Podczas prac komisji śledczej Jarosław Kaczyński odniósł się do Krzysztofa Brejzy, określając go jako "znaczącego polityka formacji opozycyjnej”, który miał dopuścić się „bardzo poważnych, a przy tym odrażających przestępstw”. Po tych słowach europoseł KO zdecydował się skierować do sądu prywatny akt oskarżenia, zarzucając prezesowi PiS zniesławienie.
Sprawa była rozpatrywana przez Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia od jesieni ubiegłego roku.
Pierwsza decyzja sądu - umorzenie
Pod koniec stycznia sąd pierwszej instancji zdecydował o umorzeniu postępowania. Uzasadniano to znikomą społeczną szkodliwością czynu. Z takim rozstrzygnięciem nie zgodził się jednak Krzysztof Brejza i jego pełnomocnicy, którzy złożyli apelację.
W środę Sąd Okręgowy w Warszawie przyznał im rację i uchylił wcześniejsze orzeczenie.
Sąd sktyrykował uzasadnienie pierwszego wyroku
W opublikowanym przez Krzysztofa Brejzę nagraniu z ustnego uzasadnienia, sędzia Magdalena Roszkowska-Matusik wskazała, że argumentacja przedstawiona w apelacji była logiczna i przekonująca. Ponadto zwróciła uwagę na problemy związane z uzasadnieniem wcześniejszego wyroku.
– Podniesione w apelacji zarzuty i ich argumentacja są logiczne i przekonujące, w przeciwieństwie do tej argumentacji, która została zawarta w części motywacyjnej wyroku I instancji, która nie jest wolna od wzajemnych sprzeczności – stwierdziła sędzia.
Przekonywała też, że przepisy Kodeksu karnego precyzyjnie określają kryteria oceny społecznej szkodliwości czynu i sąd ma obowiązek uwzględniać wszystkie ustawowe przesłanki przy wydawaniu orzeczenia.
Reakcja Brejzów
O decyzji sądu poinformowała reprezentująca europosła mecenas Dorota Brejza, prywatnie żona polityka KO. W rozmowie z mediami oceniła środowe rozstrzygnięcie jako "bardzo satysfakcjonujące” i "bardzo słuszne”. Pełnomocnik Jarosława Kaczyńskiego, mecenas Bogusław Kosmus, nie zabrał głosu po decyzji.
Podczas jednego z wcześniejszych posiedzeń sądu Jarosław Kaczyński wyjaśniał, że swoje słowa opierał na informacjach uzyskanych w czasie pełnienia funkcji wicepremiera odpowiedzialnego między innymi za kwestie bezpieczeństwa państwa. Prezes PiS twierdził, że posiadał informacje o rzekomych działaniach bezprawnych i "moralnie odrażających”, które miały być związane z działalnością Krzysztofa Brejzy.
Według Kaczyńskiego informacje te pochodziły od funkcjonariusza publicznego zajmującego się bezpieczeństwem. Miały one pozostawać w związku ze sprawą użycia systemu Pegasus wobec Brejzy oraz działaniami prowadzonymi w magistracie w Inowrocławiu.
Fot. Krysztof Brejza po rozprawie z listopada ub. roku/East News
Red.





Komentarze
Pokaż komentarze (9)