Opowieść o fascynacji Dzikim Zachodem, jakiej doświadczył Tańczący w Ciemności.
Skąd takie imię? - dokładnie nie wiadomo - pewnie lubił tańczyć ciemną nocą...
i wywijać tomahawkiem...;-))
A może stąd, że właśnie tego nie lubił?
Kiedyś wyznał swoją tajemnicę:
Szukałem swego miejsca pod słońcem,ale nie znalazłem słońca.
Zapadłem się pod ziemię i próbowałem tańczyć w ciemności,
ale już nie lubię ciemności.Wróciłem i szukam dalej...
Trudno wyczuć, co jest prawdą i czego szukał - nie ma to większego znaczenia.
Ważne, że to własnie on będzie bohaterem tej opowieści.
W latach wczesnej młodości obraz Dzikiego Zachodu kształtowały w naszej wyobrażni
głównie westerny. Prawdziwe arcydzieło stworzył Sergio Leone. W porównaniu z nim,
wszystkie inne filmy, z tego gatunku, wypadały raczej blado. Nie zawsze akcja była aż tak
interesująca, a jeśli nawet, to nigdy nie była pokazana w tak oryginalny sposób i z tak
doskonale dobraną muzyką w tle.
Na każdym westernie mogliśmy podziwiać niezwykłe, dzikie krajobrazy.
Świat nie był wówczas tak ogólnie dostępny jak obecnie i myśl, aby zobaczyć to
na żywo, chociaż nie dawała spokoju, to zwykle kończyła się na marzeniach.
Ale nasz bohater to jeden z tych, którym marzenia się spełniają i tak też się stało.
Gdy po wielu latach droga do wymarzonego celu skróciła się o ocean i jeszcze trochę,
był pewien, że wcześniej czy póżniej, dotrze do tej niezwykłej krainy.
Wkrótce nadszedł ten czas - zaopatrzył się w mapy, wytyczył dokładnie trasę
i pewnego pięknego poranka odważnie wyruszył na podbój Dzikiego Zachodu.
Do pokonania miał tysiące mil. Wyruszał rano skoro świt i zmęczony, ale szczęśliwy
kończył jazdę dopiero póżną nocą. Zadziwiał widok dróg prostych aż po horyzont
i wielkich,bezludnych przestrzeni wokół.Był to szczęśliwy czas w istnym raju na ziemi,
pięknym, ale piekielnie gorącym. Żar lał się z nieba, dzień za dniem,
a w oślepiającym blasku słońca przesuwały się wspaniałe krajobrazy - dominujący
w nich rdzawo pomarańczowy kolor, stawał się coraz bardziej intensywny,
a skały przybierały bardzo dziwaczne kształty.Wiele pięknych miejsc zaliczył po drodze,
ale wciąż jeszcze nie to, o którym marzył.
Gdy wreszcie dotarł do celu - zaniemówił z wrażenia. To co zobaczył, miało się nijak
do jego oczekiwań. Ogrom przestrzeni i różnorodność form była nie do ogarnięcia,
a skalne monolity - olbrzymy nadawały temu miejscu niezwykłą dostojność.
Marzenie się spełniło.Stał oniemiały z zachwytu i podziwiał skąpaną w słońcu
słynną Dolinę Pomników - Rezerwat Indian Nawaho - prawdziwy cud natury.
A w tle wciąż brzmiała tamta muzyka. Był częścią tego piękna i czuł się wspaniale.
Nie wiedział, że to co zobaczy póżniej, jadąc dalej na południe, potrafi każdego
zaskoczyć jeszcze bardziej, a potęga dzikiego krajobrazu uderza tam z tak wielką siłą,
że nic nie da się z tym porównać.Tak też się stało i w tym przypadku.
Ale na tym koniec opowieści. Pozostaje przyjrzeć się temu miejscu dokładniej,
objechać okolicę po wyboistych, zakurzonych drogach...zaliczyć widok z lotu ptaka,
poznać bliżej rodowitych mieszkańców, aby zobaczyć jak wygląda teraz ich życie...
zrobić parę pamiątkowych zdjęć, które i tak nie oddadzą piękna tej krainy...
Potem...z głową pełną wrażeń wyruszyć dalej i oby tak było na wieki wieków.Amen...;-))




Komentarze
Pokaż komentarze