26 obserwujących
42 notki
72k odsłony
2890 odsłon

III RP między Redaktorem a Prezesem?

Wykop Skomentuj52

Artykuł został opublikowany w Rzeczach Wspólnych, vol. 24, nr 1/2017, ss. 84-96.

W laudacji Piotra Zaremby, z okazji ogłoszenia przez redakcję W sieci Prezesa Jarosława Kaczyńskiego „człowiekiem wolności 2016”, obok nazwiska laureata, pojawia się nazwisko Redaktora Adama Michnika. Piotra Zaremba stwierdza, że zdaniem wielu, w sporze między tymi dwiema postaciami chodzi „już nie o politykę, ale o metapolitykę, nie o czystą władzę, ale o rząd dusz”. Różnica między nimi polega na tym, że „po stronie Jarosława Kaczyńskiego była zawsze i jest wielka wiedza o państwie. […] W jego ujęciu Polska to nie garść szeleszczących papierem haseł, to realna treść społeczna, instytucjonalna”. Pod koniec laudacji Piotr Zaremba oświadcza Prezesowi Kaczyńskiemu, że „[…] metapolityczną wojnę z Adamem Michnikiem chyba pan na naszych oczach wygrywa”. Jaką wojnę, na jakim polu Prezes wygrywa z Redaktorem? Wizja dziejów III RP jako gigantycznego sporu między Prezesem a Redaktorem zakrawa na zabieg egzotyczny, chociaż faktem jest, iż symbolizowane przez Adama Michnika środowisko wywierało od 1989 r. bardzo silny wpływ, bezpośredni, a niekiedy tylko pośredni i z reguły nieformalny, na kolejne polskie rządy.


Przyjrzyjmy się wskazanemu przez laudatora stosunkowi Jarosława Kaczyńskiego do państwa i  „realnej treści społecznej i instytucjonalnej”, jaki można odkryć w publicznych wystąpieniach Prezesa: wykładzie na konferencji „Odpowiedzialność przedsiębiorców za Polskę” w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, wywiadzie udzielonym tygodnikowi Do Rzeczy i w przemówieniu wygłoszonym z okazji nadania mu tytułu „człowieka wolności 2016”. Trudno wątpić, że to Prezes Kaczyński jest głównym architektem wdrażanych obecnie przemian ustrojowych, a zatem ten stosunek powinien w nich znaleźć swój wyraz. Jaka jest Jarosława Kaczyńskiego koncepcja państwa i jego instytucjonalnego kształtu? Odpowiedź na to pytanie jest ważna dla oceny przyszłości Polski, bo to instytucje decydują o rozwoju polityczno-gospodarczym i kulturalnym społeczeństw.  


W swych wystąpieniach Prezes Kaczyński ocenia krytycznie stan polskiego państwa, kondycję administracji i władzy wykonawczej, sądownictwa oraz innych jego dziedzin, w tym samorządu terytorialnego. Oceny te są powszechnie podzielane. Jest też oczywiste, iż obecny stan państwa jest dziedzictwem zaniedbań wszystkich poprzednich rządów. Niemniej, koncepcja państwa, przebijająca w tych publicznych wystąpieniach oraz we wdrażanych przez rząd PiS zmianach ustrojowych budzi wątpliwości. Prezes Kaczyński jest zręcznym i inteligentnym politykiem, lecz jego zręczność nie polega  na rozumieniu państwa i instytucji publicznych, lecz umiejętności manipulowania ludźmi i wykorzystywaniu ich słabości. Jest to cecha przydatna politykowi, lecz nie wystarczająca, by uczynić go opatrznościowym mężem stanu, a za takiego zdaje się uważać go jego polityczne otoczenie, część polskiego społeczeństwa, a także bodaj on sam.


Jarosława Kaczyńskiego problem z instytucjami wynika stąd, że ograniczają one arbitralność władzy konieczną do wdrożenia jego „dobrej zmiany”. Stąd dążenie do osłabiania ich i podporządkowywania wymogom polityki. A przecież instytucje służą między innymi właśnie temu, by władza nie była arbitralną, by zapewnić obywatelom narzędzia umożliwiające rozliczenie polityków z ich działalności. Na czym ma więc polegać ta „dobra zmiana”, skoro jej widocznym efektem ma być wyzwolenie władzy wykonawczej spod publicznego nadzoru? A może w rzeczywistości chodzi o osłabianie instytucji, a hasło „dobrej zmiany” jest tylko tego celu racjonalizacją?  


Ostatni rok rządów PiS przyniósł wiele przykładów działań, które uzasadniają postawienie tych pytań, poczynając od batalii o kontrolę nad Trybunałem Konstytucyjnym. Przypomnę, że drogę do niej otwarło PO łamiąc ustawą z czerwca 2015 r. Konstytucję. Również przewodniczący TK, Andrzej Rzepliński, nie zachował niezbędnego dystansu wobec międzypartyjnych rozgrywek, czego interes tego urzędu bezwzględnie wymaga. Nawet jeżeli przyjąć, że motywem działania PiS w tym konflikcie było dążenie do naprawy instytucji, to osiągnięto skutek wręcz przeciwny – TK zostało pozbawione tożsamości i uzależnione w swych działaniach od rządzącej partii.


Osobisty wpływ Prezesa na bieg tych wydarzeń trudno przecenić. Prezydent Andrzej Duda i premier Beata Szydło zostali przez niego wyniesieni i są od niego zależni, o czym dość regularnie im przypomina. Jego rola w tworzeniu rządu była kluczowa, chociaż formalnie jest tylko posłem do sejmu. Daje często do zrozumienia, że przynajmniej panią Premier może na jej stanowisku łatwo zamienić na kogoś innego. Prezydent, to zupełnie inny problem. Prezes nie kontroluje zapewne wszystkich posunięć rządu, ani inicjatyw poszczególnych jego przedstawicieli, niemniej to on decyduje o najważniejszych działaniach i skutecznie kontroluje głównych aktorów dramatu. W ten sposób władza na państwem przybrała charakter w pełni niekonstytucyjny i nieformalny.

Wykop Skomentuj52
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka