Gold-plating
Karly Polanyi uważał że “Pomysł samoregulującego rynku zawiera surową utopię [to jest niemożliwość]. Taka instytucja nie mogła egzystować przez znaczący okres czasu bez niszczenia ludzkiej i naturalnej substancji społeczeństwa”. Polanyi zarzucał zwolennikom tej koncepcji, że traktują pracę, ziemię i przyrodę jak czyste dobra, co jest uproszczeniem prowadzącym do zniszczenia ludzkiej i naturalnej substancji społecznej. Nie mogłaby też długo istnieć instytucja samoregulującego się rynku, ponieważ w sposób naturalny musiałaby napotkać na przeciwdziałania, a te z kolei utopię by zatopiły w rewolucjach bądź populizmach. Skrajne przeciwdziałania skutkom samoregulującej utopii wywodzi się z hobbesowskiej wojny, z której pojęcie ograniczania skrajnie wolnej konkurencji również wyrasta. Faszyzm i komunizm były okrutnie oczywistymi przykładami przeciwdziałania skutkom utopijnej samoregulacji. Hobbes twierdził, że lepiej nie wojować, tylko się ułożyć i słuchać państwa, choć i ono może być zbójeckie, a więc nie wygasza ono wszystkich lęków i nie rozwiązuje wszystkich spraw. Wszystkiemu była winna dzika ludzka natura.
W takim ujęciu samoregulujący się rynek byłby tylko projektem, również dlatego że jego efektywność (w ujęciu jakości i ilości), czyli to co uzasadniało funkcjonowanie mechanizmu (niepowtarzalna efektywność), byłaby zwiększana poprzez systemową ochronę zasobów pracy i surowców. Ochrona ta była czyniona i różnie tłumaczona, jednak istotny był tutaj wymiar powiększania materialnych korzyści osiąganych poprzez regulacje prawne wzmacniające rynkowy mechanizm ręki rynku. To jednak przeczy tezie, że samoregulacja działa poprawnie bez regulacji. Dotyczy to szczególnie surowców, które największe gospodarki rynkowe nie tylko chronią, ale dostępu do nich zaciekle bronią również tych połoonych za granicą, posuwając się również do inspirowania zamachów stanu bądź prowadząc agresywną politykę zadłużania surowcowej ofiary. Samoregulujący się rynek wymagałby również samoregulacji kwestii napięć społecznych, gdyż stanowią one jedną z najgroźniejszych przeszkód jego funkcjonowania i zwolennicy samoregulacji czynią to poprzez aparat państwa, któremu daleko do mechanizmów ssamoreegulujących się.
Oczywiście może być też tak, że samoregulacja zamieszkuje świat obiektywnych idei Poppera i jest odkrywana przez liberalnych intuicjonistów, jak prawa matematyczne, i zapisywana w postaci ustaw i rozporządzeń. Wtedy nie byłaby to regulacja, ale naturalne odkrywanie praw porządku społecznego i gospodarczego. Odkrywana po kawałku sieć praw samoregulującego się rynku całkowicie odkryta zapewniłaby bezkolizyjne funkcjonowanie rynku. Niektórzy w to wierzą. I tak jest z wieloma zwolennikami samoregulacji, jak oni coś wyregulują, to jest to na rękę ich niewidzialnej ręki, ale jak inni, to jest to psucie rynku.
Dysfunkcjonalność niewidzialnej ręki rynku szczególnie widać w czasie kryzysu. W 2009 roku jedna trzecia amerykańskiego kapitału produkcyjnego stała niewykorzystana, a ponad 17% pracowników nie mogło znaleźć zatrudnienia, bądź pracowało w mniejszym wymiarze czasowym. Według ortodoksyjnych zwolenników samoregulacji, wszystko to przez nadmierne regulacje. Według przeciwników samoregulacji, przyczyną tego jest utopijny charakter idei samoregulacji rynku.
Samoregulacja poza kontrowersjami filozoficznymi i politycznymi stanowi spory problem przy integracji europejskiej rytu federacyjnego, ponieważ istnieją znaczące różnice stopnia nasycenia poszczególnych państwowości mechanizmami samoregulacji rynku i ochrony zasobów pracy oraz praw z ochrony tej nabytych. Ponadto stopień samoregulacji i spętania regulacyjnego gospodarek państw członkowskich jest tak różny, że ich ujednolicanie do poziomu federalnego wydaje się zadaniem karkołomnym.
Parlament Europejski podjął się jednak tego zadania. Kilka dużych firm i ośrodków akademickich prowadzi badania problemu zwanego Gold-plating. Polega on na dokładnym oszacowaniu, co w regulacjach krajowych państw członkowskich nie wnosi nic istotnego do regulacji unijnych. Wbrew obiegowym twierdzeniom o prze-regulowaniach unijnych związanych z uczestnictwem w programach UE okazuje się, że w Polsce do trzech zasadniczych regulacji stworzonych przez KE w ramach wspierania rozwoju obszarów wiejskich, administracja polska dodała 19 rozporządzeń szczegółowych, kilka istotnych przepisów rozrzuciła po ustawach i zmieniała je w trakcie trwania programu około 200 razy. Do tego dodała duże ilości dokumentacji proceduralnej oraz wytycznych, których nie publikowała. Program mógłby funkcjonować z tymi trzema unijnymi rozporządzeniami plus jedno rozporządzenie krajowe dotyczące kosztów, jakie można byłoby ponosić w trakcie realizacji programu.
Interesujące jest to, że podjął się tego parlament UE, ponieważ komisja europejska od dwudziestu lat nawoływała państwa członkowskie do opamiętania się, ale bez rezultatu. Ciekawe jak będzie teraz.
Wydaje się, że federacyjny wymiar unii to bardzo odległa przyszłość.


Komentarze
Pokaż komentarze