotu człowieka do jaskiń" czy też, że ochrona przyrody to "czynienie polski skansenem". Są to populistyczne bzdury nie mające nic wspólnego z rzeczywistością, jak już pisałem wcześniej w naukach przyrodniczych człowiek jest częścią środowiska i jego potrzeby muszą być uwzględniane. Rozwój cywilizacyjny jest częścią ekologii, to, co jest tu sednem zagadnienia jest to, by rozwój ten odbywał się w stopniu jak najmniej szkodzącym przyrodzie. Tylko tyle i aż tyle.

Rozpisałem się a w sumie chciałbym jeszcze wrócić do zagadnienia, które już wielokrotnie opisywałem. Streszczając je więc do niezbędnego minimum stawiam prawicowym zwolennikom braku ograniczeń dla samochodów pytanie: czy chcecie miast takich jak w USA, czy może jednak lepsze są miasta takie jak choćby Tokio czy Amsterdam?

https://globenergia.pl/czarnek-zapowiada-demontaz-fotowoltaiki-oze-sroze-i-brutalizacja-debaty-publicznej/

https://sklep-ppoz.pl/przyczyny-pozarow-fotowoltaiki

Ps. Gdyby mi się chciało tak jak mi się nie chce napisałbym notkę o tym:

"Naukowcy z The Kids Research Institute Australia przeanalizowali tysiące próbek krwi. Z roku na rok rosło stężenie wodorowęglanów – to biochemiczny ślad CO₂. W tym samym czasie poziom wapnia i fosforu lekko spadał. Wszystko to działo się w tempie niemal idealnie odpowiadającym wzrostowi stężenia CO₂ w atmosferze: dziś mamy ponad 420 ppm (części na milion), a jeszcze 20 lat temu było ich 369.

– Obserwujemy stopniową zmianę składu chemicznego krwi, która odzwierciedla wzrost stężenia dwutlenku węgla w atmosferze, co jest przyczyną zmian klimatycznych – tłumaczy prof. Alexander Larcombe. Ludzki organizm stara się kompensować zmieniającą się atmosferę, ale koszt jest bardzo wysoki."

https://www.national-geographic.pl/nauka/w-ludzkiej-krwi-wykryto-rosnacy-poziom-co2-wyglada-na-to-ze-sie-nie-adaptujemy/

Ale mi się nie chce...


threeme-ww
O mnie threeme-ww

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Rozmaitości