Olek1136 Olek1136
759
BLOG

O premierze, który jeździł koleją.

Olek1136 Olek1136 Polityka Obserwuj notkę 2

Do rozpoczęcia Euro 2012 pozostało 18 dni. To niecałe trzy tygodnie i większość planowanych inwestycji powinna być już zakończona. Ten okres jest dobrym momentem na sprawdzanie, jakości, wprowadzanie ostatnich poprawek, dopracowywanie szczegółów. Nasza reprezentacja powinna docierać formę, przygotowywać się mentalnie i w myśl hasła „Razem niemożliwe staje się możliwe!”, z uśmiechem i pewnością siebie patrzeć w przyszłość. Nie ważne, że na kilkanaście dni przed pierwszym gwizdkiem w polskiej kadrze największym problemem są bariery językowe, wszak niemożliwe stanie się możliwe! Przyznanie Polsce w 2007 roku prawa organizacji mistrzostw Europy wiązało się z wieloma gwarancjami i zobowiązaniami wobec UEFY, mimo to popadliśmy w szał niesamowicie jasnej, pozytywnej wizji przyszłości. W jednej chwili wszyscy byli gotowi założyć „gumofilce”, wziąć w dłoń szpadel i dumnie rozpocząć budowę fundamentów pod wielki gmach o nazwie Euro 2012. Po latach widzimy, że faktycznie budowla jest kolosalnych rozmiarów, stoi jednak na glinianych nogach. „To wielka szansa dla Polski”, mówili w tym okresie politycy. Szansa oczywiście była, jednak organizacja turnieju o puchar Henriego Delaunay'a zamieniła się w wyścig, komu uda się więcej nachapać i nakraść. Efekty wszyscy widzimy i oceniamy sytuację jednoznacznie. Jest oczywiście spora grupą entuzjastów, których wizja wypicia rozcieńczonego piwa i zrobienie sobie zdjęcia pod klozetem na stadionie narodowym przyprawia o ciarki, jednak trudno wymagać od wszystkich zdroworozsądkowego myślenia. Kogo jednak interesuje to, jak polskie władze spartaczyły robotę zapraszam do przeczytania tego krótkiego tekstu. 

