Od wtorku w mediach jeden temat: Wrona wylądowała! Tyle razy pokazywali lądowanie boeinga, iż ktoś nie obeznany ze współczesną techniką mógłby pomyśleć, że siadanie na brzuchu to taka nowa, świecka tradycja. Samego kapitana Wronę też pokazują w telewizorze co chwilę, uśmiechniętego, wyluzowanego, zadowolonego z siebie. Mają media nowego bohatera, będą go teraz eksploatować maksymalnie, to znaczy do czasu aż nie trafi się ciekawszy temat. I bardzo dobrze, bardzo mnie to cieszy. Nareszcie na czołówki serwisów informacyjnych trafił ktoś, kto dobrze wykonał swoją robotę.
Zapewne za chwilę czy dwie ktoś wpadnie na pomysł, żeby pilotowi feralnego (a może szczęśliwego? Trudno ocenić...) samolotu postawić pomnik. I ja to poprę. Kapitan Wrona jest bohaterem, niewątpliwie. Jednym z milionów bohaterów, którzy codziennie dobrze wykonują swoją robotę: murarzy, piekarzy, tramwajarzy, pielęgniarek, lekarzy, dentystów, księży, grabarzy, śmieciarzy... Na cokole może być cokolwiek, łopata, chleb, samolot, a nawet ptak, którego w nazwisku ma sławny już kapitan. I będzie to najważniejszy pomnik jaki kiedykolwiek powstał w kraju nad Wisłą: pomnik dobrej roboty. Pytanie tylko, czy któryś z prominentów odważy się go odsłonić...


Komentarze
Pokaż komentarze