Chłopcy z Zielonej Wyspy bardzo szybko zapomnieli o wyliczeniach Janusza Jabłonkowskiego z departamenty statystyki Narodowego Banku Polskiego. Z danych NBP wynikało już przed dwoma laty, że nasz kraj jest bankrutem. Dług Polski wynosił już wtedy trzy biliony złotych. Stanowiło to wówczas 220 procent Produktu Krajowego Brutto.
Jabłonkowski zgadzał się z tym, co podawały oficjalne dane ministerstwa finansów i GUS, że zadłużenie kraju wynosi około 644 miliardy złotych. Analityk dodawał do tego ukryte zadłużenie sięgające 180 procent PBK, a o którym oficjalne statystyki milczały jak zaklęte.
W wywiadzie dla portalu obserwatorfinansowy.pl Jabłonkowski powtórzył, że swojej analizy dokonał z kolegami z Uniwersytetu we Fryburgu i obliczył, że całkowity dług Polski przekracza 220 procent PKB. Gotów był także podjąć dyskusję dotyczącą sprecyzowania przyjętych założeń. Utrzymywał jednak, iż polskie finanse publiczne w długim terminie są niestabilne. Przez dwa lata nikt poważnie nie podjął jednak tego tematu.
Uwagę analityków, którzy karmili publiczność tak pesymistycznymi danymi, zwróciła przepaść między składkami na ochronę zdrowia i system rentowy, a wielkością otrzymywanych z tego tytułu świadczeń. Podobnie wygląda kwestia zabezpieczenia społecznego, którego nie jest w stanie uzdrowić ostatnio wprowadzona reforma emerytalna.
Z obliczeń Jabłonkowskiego wynikało, że aby pokryć deficyt w systemie ochrony zdrowia, dotychczasowa składka powinna wzrosnąć dwukrotnie: do 16, a może nawet do 20 procent.
Komentując te informacje portal amerbroker.pl pisał w sierpniu 2010 roku, że Polacy oddali całą władzę w ręce jednej partii, co świadczyć ma o totalnej głupocie i braku elementarnej wiedzy na temat demokracji. Jej istotą jest bowiem wzajemna kontrola niezależnych organów i instytucji. Gdy zaś rząd, większość sejmowa, senat, prezydent, służby specjalne, sądownictwo i prasa należą do jednej opcji, o żadnym powściąganiu, czy kontroli nie może być mowy. Portal wspominał także o samounicestwieniu polskiej służby zagranicznej, demoralizacji wojska i policji. Wynurzał się z tej diagnozy obraz kraju nie przygotowanego na kryzys i podatnego na wszelkie zawirowania.
Jeśli dać wiarę informacjom z lata 2010 roku, zadłużenie Polski jest dwukrotnie większe, niż pogrążonej w gigantycznym kryzysie Grecji, a statystyczny Polak zadłużony jest w chwili urodzenia na sumę 80.000 złotych.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)