Tego dowiesz się po przeczytaniu artykułu:
- Dlaczego zdecydowana większość szpitali powiatowych zakończyła 2024 rok ze stratą
- Co konkretnie grozi pacjentom: kolejki, późne diagnozy, gorsze rokowania
- Co zarzuca szpitalom Ministerstwo Zdrowia i wiceminister Katarzyna Kęcka
- Dlaczego ekspertka z Centrum Adama Smitha twierdzi, że system wyczerpał możliwości
Miliardowe straty i brak rozliczeń
Szpitale powiatowe od miesięcy sygnalizują pogłębiający się kryzys finansowy. Zdaniem OZPSP nadal nie ma rozliczeń za 2025 rok, finansowanie nadwykonań jest ograniczane, a wyceny świadczeń zaniżone. Skutek jest konkretny: zdecydowana większość szpitali powiatowych zamknęła ubiegły rok na minusie, a skumulowane straty liczone w skali całego kraju sięgają miliardów złotych. Setki placówek mają wymagalne zobowiązania przekraczające wartość aktywów, co oznacza realne ryzyko utraty płynności.
Obejrzyj rozmowę Tomasza Wypycha z Waldemarem Malinowskim:
"Protestujemy nie dlatego, że chcemy, ale nie mamy wyjścia. Szpitale powiatowe stanęły pod ścianą. Przy obecnych stawkach każde dodatkowe badanie generuje stratę, a nieuczciwie finansowana diagnostyka pogłębia zadłużenie. Chcemy leczyć chorych, a nie wypełniać procedury" mówi w rozmowie z Salon24 Waldemar Malinowski, prezes zarządu OZPSP.
Związek wskazuje, że zapowiedzi NFZ dotyczące ograniczenia finansowania ambulatoryjnej opieki specjalistycznej i rehabilitacji, a także zmiana zasad rozliczania badań, pogłębią problem. Po wyczerpaniu kontraktu każde badanie jest wykonywane poniżej realnego kosztu. Szpitali powiatowych nie stać na finansowanie diagnostyki ponad limit.
Pacjenci zapłacą kolejkami
Skutki finansowego kryzysu szpitali powiatowych odczują przede wszystkim pacjenci. Ograniczenie finansowania nadwykonań to w praktyce powrót długich kolejek, późniejsze rozpoznanie choroby i gorsze rokowania. Coraz więcej chorych trafia do prywatnych placówek lub czeka wiele miesięcy na badania, których wyniki potrzebne są natychmiast.
Związek podkreśla, że protest nie uderzy bezpośrednio w pacjentów. Działania protestacyjne mają charakter symboliczny i potrwają trzy dni. Personel pojawia się w pracy ubrany na czarno, co ma być sygnałem dla polityków i opinii publicznej.
Resort: problem w procedurach, nie w finansach
Ministerstwo Zdrowia nie podziela oceny sytuacji formułowanej przez szpitale. Wiceminister Katarzyna Kęcka przyznaje, że uwolnienie mechanizmu świadczeń w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej nie przyniosło oczekiwanych rezultatów, ale wskazuje na nieefektywność po stronie placówek.
"Poddaliśmy analizie 12 tys. badań i okazało się, że aż 8 tys. zawierało nieprawidłowości. To trzy czwarte całości. W wielu przypadkach pacjenci mieli wykonywane nawet trzy badania, mimo że wystarczyłoby jedno. Naszym celem jest ograniczenie nadmiarowości i poprawa bezpieczeństwa pacjentów" informuje w rozmowie z Salon24 wiceminister Katarzyna Kęcka.
Resort prowadzi prace nad standaryzacją opisu badań i zapewnia, że Polska ma jeden z najlepszych na świecie dostępów do świadczeń gwarantowanych.
Ekspertka: system wyczerpał możliwości
Sceptycznie do obu stron sporu podchodzi dr Anna Gołębicka, główna ekonomistka z Centrum Adama Smitha i Human Answer Institute. Jej zdaniem system w obecnym kształcie wyczerpał możliwości i wymaga nowej ustawy oraz głębokiej reformy prawnej.
"Jedyne, co łączy szpitale powiatowe, to samotność wobec problemów i brak realnego rozwiązania. Przed Polską stoi jasne zdefiniowanie roli szpitali i skorelowanie ich z potrzebami pacjentów. Sprawy nie załatwi pospolite ruszenie, tak lubiana w Polsce akcyjność i jakoś to będzie" ostrzega w rozmowie z Salon24 dr Anna Gołębicka.
Ekonomistka zwraca uwagę, że szpitale powiatowe padły ofiarą nisko wycenianych świadczeń, nie są atrakcyjnymi pracodawcami, a ich rola w systemie ochrony zdrowia od dawna nie jest jasno zdefiniowana. Pacjentowi potrzebne jest realne leczenie blisko domu, a nie budynek z rozmytą misją.
Tomasz Wypych
Fot: Szpital Powiatowy w Nysie/PAP




Komentarze
Pokaż komentarze (45)