1. MÓW DOBRZE O ZMARŁYCH
Pomyślałem sobie że z moich obserwacji nie da się ułożyć krytycznej opowieści o ojcu Ignacym Pawlusiu. Bardzo pogodny człowiek "i do tańca i do różańca". Rumiany na twarzy, okrągłe policzki i brzuszek. Rubaszny jak Zagłoba i jak on pełen dobroci i patriotyzmu.
Nawet gdybym chciał to nie dam rady wymyśleć żadnej plotki o tym kapłanie za wyjątkiem tego że był indywidualistą i nie potrafił zapanować nad młodszymi salwatorianami, którzy przyjechali na Syberię do pomocy. Może miał wobec nich zbyt duże oczekiwania. Młodsze pokolenie księży w wojskowych butach i "panterkach". Choć jestem dziwny nawet dla mnie wydawało się niestosowne używanie takich strojów na misjach.
Katolicy na Syberii czekali na "tradycyjnych kapłanów" w koloratce lub w sutannie. Owszem był uparty, czasem nerwus ale to na misjach nie są przywary.
Na odwrót bez tych cech i bez dyscypliny misjonarz zwłaszcza w Rosji nic nie osiągnie.
2. ŹLE ALBO NIC
Nasze "Media Europejskie" przywykły o kapłanach pisać skąpo albo wcale zwłaszcza o tych zasłużonych.
Nie miał dobrej prasy niedawno zmarły w Warszawie ks. Małkowski, jeszcze gorzej sprawy się mają w przypadku naszego misjonarza z Syberii i z Królewca.
Wedle zasady: "BIJ CZARNEGO", można o nas pisać źle albo wcale.
Gdy zabierałem się do pisania tego "memento mori" chciałem znaleźć coś na Google.
I co ja tam znalazłem?
Dosłownie trzy zdania:
Ks. Ignacy Pawluś Salwatorianin, zorganizował na Syberii 13 parafii "od Irkucka do Sachalina".
Kropka i tyle.
Piętnaście lat mozolnej pracy na Syberii.
Kolejne kilkanaście w Królewcu i taki wątły opis wydarzeń z "życia bohatera"?
Wystarczyłoby tylko zorganizować życie religijne w Irkucku i stworzyć podwaliny pod przyszłą diecezję by zasłużyć na dłuższą biografię.
Już ten jeden wyczyn zasługuje na książkę. Ignacy był jak Jan Chrzciciel który "prostował ścieżki" na Syberii Wschodniej dla biskupa Mazura, dla ojców Werbistów i dla Karmelitów z Usola bo tam sam dojeżdżał, dla słynnego ks. Wojtka Drozdowicza, asa polskiego studia TV Ziarenko który zamieszkał w Wierszynie i dla Ks. Adama Romaniuka,, sióstr Dominikanek i sióstr Służebnic w Angarsku i w Czycie.
Oczywiście mało który z wymienionych zakonów pojawiłby się w diecezji sw. Józefa w Irkucku gdyby nie przyjechał biskup Jerzy Mazur.
To on te zakony i tych księży zaprosił i zainstalował.
Tym niemniej pierwszych katolików w tych miastach wyszukiwał Ignacy i jako się rzekło:
PROSTOWAŁ ŚCIEŻKI.
Nic też dziwnego że jako pierwszy zadeklarował że przyjedzie na pogrzeb o. Ignacego na Podhale z drugiego końca Polski właśnie biskup Jerzy Mazur.
3. KAPLICA NA SYBERIĘ
Poznaliśmy się z ojcem Ignacym telefonicznie.
W czasach gdy telefony komórkowe były rzadkością. Właśnie wtedy opiekowałem się parafią w Wołgodonsku i jakimś cudem o. Ignacy dodzwonił się do mojej parafianki by mnie wypytać co to za kaplica z elementów trafiła do mojej parafii z Niemiec.
On też chciał taką kaplicę sprowadzić do siebie na Syberię.
W Syberii nie da się modlić pod gołym niebem.
Lato jest zbyt krótkie.
Szukał wszelakich sposobów by zabezpieczyć swoje liczne parafie dojazdowe lokalami dla spotkań.
4. KIK
Nasze pierwsze spotkanie w październiku 1998 miało miejsce w podziemiach filharmonii. Ignacy wynegocjował z władzami miasta że filharmonia się zgodzi na małą kaplicę w piwnicy starego irkuckiego kościoła.
Kto nie zna historii Rosji i ZSRR ten powinien usłyszeć że wiele katolickich kościołów Sowieci przebudowali na biura, kina, domy kultury lub filharmonię. Taki właśnie los spotkał kościół w Irkucku. Oddać go katolikom "demokratyczne władze" ani myślały, bo taka to właśnie demokracja. Niewiele lepsza od komuny.
