Na stronie TVN24 podano informacje, że rosyjska komisja badająca przyczynę katastrofy pod Smoleńskiem zwróciła się do Amerykanów o pomoc w zbadaniu niektórych urządzeń z rozbitego pod Smoleńskiem TU-154. Do Stanów Zjednoczonych polecieli już przedstawiciele Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) i specjaliści z Polski, wyjaśniający przyczyny katastrofy - poinformował na swojej stronie MAK.
Chodzi tutaj o zbadanie funkcjonowania dwóch amerykańskich urządzeń, w które wyposażony był nasz rządowy Tu-154 rozbity pod Smoleńskiem.
1) Urządzenie ostrzegające o zbliżaniu się do ziemi (terrain awareness and warning system - TAWS) i
2) urządzenie nawigacji satelitarnej GNSS.
W komunikacie napisano, że polscy i rosyjscy specjaliści polecieli do USA, gdzie będą współpracować z amerykańskimi ekspertami z Narodowej Rady Bezpieczeństwa Transportu (NTSB).
Jest to bardzo ważna informacja. W komunikacie o katastrofie wojskowej CASY, która miała miejsce dwa lata temu pod Mirosławcem można było przeczytać, że piloci podchodząc tam do lądowania wyłączyli system TAWS, prawdopodobnie dlatego, bo jego przeraźliwy jazgot przeszkadzał załodze w koncentracji przy wyszukiwaniu pasa do lądowania w Mirosławcu w trudnej wówczas widoczności
Jeszcze bardziej bulwersujace bylo to, ze zaloga polskiego samolotu wojskowego nie znala kluczy deszyfrujacych dane o rzeczywistym polozeniu w przestrzeni samolotu na podstawie odbieranych danych satelitarnych.
Mam nadzieje, ze podobna sytuacja nie zaistniala w Tu-154. Mam nadzieje, ze polscy piloci wojskowi sa juz odpowiednio przeszkoleni w uzywaniu systemu ostrzegajacego o bliskosci ziemi TAWS. Mam nadzieje, ze polskie lotnictwo wojskowe ma juz dostep do kluczy dla deszyfracji satelitarnych informacji o aktualnym miejscu samolotu oraz jego wysokosci nad terenem.
Komentarze
Pokaż komentarze (25)