Po przeczytaniu artykułu będziesz wiedział:
- O ile spadła sprzedaż Tesli w Norwegii w kwietniu 2026 roku.
- Która marka zajęła pierwsze miejsce w rankingu nowych rejestracji.
- Jak wygląda norweska sieć ładowarek w porównaniu z polską.
- Co pokazują testy zasięgu elektryków w mrozie sięgającym 31 stopni.
Volkswagen ID.4 nowym numerem jeden
W kwietniu w Norwegii zarejestrowano 379 nowych Tesli. To wynik o 61 procent słabszy niż rok wcześniej. Skala spadku robi jeszcze większe wrażenie w zestawieniu z marcem 2026 roku, gdy z salonów wyjechało ponad 6,1 tysiąca samochodów tej marki, a udział Tesli w rynku sięgał blisko 35 procent.
Liderem kwietnia został Volkswagen z modelem ID.4 na czele zestawienia. ID.4 to w pełni elektryczny SUV niemieckiego koncernu, oferowany wyłącznie w wersji bateryjnej. Drugie miejsce w rankingu marek zajęła Toyota, trzecie BMW. Tesla, która od pięciu lat była najczęściej kupowanym samochodem nad fiordami, znalazła się dopiero na 11. pozycji.
Spalinówki w Norwegii to już margines
Statystyka kwietniowych rejestracji wygląda jak komunikat z innej rzeczywistości motoryzacyjnej. Wśród 11 103 nowych aut osobowych zarejestrowano w Norwegii zaledwie 87 diesli i 31 samochodów benzynowych. Razem to 118 sztuk, czyli 1,06 procent rynku. Cała reszta to pojazdy z napędem elektrycznym lub hybrydy. Dane pochodzą z norweskiej organizacji OFV monitorującej rynek motoryzacyjny.
Dla porównania w Polsce udział samochodów w pełni elektrycznych w rejestracjach nowych aut wciąż liczony jest w jednocyfrowych procentach. Norwegia po dwóch dekadach polityki podatkowej i inwestycji w infrastrukturę osiągnęła stan, w którym diesel w salonie to ciekawostka. Auto spalinowe wymaga dziś specjalnego zamówienia, a większość globalnych marek wycofała ze swojej norweskiej oferty modele z silnikiem benzynowym i wysokoprężnym.
Według urzędu statystycznego SSB na koniec 2025 roku w Norwegii jeździło prawie 950 tysięcy elektrycznych samochodów osobowych. Po raz pierwszy w historii było ich więcej niż samochodów benzynowych lub z silnikiem Diesla. Marcowe badanie zlecone przez Norweskie Stowarzyszenie Samochodów Elektrycznych (Norsk elbilforening) pokazało, że ponad połowa tamtejszych kierowców (50,5 procent) deklaruje posiadanie elektryka.
Ładowarka co dwa kilometry. Polska kontra Norwegia
Skala norweskiej infrastruktury ładowania to jeden z kluczy do zrozumienia całego zjawiska. Według danych norweskiego stowarzyszenia Norsk elbilforening kraj ten dysponuje siecią około 27 tysięcy publicznych punktów ładowania, co daje ponad 4,6 ładowarki na 1000 mieszkańców. To najwyższy wskaźnik w Europie. Na jeden punkt ładowania przypada w Norwegii około 35 elektryków.
W Polsce sytuacja wygląda inaczej. Według Licznika Elektromobilności prowadzonego wspólnie przez Polskie Stowarzyszenie Nowej Mobilności (PSNM) i Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego (PZPM) na koniec marca 2026 roku w Polsce działało 12 543 ogólnodostępne punkty ładowania. Liczba zarejestrowanych samochodów osobowych z napędem elektrycznym wyniosła 263 084, z czego mniej więcej połowę stanowią auta w pełni elektryczne (BEV). Na jeden punkt ładowania przypada u nas 11,5 elektryka.
Statystyka punktów na samochód wygląda więc lepiej niż w Norwegii, ale ten wynik pokazuje przede wszystkim, jak wczesna jest faza polskiej elektryfikacji. Norwegia od stycznia 2026 weszła w fazę selektywnej rozbudowy infrastruktury, koncentrując się na korytarzach tranzytowych. W Polsce, według prognoz operatora sieci ładowania Powerdot opublikowanych w lutym 2026 roku, do końca tego roku liczba publicznych punktów może wzrosnąć do 13,5 do 14 tysięcy. Przy 38 milionach mieszkańców daje to wciąż około 0,35 ładowarki na 1000 osób, czyli ponad trzynaście razy mniej niż w Norwegii.
