Nawet 3000 zł za tonę pelletu
Silne i długotrwałe mrozy gwałtownie zwiększyły popyt na pellet, co przełożyło się na skokowe podwyżki cen. Obecnie w Polsce za tonę opału trzeba zapłacić od 2000 do 2500 zł, a u niektórych sprzedawców ceny sięgają nawet 3000 zł. To wzrost o kilkaset, a miejscami nawet o tysiąc złotych w porównaniu z końcówką ubiegłego roku. Dla wielu gospodarstw domowych oznacza to rekordowe wydatki na ogrzewanie w środku sezonu grzewczego.

Niemieckie sklepy kuszą ceną
Alternatywą stają się zakupy w Niemczech, także przez internet. Jak opisuje WP Finanse, jeden z mieszkańców woj. pomorskiego zamówił pellet z Bonn w cenie około 1650 zł za tonę. Co prawda transport trzeba było zorganizować samodzielnie, ale nawet po doliczeniu kosztów zakup okazał się opłacalny – zwłaszcza w sytuacji, gdy sklepy w Polsce zaczynały świecić pustkami.
Portal porównał także oferty sieci OBI. W polskich sklepach pellet jest obecnie niedostępny, natomiast w niemieckim sklepie internetowym 975 kg pelletu kosztuje niespełna 560 euro, czyli około 2360 zł. Cena jest zbliżona do polskich, ale kluczowa różnica polega na dostępności towaru.
Jeszcze taniej jest w sieci Toom. Tam jeden worek pelletu kosztuje 6 euro, co daje około 0,4 euro za kilogram. W przeliczeniu tona pelletu kosztuje więc około 1700 zł.
Przedłużająca się mroźna zima wpłynęła na ceny opału także w Niemczech, jednak skala podwyżek była tam zdecydowanie mniejsza. Jak wskazuje Niemiecki Instytut Pelletu (DEPI), w styczniu ceny pelletu wzrosły o około 2 proc., do poziomu 405,33 euro za tonę, czyli około 1715 zł. To z kolei poziom zdecydowanie niższy niż obecne stawki w Polsce, gdzie wzrosty miały znacznie bardziej gwałtowny charakter.
UOKiK monitoruje rynek, rząd nie wyklucza interwencji
Sytuacji na rynku przygląda się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Na razie urząd wskazuje, że podwyżki wynikają głównie z czynników rynkowych – zwiększonego popytu i ograniczonej dostępności surowca – a nie ze zmowy cenowej.
Jeśli jednak doszłoby do poważnych zaburzeń rynku, możliwa byłaby interwencja państwa. Minister energii Miłosz Motyka, cytowany przez PAP Biznes, powiedział, że w takiej sytuacji działania mogłyby być podejmowane wspólnie z Rządową Agencją Rezerw Strategicznych. Ponadto zwrócił uwagę, że presja cenowa wynika również z ograniczonej dostępności pelletu przy jednocześnie znacznie większym zużyciu. Nie wykluczył przyszłych działań interwencyjnych, ale uzależnił je od realnych zakłóceń na rynku.
Rachunki za ogrzewanie w tym roku będą dla wielu gospodarstw domowych rekordowe.
Fot. Pellet/Wikipedia
Red.




Komentarze
Pokaż komentarze