O pracach związanych z Euro 2012 można by napisać tyle, że nie wystarczyłyby zapasy papieru zgromadzone w budynkach administracyjnych Unii Europejskiej. Rozwój Polski miał się opierać nie tylko na stworzeniu infrastruktury stadionowej, ale i budowie dróg, tras kolejowych, sieci hoteli, boisk treningowych itd. W 2007 roku stan polskich dróg był fatalny, podobnie wyglądała sieć kolejowa. Teraz drogi wyglądają oczywiście zupełnie inaczej, jednak nie da się ukryć, iż nie zrealizujemy przed 8 czerwca tego, co założyliśmy. Na pierwszy ogień idą autostrady, miały one być chlubą Polski i spowodować ogromny przełom w transporcie drogowym. Władze jednak, chyba zbyt dosłownie wzięły do siebie powiedzenie, „kto nie ryzykuje, ten nie ma” i powierzyły budowę autostrady A2 chińskiej firmie COVEC, która zaoferowała bardzo atrakcyjną cenę. Czy ktoś w ministerstwie zastanawiał się nad realnością oferty tej firmy? Co więcej nikt nie sprawdził solidności konsorcjum, w sieci znajdziemy sporo informacji o dokonaniach azjatyckiego konsorcjum. Czytamy między innymi o szpitalu, który po oddaniu do użytku zaczął się walić, o kenijskim lotnisku wybudowanym z rocznym opóźnieniem. Ciekawie wygląda też kwestia budowy autostrady w Fidżi, tam COVEC w 5 lat wykonał 35% inwestycji. Chińczycy twierdzili później, że wszystkiemu winne były ulewne deszcze. Kto zatem ufa tego typu firmom? Imbecyl, totalny ignorant? Czy przy wyborze kierowano się czymś więcej niż zasadą „może się uda”? Autostrada A2 i A1 wciąż nie są zbudowane, to fakt. Twierdzenie, że sukcesem jest powstanie autostrady, bez jej kilkudziesięciu kilometrowego odcinka jest sporym nadużyciem. Idąc tym tropem, za kilka lat będziemy mieli takich odcinków kilkanaście, bo żadna inwestycja nie będzie zakończona na czas. Tego typu „pozytywna” narracja w wykonaniu przedstawicieli rządu i spółki PL2012 to zwykłe mydlenie oczu. Wspomniana spółka opracowała dokument, z którego wynika, że w czerwcu będziemy musieli się zmierzyć z ponad 150 tzw. wąskimi gardłami, czyli przewężeniami, remontami, ręcznym sterowaniem ruchem, zakorkowanymi skrzyżowaniami itp. Świetna perspektywa, nieprawdaż? Dlaczego w jednym kraju da się zbudować sprawną sieć infrastruktury drogowej, a w innym nie? Czy to kwestia środków finansowych? Przecież przy okazji EURO ich nie brakowało. A może mentalności? Tego czy czołowe osoby ze sceny politycznej to aferzyści czy nie? Trzeba zrozumieć, że nie chodzi o X km autostrad, ale o klimat całej inwestycji. Wystarczy spojrzeć na zrujnowanych przedsiębiorców, którzy stracili cały swój majątek podczas budowy autostrad. O tych ludziach nikt nie będzie myślał podczas trwania meczów. Skrajna nieodpowiedzialność władz doprowadziła do tragedii wielu osób. Oczywiście, że to oni podjęli ryzyko współpracując z rządem jednak to, w jaki sposób aktualnie zachowuje się administracja jest naganne. Robienie dobrej miny do złej gry i obiecywanie wypracowania najlepszego rozwiązania już przerabialiśmy. Tym stwierdzeniem można zresztą podsumować cała kadencję rządów Donalda Tuska. Kadencję rządów idealnych pod względem manipulacji opinią publiczną, która, mimo, że widzi rozkopane autostrady i zrujnowanych budowlańców to wciąż wierzy, że na EURO dojedzie piękną, bezpieczną, szeroką drogą. Jak jest naprawdę? Czy to przypadkiem nie jest to„autostrada do nikąd”.

