Od paru dni słyszę w telewizji, że powódź przyniesie korzyści dla gospodarki w postaci jej ożywienia. Za każdym razem jak to słyszę to się we mnie gotuje, jak można takie bzdury wygadywać. Jeśli jakikolwiek kataklizm może spowodować rozwój gospodarki to poprośmy Iran i Koreę Północną żeby przetestowali na terenie Polski swoją broń nuklearną, a jeśli to nie pomoże to może jeszcze wypuśćmy wirusy wąglika z dawnych radzieckich laboratoriów wojskowych (takich jak to na Wyspie Odrodzenia na jeziorze Aralskim http://pl.wikipedia.org/wiki/Wyspa_Odrodzenia). Przecież to w cudowny sposób przyczyni się do rozwoju służby zdrowia!
Już słyszałem jakieś pomysły, żeby podnieść VAT o 2 procent, to następny wspaniały pomysł tych socjalistów żeby ożywić gospodarkę?
Przecież to oczywiste, że jeśli ludzi wydadzą oszczędności na odbudowę domów czyli będą wspierać branże budowlaną, to nie starczy im już środków na np planowane od dawna meble. A jeśli meble im zgniły i kupią nowe meble, to już nie starczy na nowe ubrania, a do pracy będą jeździć autobusem bo na nowy samochód już nie starczy.
Jeśli pieniądze na to odbudowanie będą wzięte z budżetu to chyba nie wszyscy pamiętają, że budżet to nie jakieś cudowne drzewko na którym rosną pieniądze tylko znajdują się tam pieniądze zabrane społeczeństwo pomniejszone oczywiście o ogromną prowizję - koszt działania administracji państwowej. Jak to mówi JKM, jak rząd mówi że da 100 zł to musi zabrać komuś 140 zł. I to niestety jest prawda.
Panom ekonomistom zalanym po powodzi polecam zapoznać się z 'Paradoksem zbitej szyby' (http://pl.wikipedia.org/wiki/Metafora_zbitej_szyby), wkleję tu całość tekstu z wikipedii żeby wszyscy przeczytali:
Metafora zbitej szyby – przykład autorstwa wybitnego ekonomisty Frederica Bastiata, który obrazuje jeden z najpowszechniejszych, zdaniem Henry'ego Hazlitta, błędów obecnych w popularnym myśleniu o ekonomii: przeświadczenie, że jakakolwiek katastrofa może napędzić rozwój gospodarki.
Wyobraźmy sobie, chuligana, który wybija szybę w piekarni i ucieka. Piekarz wychodzi, by oszacować straty. Zbiera się tłumek gapiów. Piekarz na głos martwi się, że nowa szyba kosztować go będzie 300 złotych. Ale ktoś z tłumu zauważa, że w sumie nie stało się tak źle, bo przecież będzie to oznaczało zarobek dla szklarza. Zarobione pieniądze szklarz wyda u kogoś innego, ten u kogoś innego i tak ożywi się lokalna gospodarka. Być może stanie się tak, że tłumek podchwyci myśl i ostatecznie dojdzie do wniosku, że chłopiec nie zrobił nic złego. Bo w gruncie rzeczy, co stałoby się ze szklarzami, gdyby nikt nie wybijał szyb?
Myśląc w ten sposób, nie widzimy drugiej strony medalu. Piekarz przed nieszczęśliwym zdarzeniem miał 300 złotych i szybę. Teraz będzie miał już tylko szybę. Dajmy na to, że nasz piekarz kupi szybę za pieniądze, które chciał przeznaczyć na nową marynarkę u krawca. Widzimy, że w rzeczywistości nie powstało żadne nowe zatrudnienie, bo zysk szklarza jest stratą krawca.
Często możemy zauważyć błąd zbitej szyby w praktyce, twierdzi Hazlitt. Na przykład, gdy słyszymy w wiadomościach, że zniszczenia w trakcie powodzi ożywiły sektor budowlany, co w krótkim czasie przełoży się na wzrost w regionie. Tak naprawdę koniunktura w tej branży będzie oznaczała kryzys w innej.
Ten i inne tego rodzaju błędy biorą się z tego, uważa Hazlitt, że spogląda się na bezpośrednie skutki danego działania, nie widząc pośrednich, albo widzi się tylko te konsekwencje, które przynosi ono wybranej grupie, a ignoruje pozostałe grupy.
Ekonomiści tfu! Won do Grecji


Komentarze
Pokaż komentarze (13)