Udało się jednak uzyskać "prawo do płatnej dzierzawy budynku" i tymczasową zgodę na niedzielną mszę w "górnym kościele" zamienionym na filharmonię.
Dużo dyplomacji i nerwów musiały pochłonąć te ustalenia.
W okresie kowidu władze zniszczyły te wszystkie osiągnięcia ojca Ignacego.
Jego parafia w tych czasach składała się głównie z kobiet średniego wieku ale dobrze wykształconych. Wychodząc na przeciw ich ambicjom o. Ignacy stworzył klub o takiej samej nazwie jak w Polsce "Klub Inteligencji Katolickiej". Jedyna taka organizacja w całej Rosji. Nigdzie czegoś takiego nie spotkałem.
Były regularne konferencje z udziałem ciekawych ludzi. Ja też dostałem zaproszenie na jedno z takich spotkań.
W Irkucku jest sporo uczelni i poziom wykształcenia tubylców jest faktycznie wysoki. Dodać należy że nieoficjalne statystyki szacują liczbę osób polskiego pochodzenia w tym mieście na 10 do 30 procentów. Wyjątkowe miasto liczące około 700.000 mieszkańców.
To było prawdziwe natchnienie.
5. JEDŹ DO WIERSZYNY:
Ignacy był dla mnie bardzo grzeczny i koleżeński.
Myślę że każdy kapłan który go odwiedzał ma podobne wspomnienia. Dał mi swojego kierowcę i wysłał na mszę do odległej grubo ponad 100 kilometrów wioski WIERSZYNA.
To był październik ale śniegu było już sporo i mróz trzaskający Co mnie tam uderzyło to polski śpiewniczek drukowany na ksero cyrylicą. ŻE TEŻ MU SIĘ CHCIAŁO TAKIM FORTELEM "podtrzymywać polskość" w tej zagubionej głuszy syberyjskiej.
Pomysłowy człowiek.
6. ULAN UDE
Dwukrotnie w roku 1999 prosił mnie o. Ignacy o odwiedziny w Ułan Ude. To dość daleko od Irkucka 12 godzin jazdy pociagiem.
Trzeba było przekazać pieniądze na Caritas, innym razem relikwie Krzyża Świętego na jubileuszowy rok 2000.
Widać było że nie nadąża odwiedzać licznych swoich parafii dojazdowych i chętnie się dzielił obowiązkami z młodszymi kapłanami.
Nie był zazdrosny.
Stworzył warunki mieszkaniowe.
Było się gdzie zatrzymać.
Z czasem na tej bazie zamieszkał ks. Adam Romaniuk i dojechały też siostry Dominikanki.
7. KRÓLEWIEC
O tym że trafił do Królewca w 2006-m dowiedziałem się dość późno i tylko się domyśliłem że chciał być na stare lata bliżej Polski na wypadek choroby.
Czym się tam zajmował i jak się tam spisał niech ktoś inny opowie.
8. WĘGORZEWO
Z opowieści biskupa Mazura dowiedziałem się że zdrowie ojca Ignacego pogorszyło się podczas mszy w Węgorzewie. Dobrze się złożyło, że w kościele był lekarz i szybko zorganizował pomoc. Po tym wypadku o. Ignacy trafił w okolice Rabki czyli w swe strony rodzinne.
9. PODHALE
Podhale to od dawna Zagłębie powołaniowe.
Być może ten legendarny ksiądz wrócił w ojczyste strony z jakimś posłaniem i testamentem pod adresem ministrantów i młodych dziewcząt. Księdza Pawlusia już nie ma na Syberii.
Nie ma go również w Królewcu...
Pozostało po nim puste miejsce a misjonarze są nadal potrzebni i na Syberii i w Królewcu i nawet w naszej ojczyźnie.
Ci co czytają tę opowieść niechaj rozważą to przesłanie.
Pan Bóg nie przestaje wołać nowych szalenców do pracy na misjach nawet głosem spoza grobu.
Nie da się nic złego powiedzieć o zmarłym, zwłaszcza o misjonarzu który do końca trwał na posterunku jak major Hubal w Świętokrzyskiem i jak żołnierze z Westerplatte.
Kto nie wie lub zapomniał temu chcę przypomnieć, że w obydwu klasycznych językach i po łacinie i po grecku słowo "Ignis" oznacza ogień, ognisty.
Nasz Ignacy taki był taniec pełen ognia i zapału. Dodajmy w nie był to zapał słomiany.
Niechaj ten ogień zapali nowe pokolenie misjonarzy spośród tych co dziś jeszcze chodzą do szkoły.
Ten pogrzeb to dobra lekcja historii.
Żegnaj bracie Ignacy.
Ks. Jarosław Wiśniewski FD
Angren - Uzbekistan



Komentarze
Pokaż komentarze