 
Poza transportem kołowym stosunkowo dużą popularnością cieszy się kolej. Przez lata zaniedbań stan infrastruktury w Polsce nie wygląda zbyt dobrze. Modernizacja trasa E-65 z Warszawy do Gdyni ciągnie się jak serial pokroju „Mody na Sukces”. Początkowo powstały odważne plany, które zakładały „niebotyczne” prędkości i wychylne pudło w pociągach. Polskie realia zredukowały jednak tą wizję do Pendolino bez wychylnego pudła i w konsekwencji mniejszej prędkości. Stwierdzono, że nowa technologia jest nieefektywna, mimo, że trasa nad morze obfituje w bardzo dużą ilość łuków. Ciągle pojawiają się utrudnienia, błędy, które należy naprawiać. Z czego one wynikają? Nieoficjalnie mówi się o ogromnej skali kradzieży i łapownictwa. Ten problem dotyczy zresztą całego przedsięwzięcia, jakim jest Euro. Przykład E-65 ukazuje jak nie należy modernizować linii kolejowych. Czas przejazdu na tej trasie w 2010 roku wynosił około 5 godzin, natomiast jeszcze w 2000 roku trasę można było przejechać w 3,5 godziny! W tej chwili, wybierając ekspres Sawa z Warszawy do Gdyni będziemy potrzebować dokładnie 6 godzin. Ktoś powie „trzeba przecierpieć kilka lat żeby potem można było pokonać ten odcinek w 2,5 godziny”. Bardzo ciekawa perspektywa, jednak patrząc na postępy prac i ich efektywność, ta wizja jest naprawdę odległa. Czy da się tam jeszcze coś „spartolić”? Inaczej sytuacja wygląda na trasie od naszej zachodniej granicy, do Warszawy. Nie mamy się, czego wstydzić, modernizacja dokonana na E-20 w 2011 roku poprawiła czas przejazdu na tej trasie. Centralna Magistrala Kolejowa gwarantuje w większości prędkość oscylującą wokół 160 km/h, dojazd z Krakowa do Warszawy jest stosunkowo dobry. Nasi południowi sąsiedzi nie powinni, więc mieć problemów z podróżowaniem tym szlakiem. No chyba, że znów wyjdą na jaw niedoróbki w infrastrukturze i zdarzy się tragedia pokroju tej ze Szczekocin. To zdarzenie pokazało jak niebezpieczne są modernizacje robione na zasadzie „byle szybko”. Podczas Euro dworce miały być piękne i świetliste. Dziś wiemy, że poza nielicznymi „perełkami” jedynie je przypudrowano. Oczywiście, że lepiej mieć odświeżony dworzec, niż zapyziałą ruderę, jednak pamiętajmy, że w takim przypadku opowiadamy się za robieniem czegoś jak najmniejszym kosztem. Nie uda się z komunistycznego molocha zrobić pięknego, nowoczesnego budynku. Miejmy nadzieję, że przynajmniej problem smrodu i wszechobecnego syfu uda się wyeliminować, choćby na czas Mistrzostw Europy…, bo w długofalowość tej zmiany nie wierzę.  A więc na naszym nowym, pachnącym, europejskim dworcu wsiadamy do pasażerskiego wagonu. Temat taboru kolejowego to podobnie jak infrastruktura temat rzeka, skupię się jednak na konkretach. Po pierwsze przewoźnicy mają zbyt mało wagonów i być może będą musieli wypożyczać je z zagranicy. Co ciekawe, jakiś czas temu przy okazji afery w wagonowni na olszynce grochowskiej wyszło na jaw, że PKP InterCity nie umie planować napraw rewizyjnych wagonów. Na bocznicy stała cała masa zmodernizowanych wagonów, które nie były używane. Media podchwyciły temat i ostatecznie spółka wzięła się za porzucony tabor. Jednak nawet poprawa w zarządzaniu taborem nie sprawi, że pociągi będą długie, a wagony czyste. Szczególnie drugi problem jest uciążliwy, ponieważ poza pociągami Ekspres Intercity i Expres standard wagonów jest słaby. Nieliczne pociągi TLK, a także niektóre połączenia uruchamiane przez Koleje Mazowieckie i Przewozy Regionalne zapewniają komfortową podróż.  W innych przypadkach musimy być gotowi na wszystko, z zamkniętymi toaletami włącznie.

 Bardzo ważnym elementem układanki zwanej Euro 2012 jest bezpieczeństwo państwa. Słyszymy o zamachach bombowych na Ukrainie, dochodzą do nas pogłoski o ewentualnych wybuchach w Polsce. Warto się, więc zastanowić, w jakim stopniu Polska jest przygotowana pod względem zabezpieczenia tak dużej imprezy. Swego czasu rządzący pławili się, że numer 112 będzie aktywny w każdym mieście, gdzie odbywają się mecze. Ostatecznie nie udało się ujednolicić systemu telekomunikacyjnego i kibice będą musieli wykręcać tradycyjne dziewiątki. Zagrożeniem jest także kondycja policji, która nie dość, że posiada zbyt mało funkcjonariuszy, to są oni niedoświadczeni. Sprzętowo przygotowani są nieźle, jednak brak obycia w prawdziwej akcji może mieć katastrofalne skutki. Dobrym rozwiązaniem jest współpraca z amerykańskimi jednostkami, które potrafią natychmiastowo rozpoznawać skażenia biologiczne i je neutralizować. Polska nie jest wolna od ryzyka zamachu, jesteśmy członkiem koalicji walczącej z „terrorystami”, a ci mogą zapragnąć stworzenia spektakularnego „widowiska”. Miejmy nadzieję, że służby będą lepiej rozpoznawały zagrożenia, aniżeli to było w przypadku zeszłorocznej prowokacji Nowego Ekranu…

