Zaczęło się już kilka lat temu, od banowania mnie przez część Salonowych blogerów, którym nie podobają się moje tezy. Jakoś mi to nie przeszkadzało, gdyż jest to ich prawo, choć logiki w tym brak. Po co zakładają konto na Salonie, miejscu przeznaczonym do dyskusji, skoro wszelką rozmowę blokują a wszelkie niewygodne dla nich słowa wycinają? Dla mnie - bezsens.
Przez lata blogowania w tym miejscu zbanowałem JEDNĄ osobę. Nie za pisanie niewygodnych dla mnie komentarzy. Nie, osoba ta "poleciała bo bandzie", była chamska, agresywna, atakowała wszystko i wszystkich. Są nieprzekraczalne dla wszystkich granice, które ta zbanowana osoba przekroczyła. Był to jednak JEDYNY przypadek zbanowania kogoś na moim blogu.
Tymczasem przez te lata odwiedziłem wielu blogerów, którzy banowali i wycinali na prawo i lewo. Nigdy tego nie rozumiałem i nigdy tego już nie zrozumiem. Po co wchodzić do Salonu, by potem w nim ucinać wszelką - w tym czasem niewygodną - dyskusję?
Jednak powyższe dotyczyło niewielkiej grupy blogerów, większość umożliwiała wolną i przyjazną dyskusję - nawet, jeśli komentarze było sprzeczne z wyznawanymi poglądami. I taką postawę ja sobie najbardziej cenię, jest najbliższa mojemu sercu.
Ale, niestety, z biegiem lat było coraz gorzej. Część wartościowych blogerów, u których dyskusje bywały niezwykle ciekawe, odeszła. A ci, co zostali coraz częściej stosowali u siebie cenzurę i banowanie. Mógłbym z pamięci przytoczyć tu wielu, ale nie o to chodzi, by wskazywać kogoś palcem - piszę tu o ogólnym zjawisku, chorobie coraz mocniej toczącej Salon.
Po kolejnej zmianie właściciela niestety choroba rozwinęła się na dobre. Cenzura stosowana dotychczas przez pojedynczych blogerów stała się powszechnie stosowana przez administrację Salonu. Nie bardzo wiem po co, ale fakt jest faktem, obecnie cenzura na Salonie jest wręcz porażająca.
I z tym jednak jakoś mogę żyć. Na cenzurę są sposoby, można - częściowo - ją obejść. Choć jest to męczące i upierdliwe, to jeszcze nie jest to przeszkoda nie do przeszkodzenia. To, co mnie ostatnio totalnie zaskoczyło i zniechęciło to nie cenzura administracji.
To cenzura części blogerów Salonu, zawoalowana, zamaskowana przez totalnie kuriozalną teorię spiskową, jakobym wykończył swoim pisaniem pewnych blogerów. I tu, chcąc nie chcąc, raczej już muszę wskazać palcem o jakich blogerów chodzi. Otóż zarzucono mi, że PRZEZE MNIE z Salonu wyleciał bloger @Wyborca Polski, a ostatnią moją notką mogę wykończyć blogera @Logicznie Myślący...
W tym miejscu muszę zrobić pauzę, dwa wdechy i liczę do dziesięciu...
Ok, mogę znowu pisać na spokojnie...
Że co, proszę?!?
Niby jak pisanie notek i komentarzy może spowodować wywalenie kogoś z Salonu? Czy ja te osoby obraziłem? Wyzywałem? Napisałem paszkwil? No nie, nic z tych rzeczy! Ja TYLKO KRYTYCZNIE odniosłem się do tez przez te osoby publikowanych! Wychodzi na to, że już nawet tego nie wolno robić! Nie można pisać krytyki, bo jeszcze ktoś się obrazi i opuści to miejsce a winę za to przypisze się mi! JPRLD!!!
Trochę się wyżaliłem, wyraziłem głośno to, co od dawna chodziło mi po głowie, ale wiem doskonale, że ta notka nie powinna była powstać. Nie tu, nie w tym gronie, nie teraz. Wiem, że na Salonie jest więcej tych, co mnie nie lubią i przyklasną Logicznemu i Wyborcy. Wiem, że zostali tu już raczej tylko ci, których przekonać się nie da. Wiem to wszystko, a nadal tu piszę...
I nie jest to sprzeczność, jak wielu z Was sądzi. Ktoś dawno temu, nie pamiętam już kto, napisał mi, bym "wyszedł ze swojej bańki".
Odpisałem mu, że pisząc na Salonie właśnie to robię: wychodzę ze swojej bańki. W internecie jest mnóstwo miejsca do pisania na tematy klimatu i ekologii. I są miejsca, w których moje krytyczne wobec Rosji notki nie wywołały by odezwy obronnej u nikogo, tymczasem na Salonie zawsze jest kilku blogerów jawnie broniących Kreml.
I dlatego właśnie ciągle tu wracam. By wyjść z własnej bańki. Tego też życzę cenzurującym i blokującym - nie tylko mnie - blogerom Salonu.


Komentarze
Pokaż komentarze (34)