"Panta rei" "Wszystko płynie". Parafrazując: Wszystko się zmienia. Wszystko? Na pewno? Mogę powiedzieć, że z całą pewnością zmieniłem się ja - jeszcze kilka lat temu, gdybym trafił na notkę traktującą o klimacie i środowisku poświęciłbym godziny na repliki tez w niej zawartych. A dziś? Dziś co najwyżej wzruszam ramionami i w duchu mówię sobie: "ah, znowu mi się nie chce". Gdy myślę o tym fakcie, o tej mojej zmianie to zastanawiam się, czy to rozwój czy wręcz przeciwnie, objaw degradacji, skutek starzenia i rosnącego z wiekiem cynizmu? Gdy sięgam pamięcią i porównuję siebie w wieku lat trzydziestu i obecnie, czterdziestu to z niepokojem uświadamiam sobie, że coraz mniej jest we mnie idealizmu a coraz więcej cynizmu. Może czas naprawdę, na dobre pożegnać się z upolitycznionym i zacietrzewionym Salonem, w dodatku ostatnio pełnym cenzury? Tak, macie rację - obiecywałem, że odejdę. I sam zły jestem na siebie, że wracam. Tak, to powód do wstydu. Na usprawiedliwienie: na Salonie zaczynałem, i z miejscem tym - w latach jego świetności - mam całkiem dobre wspomnienia. Na nostalgię nic nie poradzę. Jednak, jak mam nadzieję sami zauważyliście, udzielam się tu już bardzo rzadko, praktycznie może jedna notka na miesiąc a zdarzały się nawet dłuższe przerwy. A za każdym razem, gdy przerywam "post" mam z tyłu głowy myśl: "po co?" "co to zmieni" I najważniejsze: "Dla kogo piszesz?" Odpowiedzi na te pytania są brutalne i bolesne, można skrócić do: "po cholerę" "nic nie zmieni" "piszę w zasadzie dla siebie, bo i tak coraz mniej czytelników tu zagląda".
A jednak nie wszystko płynie i nie wszystko się zmienia. Nie zmieniają się blogerzy Salonu - no, duża ich część, i ich poglądy. Choćby sam Bóg zstąpił z niebios i do nich przemówił, to oni zdania nie zmienią! A mądrość ludowa mówi, że tylko krowa nie zmienia poglądów...
Przykładowo jest taki jeden bloger, który od kilkunastu lat pisze praktycznie tylko na jeden temat. I choć zdarzało mi się zgadzać z nim w kwestii Rosji i Ukrainy, to nie mogę pozostać obojetnym wobec jego "zakręcenia" tematem Smoleńskim - nie pisząc już nawet o tym, że całkowicie nie zgadzam się z nim w kwestii przyczyn katastrofy pod Smoleńskiem. W sumie to nie wiem, czy trwającą kilkanaście lat "pasję" podziwiać, czy wręcz przeciwnie. Jednak to, co uderza mnie w tym przypadku najbardziej, jest to, że bloger ten niezliczoną ilość razy miał obalone - tak, dla mnie obalone - twierdzenia. "Normalnie" w takich sytuacjach człowiek albo zdanie zmienia, albo przynajmniej je mocno modyfikuje. Ale nie! Gdy jedna jego teza zostaje obalona bloger ten, od kilkunastu już lat, wyszukuje kolejną "dziurę w całym". I to trwa... i trwa, niczym skała w rzece. Choć przecież nawet skały ulegają erozji...
Kolejny przykład, tu już pewnie dużo bardziej kontrowersyjny i zależny od miejsca siedzenia, to oczywiście polityka. Widzicie, ja nieraz o tym pisałem, ale i tak do części to nie dociera. Ja nie jestem wielkim fanem Koalicji Obywatelskiej, czy Tuska. Widzę wiele wad tego ugrupowania, często denerwuję się, że robią coś źle... lub czegoś wcale nie robią. I zdarzało się, że nawet to opisywałem, choć z reguły nie zajmuje się polityką. Ale głosuję na KO, gdyż uważam - i mam do tego prawo! - że alternatywa jest GORSZA. Róznica jednak - oczywiście moim zdaniem - jest taka, że ja potrafię dojrzeć drzazgę w moim oku, natomiast wyborcy czy to PiS czy to Konfederacji widzą tylko drzazgi u przeciwników a nie potrafią dojrzeć belki w swoich oczach. Można więc pisać o aferach PiS a odpowiedzią będzie "pomidor", przepraszam: "Wina Tuska". Serio, jakakolwiek krytyka słuszna, czy niesłuszna Prawa i Sprawiedliwości wywołuje wśród jej zwolenników natychmiastowy odruch "Tusk". Bo Tusk tamto i owamto... Na poziomie logiki to bezsens - nawet jeśli faktycznie "Tusk zrobił" to w niczym nie zmienia to wagi OBECNYCH zarzutów...
Ostatnim przykładem betonozy poglądów i postaw (części) Salonowiczów jest podejście do klimatu i środowiska. Wiele czasu i sił poświęciłem na rzetelne i merytoryczne a przy tym możliwie przystępne opisanie współczesnej klimatologii. Prostowałem dziesiątki klimatycznych mitów i półprawd, podawałem też wiele przykładów korupcji wśród sceptyków teorii globalnego ocieplenia - liczne powiązania z przemysłem petrochemicznym i polityką. I cały ten mój wysiłek, ta moją pracę "obala" (cudzysłów celowy) notka w której autor pisze: "a nieprawda, bo para wodna" "a nieprawda, bo Słońce" itp. itd. Zupełnie jakby klimatolodzy nie wiedzieli o parze wodnej czy o Słońcu (założenie i błędne i nielogiczne!). Skąd wiecie o parze wodnej i o Słońcu? Nie od klimatologów właśnie? To dlaczego zakładacie, że nie uwzględniają ich w swoich badaniach?
Wielu z satysfakcją zauważyło, że "threeme zniknął" Tak, to prawda, macie prawo do satysfakcji. Tylko czy radość z "pokonania" blogera nie przez racjonalne argumenty ale przez zawziętość i upartość powtarzania kłamstw i półprawd to powód do chwały? Pytanie retoryczne.
Ja tymczasem postanawiam od dziś walczyć z rosnącym we mnie cynizmem! Chcę jak najdłużej pozostać młody ciałem i duchem.


Komentarze
Pokaż komentarze (32)