Mam piękne stadiony, cała Europa patrzy na bursztynową arenę w Gdańsku i białoczerwoną iluminację stadionu narodowego.  Stadiony we Wrocławiu i Poznaniu to poziom, którego nie powstydziliby się nasi zachodni sąsiedzi. Nasuwa mi się jednak jedno ważne pytanie, a mianowicie, co się stanie ze stadionami po Euro? Przykład Portugalii pokazał, że są one bardzo drogie w utrzymaniu, to zresztą spowodowało ich wyburzenie. Czy nas czeka to samo? Oczywiście można na arenach organizować koncerty, ale ile ich będzie w ciągu roku? Wystarczająco by utrzymać stadion? Mogą też być rozgrywane mecze ligowe, ale czy areny zostaną zapełnione? Wystarczy spojrzeć na frekwencję z ostatniego sezonu i odpowiedzieć sobie na pytanie czy tak duże stadiony są potrzebne drużynom typu Lechia Gdańsk czy Śląsk Wrocław. Zresztą przy samej budowie stadionów obserwowaliśmy istny kabaret. Wypłacanie sobie premii za zepsucie projektu, opóźnienia, paranoje typu „brak schodów”, nie wpuszczanie kibiców gości podczas meczów ligowych, czy nawet odwołanie meczu o superpuchar. Patrząc na okoliczności budowy stadionów mam wrażenie, że za ich powstawanie odpowiadają ludzie z pewnym defektem umysłowym.  A może jestem naiwny? Może po prostu wszystko miało „iść jak poszło”, a niektórym ludziom dzięki tym inwestycjom będzie się „żyło lepiej”? Najbardziej jednak, nie mogę się doczekać okresu, kiedy histeria związana z Euro przeminie. Może wtedy dojrzeje w społeczeństwie myśl, że Mistrzostwa Europy wcale nam nie pomogły, a paradoksalnie spowodowały, iż konsekwencje tej imprezy będziemy odczuwać jeszcze przez wiele lat.

Ważnym pytaniem, jakie stawiamy sobie przed Euro jest pytanie o to, kto zarobi na turnieju najwięcej. Na pewno duże kwoty będą przepływać przez sektor usług takich jak gastronomia, ochrona czy hotelarstwo. Poszukiwani są także chętni do pracy na infolinii, stewardzi i sprzedawcy. Do tej pory, dzięki Euro bardzo mocno rozwijała się branża budowlana, jednak po mistrzostwach możemy obserwować jej zapaść. Zarobić można też na odzieży i gadżetach związanych z imprezą. UEFA, co prawda zastrzegła znak towarowy Euro 2012, jednak rynek podróbek i odzieży bez logo europejskiej federacji wydaje się być całkiem sporym. Ciekawostką jest, że kibice skupieni wokół ligowych drużyn w większości są nastawieni negatywnie do Mistrzostw Europy w Polsce, uważając tą imprezę za szczyt komercji i tandety. Lokalni fani wypuścili nawet kilka wzorów koszulek z hasłem „Fuck Euro”, odzież sprzedaje się nieźle. Jak widać, mimo ogólnonarodowego entuzjazmu, da się zarobić również na kontestacji Euro 2012.

Fot. Kibice.net
 

A jak z poziomem sportowym reprezentacji? Wydawać by się mogło, że mając w składzie Lewandowskiego, Błaszczykowskiego, Piszczka i Szczęsnego wyjście z grupy jest żadnym wyczynem. Niestety rzeczywistość jest trochę bardziej bolesna. Otóż mamy także w składzie piłkarzy, którzy nie dość, że nie grają regularnie w klubach, to są związani z Polską tak jak ja z Republiką Konga. Największym problemem wcale nie jest taktyka, szybkość, ale to czy chłopaki na boisku się po prostu dogadają. Mnie nie interesuje, jakie są trendy w futbolu, nie interesuje mnie to, że reprezentacja Niemiec powoli zaczyna wyglądać jak mobilny team do robienia kebabu. Reprezentacja to reprezentacja, od zagranicznych transferów jest piłka klubowa. Piłkarz, który reprezentuje mój kraj musi mieć z nim jakiś związek. Pamiętam zachwyty na Rogerem „Pereirą”, który przez wielu był uważany za Polaka z krwi i kości. Gdzie wspomniany jegomość jest teraz każdy widzi, Polskę ma w głębokim poważaniu. Kadra narodowa nie ma przywódcy, poprzez pracę w kadrze Franciszek Smuda skompromitował swoje nazwisko. Tak jak sprawdzał się w piłce klubowej, tak w kadrze wyraźnie nie daje sobie rady. Niedawno znany jasnowidz, Krzysztof Jackowski zapowiedział, że Polska dojdzie do ćwierćfinału. Daj Boże… Patrząc jednak na sprawę w sposób poważny naszą nadzieją może być dobra dyspozycja kluczowych piłkarzy w kadrze, a także sędziowie. Sprzyjają oni zazwyczaj gospodarzom turnieju, więc być może w tym roku i my będziemy mieli „swojego” Howarda Webba.

