0 obserwujących
284 notki
170k odsłon
  348   0

Udynienie Boskiego Klaudiusza. Komentarz do komentarzy o Bolku

Cały Bolek, cały on.
Cały Bolek, cały on.

Lech Wałesą donosił. Sam to przyznał. Donosił w 1970, 1971. Ja celowo pominę jego komentarz ostatni , że to nie byli znaczący ludzie, czy jakoś tak. Że byli nikim. Potem prawdopodobnie fabrykował doniesienia, żeby zarobić forsę. Potem,  nawet SB stwierdziło, że jest niewiarygodny i zerwało współpracę. Powiedział o tym członkom WZZ w 1978. I oni, chcę wierzyć, że w chrześcijańskim miłosierdziu, to przyjęli na klatę.

Dzisiaj, w całej okazałości (a może i nie, nie wiadomo co poszło do niszczarki) mamy to na patelni. Wszystkie pytania, które stąd wyrastają są na razie hipotetyczne.

Jak bardzo to wpływało na Wałęsę w 1980? Jak bardzo w 1984? Jak bardzo w 1988?

Cholerna sprawa, przyznaję. Ja byłem przekonany, że Wałęsa był Bolkiem gdzieś tak od 2000 r. Jak się dowiedziałem, że teczki wybrakowane wracały. Więc bronić go nie będę. To jest fakt. Nie medialny tylko historyczny. Jego zachowanie w czasie prezydentury było naganne. Każdy chyba to przyzna. Ale nikt chyba nie chce dzisiaj zastępować Wałęsy Bolkiem?  Tak jak Annę Walentynowicz zastąpiono Henryka Krzywonos, defraudatorką? No nie chce, prawda? Niestety, począwszy od Dmowskiego i Piłsudskiego (kolejność alfabetyczna) nie mamy w historii swojej postaci jednoznacznych.  To jeszcze n ie znaczy, że nie powinnismy szukać i dowiadywać się. To nie ma nic wspólnego z Wałęsą – symbolem, którym był, tylko z Wałęsą – człowiekiem, którym też był.

Bo cytując Mickiewicza:

„Naród nasz jak lawa/  z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa/ Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi/ Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi”

To nie Wałęsa rozwalił komunizm,. To 10.000.000 członków Solidarności. To ja i ty. Nie chciałem tej notki pisać, ale i kaczystom i zwolennikom partii żartobliwie zwanej obywatelską to umyka. Zwłaszcza oczywiście to umyka tym, co uważają, że Jarkacz na Rubikoniu do Rzymu wjechał.

Żaden Bolek tego nie zmieni.  To, że nas ojaili później to ich wina. Za bardzo ufni byliśmy. Ale z akt Kiszczakowej cieszę się najbardziej z krótkiej notatki Kaczafiego. Czyli że można było. Kwestia smaku, nieprawdaż?

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale