Zawsze mi się wydawało, że Unia Europejska ma normalnych ekonomistów, którzy doskonale wiedzą co się opłaca, a co nie czyli znają wszystkie mechanizmy rynkowe tylko, że ci ekonomiści sprzedają się po prostu na potrzeby polityczne. Innymi słowy europejscy biurokraci kupują sobie ekonomistów by ci „uspokajali rynki” kiedy nieodpowiedzialna polityka finansowa prowadzi do kryzysu.
Ostatnio mam jednak wrażenie, że w UE normalnych ekonomistów nie ma, a są jedynie nieuki, szarlatani, specjaliści od kreowania popytu i inni niebezpieczni dziwacy którzy jeszcze 100 lat temu mogliby co najwyżej zamiatać ulice.
W takim przekonaniu utwierdza mnie wypowiedź Dariusza Szweda z „Zielonych” odnośnie progresywnego VATu. Pan Dariusz Szwed (członek Europejskiego Stowarzyszenia Ekonomistów Środowiska i Zasobów Naturalnych) jest najwyraźniej ekonomistą samoukiem, skoro nie wie, że coś takiego jak progresywny VAT nie istnieje. Oczywiście łatwo sobie wytłumaczyć tok rozumowania pana Dariusza ale ignorancja ekonomiczna komuś kto takowe wykształcenie posiada nie przystoi.
Kiedy już przebrnąłem przez głębię absurdu lewicowej myśli ekonomicznej zacząłem się zastanawiać, czego właściwie pan Dariusz chce. Mocniej zróżnicowanych stawek podatku VAT? Nie bardzo rozumiem w jaki sposób ma to niby poprawić notowania ekonomiczne skoro propozycja 3, 7 i 22 była niewystarczająca przy tak prowadzonej polityce fiskalnej państwa (ostatecznie najwyższa stawka wzrosła o 1%). Poniesienie podatku VAT uderza we wszystkich ale najbardziej odczuwają to właśnie najubożsi o których lewica rzekomo się troszczy, gdyż podatek VAT jest podatkiem silnie degresywnym, czyli jego udział w dochodach silnie spada w kolejnych dochodowych grupach decylowych. Ten który zarabia więcej wyda 30% swojego dochodu więc stawka opodatkowania jego dochodów wzrośnie o 0.3% . Temu który wydaje 70% swojego dochodu PIT wzrośnie już o 0.7%. Rachunek jest więc prosty. Poza tym nie należy zapominać, że znaczne opodatkowanie konsumpcji dusi popyt co za tym idzie działa niekorzystnie na rynek pracy. Toż nawet SLD sprzeciwia się podnoszeniu VATu.
Już teraz zakłada się, że podwyżka VATu jaką zafundowali nam rządzący nie będzie wystarczająca na załatanie dziury budżetowej i rozważa się dalsze zwiększanie stawki z 23 do 25%. To oczywiście też nic nie da bowiem nie tędy droga. Ale widać nasi rządzący rozumują w kategoriach lewicowych, kategoriach dyletantów ekonomicznych i aroganckich eurokratów którym wydaje się, że można zapanować nad gospodarką wprowadzając coraz to nowe podatki lub je podwyższając. Dlatego arogancja Merkel i Sarkozyego, którzy podjęli decyzję o wprowadzeniu nowego podatku (od transakcji finansowych) zostanie ukarana przez nieubłagane prawa rynku. Ostatnim etapem tego eurosocjalistycznego syfu będzie próba wprowadzenia podatku od oddychania. I to już będzie koniec nieudanego eksperymentu ze zjednoczoną Europą.
Tym czasem cieszyć może, że Polacy mimo iż głosują w większości na PO, PiS, SLD i PSL wciąż odrzucają skrajnie lewackie herezje, które w kraju mają szczęśliwie śladowe poparcie, bo któż głosuje na SLD uważane przez ideową lewicę za lewicę kawiorową? Nostalgiczne średnio-starsze pokolenie wierzące w mit Gierka, dawny beton PZPRowski czyli stare komuchy, młodzi antyklerykałowie dla których ekonomia nie jest ważna i SLD mogłoby nawet prowadzić pod tym względem liberalną politykę byle dołożyło kościołowi. I to jest główny trzon elektoratu lewicy w Polsce. Ideowych lewicowców jest szczęśliwie mało w przeciwieństwie do krajów zachodnich gdzie takie nurty potrafią załapać się do parlamentu. Świadczy to o tym że Polacy nie dali się do reszty omamić szkodliwą i niebezpieczną ideologią będącą zlepkiem absurdów i dyletanctwa ekonomicznego.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)