Mróz minus 31 i połowa zasięgu w plecy
Przeciwnicy elektromobilności od lat powtarzają, że samochody bateryjne nie radzą sobie z zimą. Norwegia, kraj, w którym auta elektryczne stanowią dziś ponad 98 procent nowych rejestracji, jest najlepszym poligonem dla tej tezy. Wnioski są mieszane.
Zimą 2026 norweski automobilklub NAF wraz z magazynem branżowym Motor.no oraz austriackim klubem ÖAMTC przeprowadzili kolejną edycję cyklicznego testu El Prix. 24 popularne modele elektryków pokonały tę samą trasę z Oslo na północ kraju przy temperaturze sięgającej minus 31 stopni Celsjusza. Według raportu opublikowanego w lutym 2026 roku średni spadek realnego zasięgu wobec deklaracji WLTP wyniósł 37,6 procent, a w skrajnych przypadkach 45,9 procent. NAF wcześniej zalecał, by przy silnych mrozach zakładać nawet o połowę krótszy zasięg niż w warunkach optymalnych.
Niska temperatura uderza w elektryki na trzech poziomach. Spowalnia procesy chemiczne w ogniwach litowo jonowych, zwiększa zużycie energii na ogrzewanie kabiny i samej baterii oraz wydłuża czas ładowania. Z testów NAF i niemieckiego ADAC wynika jednak, że auta wyposażone w pompę ciepła (jak Hyundai Ioniq 5 czy Kia EV6) tracą tylko 15 do 20 procent zasięgu, podczas gdy modele z grzałkami oporowymi 30 do 40 procent. Spadek pojemności jest dodatkowo zjawiskiem odwracalnym, bateria nie traci pojemności fabrycznej trwale.
Wniosek z norweskich testów jest pragmatyczny. Mróz realnie ogranicza zasięg, ale technologia dojrzewa, a kierowcy najbardziej zaawansowanego rynku elektromobilności w Europie kupują kolejne pojazdy bateryjne mimo świadomości tych ograniczeń. To nie zima zatrzymała Teslę w kwietniu, lecz konkurencja i podatki.
Chińczycy wyprzedzili Teslę technologicznie
Tydzień przed publikacją kwietniowych wyników Tesla przegrała w norweskim Sądzie Najwyższym. Sprawa dotyczyła aktualizacji oprogramowania w starszych Modelach S, która ograniczyła prędkość ładowania bez właściwego poinformowania właścicieli. Każdy ze skarżących ma otrzymać po 50 tysięcy koron odszkodowania.
Organizacja OFV monitorująca norweski rynek motoryzacyjny nie wiąże jednak przegranej sądowej z załamaniem sprzedaży. Autorzy raportu wskazują na silną konkurencję i dużą zmienność rynku.
"Volkswagen i Toyota wyraźnie zaznaczają swoją pozycję w tym miesiącu, a Tesla wciąż stoi mocno, gdy patrzymy na cały rok" - ocenił dyrektor OFV Geir Inge Stokke.
Robert Naess, dyrektor inwestycyjny banku Nordea, w rozmowie z norweskim serwisem ekonomicznym E24 wskazał na utratę technologicznej przewagi przez Teslę. "Tesla nie jest już liderem w samochodach i przegrywa z chińskimi producentami. Wcześniej była daleko z przodu technologicznie. Teraz wielu producentów jest lepszych, zarówno pod względem designu, ładowania, jak i technologii" - stwierdził.
Koniec preferencji podatkowych dla elektryków
Od początku 2026 roku władze w Oslo wycofują się z dotychczasowych ulg dla nabywców samochodów elektrycznych. 1 stycznia próg zwolnienia z VAT obniżono z 500 tysięcy do 300 tysięcy koron, czyli z około 200 tysięcy do około 120 tysięcy złotych.
Ceny podstawowe Modelu Y i Modelu 3 Tesli przekraczają nowy próg. Norwescy klienci muszą więc dopłacać do tych aut podatek, którego wcześniej nie płacili. To w połączeniu z ofensywą chińskich i europejskich producentów uderza w pozycję amerykańskiej marki.
Pytanie, czy kwiecień to jednorazowe załamanie, czy początek trwałego trendu, pozostaje otwarte. Cały rok 2026 wciąż wygląda dla Tesli przyzwoicie, ale dystans do konkurencji topnieje.
W Polsce również skończyły się dopłaty do samochodów elektrycznych. Teraz dilerzy "elektryków" kuszą polskich kierowców rabatami.
red.
Źródło: PAP, OFV, SSB, Norsk elbilforening PZPM, Powerdot i NAF
Fot: Samochody Tesla na parkingu w porcie/East News






Komentarze
Pokaż komentarze