Tematem, który zostawiłem na deser jest rola propagandy obecnych władz, w kontekście Euro. Rząd Donalda Tuska to prawdziwi eksperci, w swym PR-owym fachu. Mimo, że przy rozruchach związanych z ACTA trochę się panu premierowi noga podwinęła, to przy okazji Euro porusza nią jak zawodowa baletnica. Dzielnie doglądał budowy autostrad, napominał swoich ministrów, zapewniał obywateli o dołożeniu wszelkich starań i pełnej gotowości Polski. Jednak największym hitem są ostatnie wojaże, podczas których nasz dzielny premier niczym Edward Gierek doglądał budowy „dobra wspólnego”. Znany z zamiłowanie do latania Donald, postanowił, więc spojrzeć na postęp prac przy budowie autostrady A2. Z poziomu śmigłowca na pewno wyłowił wszelkie niedoróbki i szczegóły, a cenne wskazania przekazał ministrowi Nowakowi. Prezes rady ministrów odwiedził także komendę policji, podpisał się na lokomotywie i oczywiście grał w piłkę. Niestrudzony premier udał się także na przejażdżkę pociągiem z Warszawy do Wrocławia. Przy błysku fleszy kupił bilet w kasie, wraz z zastępem goryli z BOR-u zapakował się wagonu drugiej klasy, pociąg ruszył, zaś premier niczym dobry gospodarz, postanowił porozmawiać z pasażerami. Polecam obejrzeć zdjęcia wykonane przez Pawła Grasia, Edward Gierek na pewno by żałował, że nie miał tak zdolnego człowieka w swoim w sztabie. Łezka kręci się w oku… Co ciekawe pociąg EIC Panorama tego dnia dojechał idealnie na czas! W poprzednich dniach zdarzały się niewielkie obsuwy, ale akurat 18 maja wszystko grało na tip-top. Odcinek z Konina do Poznania pociąg pokonał w 41,5 minuty, natomiast zwykle zajmuje to 47 minut. Dodatkowo w Koninie skład miał 4 minuty opóźnienia, zaś do Poznania przyjechał minutę przed czasem. Niezwykle zabawne jest też tłumaczenie PKP InterCity, spółka twierdzi, że nic nie wiedziała o wizycie poczciwego gospodarza, a pociąg jechał tak jak zwykle. Nie czepiałbym się tych szczegółów, gdyby władza i przewoźnik jasno przyznali, że przejazdy takich osób jak Prezes Rady Ministrów są uzgadniane wcześniej. 

Fot. Maciej Śmiarowski/KPRM

Podsumowując, według mnie Euro 2012 to przerost formy nad treścią. Entuzjazm minie, prawdopodobnie tak szybko, jak nasza reprezentacja zakończy swój udział w turnieju. Nie wszystko udało się zrobić, a to, co powstało może nam sprawić wiele problemów. Oczywiście, dzięki organizacji mistrzostw nasz kraj będzie automatycznie promowany, zaś autostrady i pozostała infrastruktura zostaną. Pytanie tylko, jakim kosztem. Czy skoro koniecznie chcieliśmy organizować Euro, to czy nie można było zrobić tego w bardziej rozsądny sposób? Czy nie dało się uniknąć sytuacji, które kompromitowały nasz kraj? Tak wiele pytań powstaje jeszcze przed rozpoczęciem turnieju, czy po jego zakończeniu będzie ich mniej? Nie sądzę. 
 

fot. TVP Info; Kibice.net; Maciej Śmiarowski

Olek1136
O mnie Olek1136

Sport, polityka, Polska, opinie - słowa klucze.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka