0 obserwujących
284 notki
170k odsłon
  236   0

INNOWACYJNOŚĆ, BARANIE

z bloga http://blog.globalwellnesssummit.com/2012/02/issue-2-are-innovators-born-or-made/
z bloga http://blog.globalwellnesssummit.com/2012/02/issue-2-are-innovators-born-or-made/

Dedykowane i „Morawieckim” i „Piętakom”

Najwyższy czas napisać coś o ekonomii. Tym bardziej, że jakby wszyscy powoli zaczynają się odrywać od tak przecież ważnych dla narodu spraw jak ta, czy „oraz” to jest bardziej „lub” czy bardziej „i” czy też ilu sędziów TK mieści się na łebku od szpilki.

Oderwał się niedawno też wicepremier i minister rozwoju Mateusz Morawiecki. I zagadał do narodu o innowacyjności. I oberwał. Po łbie. Słusznie niestety. Bo tak samo jak każdy inny „der Spezialist” myśli sobie, że lukę innowacyjną należy zasypać pieniędzmi i w dodatku da się ją zasypać tzw. klepakami (tak w niektórych rejonach gawiedź nazywa zdawkowe monety o groszowym nominale). A za ministrem trój-magistrem Morawieckim stoi doktor Gowin i nic nie mówi. A to przecież od niego między innymi wszystko zależy. Albo nawet i nie od niego tylko od ministry edukacyjnej, p. mgr Anny Zalewskiej o zawodzie „parlamentarzysta”.

Pieniądze na innowacyjność wydawane to prawie jak pieniądze wydawane na ochronę zdrowia. Nie sposób definitywnie sprawdzić jak efektywnie (z jakim rezultatem) są wydawane, natomiast powszechną opinią jest, iż jest ich wydawanych zbyt mało.

A tutaj sprawa jest prosta. Przysłowie ludu teksańskiego mówi „Nie nauczysz świni latać, choćbyś jej zrobił nie wiem jak długi pas startowy”. Minister Morawiecki, nawiasem mówiąc uważam go skądinąd i po mieczu i po relacjach tych, co go znają za inteligentnego, chce jednak tą świnie nauczyć latać, pomimo tego, że owa przysłowiowa świnia (ciągnę porównanie, ale obiecuję, ze je zaraz porzucę) nie tylko, że potrzeby latania nie czuje, ale nawet czuje potrzebę nie-latania.

Już wyjaśniam o co mi chodzi. Otóż, ludzi, zwłaszcza tych młodszych ode mnie (powiedzmy, że generalnie poniżej czterdziestki), wyedukowano w czymś, czego zwieńczeniem jest „system boloński”, a nasza wersja, krajowa, wręcz osobista, edukacji, zakłada nauczenie obywatela jednego z drugim rozwiązywania testów (jak to wygląda to miałem ostatnio wgląd – otóż mój syn przyszedł ze swojej drugoklasowej lekcji wielce zdziwiony – „pani w szkole” stwierdziła, że zapisanie za pomocą dodawania 3 x 5 jako 3 + 3 + 3 + 3+ 3 jest błędne, bo w kluczu miała 5 + 5 + 5, nie udało mi się tego zdarzenia młodemu człowiekowi wytłumaczyć, niestety).

A wystarczy tylko zacząć realizować np. podstawę programową, która zakłada, że dzieci w klasach 1-3 mają wytłumaczone i zademonstrowane działania „kapeluszy poznawczych” Edwarda de Bono (charakterystyczne jest, iż pomimo obecności w rzeczonej podstawie, nie maja kapelusze myślowe hasła w polskiej Wikipedii), tylko jak? Przecież „pani” o tym pojęcia nie ma?

A wystarczy – nawet studentów – zacząć uczyć rozwiązywania problemów, szukania przyczyny pierwotnej, a przede wszystkim prostego genchi gembutsu (pójścia na miejsce zdarzenia i obserwowania ludzi i przedmiotów), czyli najprościej mówiąc nauczyć metody dociekania i pozwolić im dociekania polubić.

Dzisiaj system „edukacji” jest zorientowany odtwórczo, i to aż do „studiów III stopnia” (więc ciekawość, skąd się maja brać doktoraty, które niby mają nowe odkrywać i drogi pokazywać a niby jak? Ktoś tych biednych doktorantów nauczył?). więc skąd ci innowatorzy mają się brać? Jak wydaje się, tylko z tych, którzy albo się nie dali systemowi, albo, jeszcze lepiej, w nim nie uczestniczyli.

Poza tym, proszę sobie przypomnieć co pierwsze szło do rozpirzenia w „procesie transformacji gospodarki”! Ośrodki badawczo rozwojowe i komórki badawcze w przedsiębiorstwach, kombinatach i zjednoczeniach (nawet zanim zjednoczenie przestawało być zjednoczeniem). Bo… nieproduktywne…

Więc chyba pan minister- trójmagister liczy na to, że gospodarkę polską do przodu popchnie nieujawniona jeszcze, grupa genialnych sawantów? Bo na wyedukowanych nie ma co liczyć. Zachowanie i deklaracje ministra na to wskazują.

Natomiast rzeczywistość wskazuje na to, że jeśli chcemy mieć innowacyjną gospodarkę to do roboty musi się wziąć p. minister magister Zalewska i pan minister doktor Gowin. A nie, kruca bomba, stać z boku i uśmiechając się, słuchać jak Mateusz M. napierdziela kocopoły i głodne kawałki!

A co z p. Piętakiem i skąd on w tytule? Po pierwsze, za całokształt, po drugie, on też tyle rozumie z problemu co przywołani powyżej. Widzi skutki, nie widzi przyczyn. Pomimo dobrego właściwie oglądu skutków, powinien jednak koncentrować się na swojej głownej aktywności tj. szukaniu 1248 powodu dla którego Kaczyński jest potworem. Tutaj innowacyjność pana Piotra (z góry przepraszam za familiarność) jest niewymuszona, swobodna i nie podlega dyskusji. Tylko na tym gospodarki nie zbudujemy – i mamy osiem lat rządów PO jako dowód wprost.

 

Krzysztof Rogalski

PS. Jak zwykle, jak kania dźdźu czekam na merytoryczne komentarze, z których czegoś się nauczę...

Lubię to! Skomentuj8 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale