crazydiamond crazydiamond
161
BLOG

W rytmie atramentowej rumby

crazydiamond crazydiamond Kultura Obserwuj notkę 2

"Mogłeś mnie jednym zetrzeć gestem.Kiedyś, lecz to już inna przestrzeń.Z drobnych supełków byłam cała,lecz się wydostałam. Jestem"

Poruszająca opowieść o życiu - miłości,samotności,nadziei i wychodzeniu z cienia.

Wiarygodna, bo oparta na własnych doświadczeniach.

Niezwykły klimat.Piękne,mądre teksty.Mistrzowska interpretacja.

Prostota,naturalność,spokój...i afirmacja życia,pomimo wszystko.                               

 

Atrament nocy serca zatruwa rytm
I gwiazdy już nie świecą i księżyc znikł
Strwożona myśl jak w klatce ptak
Trzepocze się o pręty krat
Czy będzie świt
Czy będzie dzień
Czy umarł świat

Mówiłeś – przyjmij w darze spokojny sen
To wszystko o czym marzysz kochana wiem
Czułością swą obejmij mnie
Ja nigdy nie porzucę cię
Ukoję ból
Pogrzebię strach
Na duszy dnie

Słońce
Nie kryj swych promieni skrzących
Daruj mi swój żar gorący
Cały blask podaruj mi

Słońce
Nie kryj się za horyzontem
Ogrzej sny na jawie drżące
Pozwól żyć
Szczęśliwe dni

Co mi zostało w życiu prócz czterech ścian
Nigdy nie chciałam wiele, co dzisiaj mam
Dobry sen znikł wchłonięty w czerń
Nie został nikt co kochał mnie
Nie mam już nic
Nie ma już nic
Nie ma już mnie

Słońce
Chowasz się za chmur opończę
Gaśniesz jak nadzieja drwiąco
Tulisz mrok
W promieniach krwi

Słońce
Ta noc nigdy się nie skończy
Anioł zły na dno mnie strąci
Los jak kat
Zatrzaśnie drzwi

Świat, nade wszystko logiczny chce być
Świat, z lat roztropnych pajęczą tka nić
Świat, szuka ciągle najlepszych wskazówek
Co podpowiedzą nam trochę jak żyć

My, go słuchamy pokornie od lat
My, my mu ufamy, że bieg rzeczy zgadł
I że mają w nim jak rozsądek chce osobne miejsce swe
Czerń i biel, start i cel, żar i lód, skwar i chłód
I ból i lek, maj i śnieg, jawa, sny, śmiech i łzy

To, przyznać trzeba, poważnie brzmi dość
Aż kiedyś nagle zakocha się ktoś
I wszelkie świata odrzuci nakazy
Choć świat go straszy, że da za to w kość

Ja też tak miałam, że straszył mnie świat
Lecz ja się nie bałam wyruszyć pod wiatr
I widziałam jak w kolorowej mgle
W mym życiu łączą się
Czerń i biel, start i cel, żar i lód, skwar i chłód
I ból i lek, maj i śnieg, jawa, sny, śmiech i łzy

Bo to właśnie jest miłość
Że na dobre i złe
Choćby sensu nie było, mieszają się
Czerń i biel, start i cel, żar i lód, skwar i chłód
I ból i lek, maj i śnieg, jawa, sny, śmiech i łzy

Smuteczku mój, cichutki domowniku
Od dawna już przyjaźnię z tobą się
Kłopotów mych rój i zmartwień bez liku
Wciąż powierzam ci i mniej mi źle
Smuteczku mój, serdeczny powierniku
Ileż to lat ta przyjaźń już trwa
I świadkuje jej często w chwili złej
Na ustach słona łza

I tak ze mną będzie i zawsze, i wszędzie
Że ślicznie się przędzie życie me w tonacji moll
Tak nieustanie się zdarzało
Gdy mnie szczęście - choćby małe -
Choć na chwilę chciało wziąć na hol
Tyś oczywiście hol przecinał osobiście
Smuteczku mój, smuteczku mój, smuteczku mój

Smuteczku mój, z nadzieją i radością
Zmieszałeś się, przeinaczyłeś je
Nie dałeś się mi nacieszyć miłością
Wciąż odmieniasz los i życie me
Smuteczku mój, więc za co ciebie lubię
Choć w oku mym przez ciebie lśni łza?
Może za to, że życie znasz i mnie
Ty jeden znasz, ty mnie znasz do cna

A co jest niezwykłe, że są szanse nikłe
Że całkiem nie zniknę w życiu tym w tonacji moll
Że przerwę kiedyś raz milczenie
Krzyknę: "Szczęście, sfruń na ziemię
Spróbuj me istnienie wziąć na hol"
I uroczyście hol ten chwycisz osobiście
I wręczysz mi na długie dni, smuteczku mój

No jasne, tak będzie...
Smuteczku mój

 

 

 

To nic, to strach,
zła myśl, w śniegu ślad.
No już, już znikł
To nic, nic i nikt.
Wnikał i przenikał
aż tam, gdzie kulił się
mój śmiech.

Nie strasz, od dawna się nie boję.
Zobacz - wichura, a ja stoję.
Spokój soczysty jest tak
jak cierpki był strach,
mój strach - życie moje.

Mogłeś mnie jednym zetrzeć gestem.
Kiedyś, lecz to już inna przestrzeń
Z drobnych supełków byłam cała,
lecz się wydostałam. Jestem.

Już zmierzch o krok,
lecz w dal biegnie wzrok
przez łąk i pól
i lat ciemny wzór.
Przestrzeń pełna westchnień
i rosochatych wierzb.
Czy wiesz...?

Jestem kamykiem tutaj każdym,
drogą piaszczystą, dworkiem jasnym.
W duszy szeroko mi, gdy ten pejzaż się śni
gdzieś tam, w miastach ciasnych.

Niskich mgieł krucha pajęczyna,
Chopin się nagle przypomina.
Trudno go teraz nie usłyszeć,
gdy w biel zmienia ciszę zima.

Nie strasz, od dawna się nie boję.
Zobacz - wichura, a ja stoję....

Nie czekając na gwiazdkę z nieba, z dala od zgiełku realizuję swój własny program: SPOKÓJ+                                                                                                                          

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Kultura