Lodowcowe Pole
Nie czyńcie Prawdy groźną i złowrogą, Ani jej strójcie w hełmy i pancerze, Niech nie przeraża jej postać nikogo
76 obserwujących
517 notek
1274k odsłony
  2507   9

Serce konia

Koń rasy angloarabskiej. Zdjęcie: Alpejski
Koń rasy angloarabskiej. Zdjęcie: Alpejski


Wczoraj moja córka podesłała mi film, który koniecznie obejrzyjcie zanim przeczytacie tę notkę.


Film obudził wiele wspomnień.

Jeździłem kiedyś na koniu maści kasztanowej. Miał na imię Pigularz i był pięknym niemal 170 cm w kłębie wysokim Wielkopolaninem.

Kiedy jako młody adept jeździectwa pierwszy raz wsiadłem na Pigularza, nie było nam łatwo się dogadać. Ten czteronożny wytrawny znawca ludzkiej psychologii doskonale wiedział, kiedy miałem za sobą ciężki dzień, kiedy byłem smutny i kiedy wesoły. Testował mnie przez pierwsze jazdy bardzo uważnie i wykorzystywał moje błędy, aby pokazać, kto tutaj naprawdę jest panem sytuacji. Zmusił mnie do przeczytania wielu podręczników jeździectwa, bo jako żółtodziób byłem przekonany, że problem naszego niedogadywania się leży po stronie konia.

Na szczęście moim instruktorem był cudowny i zawsze pogodny człowiek o twarzy Woody Allena i podobnie jak u Allena grubych okularach. Kiedy stawiałem pierwsze kroki w jeździectwie byłem bardzo niepewnym siebie młodym człowiekiem. Przekładało się to na postępy w nauce jazdy. Od pierwszej jazdy zakochałem się bez pamięci w koniach, ale wtedy nawet nie zauważałem, że moje relacje z ludźmi były często bardzo nieporadne. Mimo znacznej poprawy umiejętności „siedzenia w siodle”, brakowało mi tego bliższego kontaktu, ze zwierzakiem, czyniącego jazdę czymś, co jest harmonią i duchowym zjednoczeniem z wierzchowcem. Ten problem spowodował lawinę zdarzeń, jakiej nie mogłem sobie wyobrazić, kiedy pierwszy raz wsiadłem na konia.

Andrzej, bo tak miał na imię mój instruktor, nie mówił wiele, był zawsze pogodny, nigdy się nie denerwował. Jego spokój udzielał się wszystkim. Kiedy uczelnianym autobusem po jazdach wracaliśmy do miasta, a podróż trwała ponad godzinę, przysiadał się czasem i mawiał – Alpejski zwróć uwagę na to lub tamto, podczas wykonywania tej lub innej czynności.

Podczas jazdy wierzchem, posiadamy kilka sposobów do komunikacji z koniem zwanych pomocami.

Podstawową pomocą jest nasz krzyż, który ustala naszą pozycję w siodle i pozwala odpowiednio przekazywać cielesne bodźce koniowi. Od prawidłowego działania krzyżem, zależy nie tylko dosiad, ale i układ rąk trzymających wodze, zapewniające kontakt z pyskiem konia dzięki wędzidłu lub munsztukowi. Prawidłowy dosiad zapewnia jeszcze dodatkowo możliwość właściwego ustawienia łydek, którymi oddziałujemy na boki konia, przekazując mu sygnały do stępa, kłusa i galopu. Wypchnięcie krzyża, ustawienie łydek i zebrane wodze dają koniowi sygnały, z której nogi ma zagalopować i w jakim tempie ma to wykonywać.

Dobrze dogadujący się z koniem jeździec w zasadzie nie używa szpicruty czy po polsku palcata do karania konia, uderzenie konia w zasadzie nigdy nie jest potrzebne, a samo ustawienie palcata jest dla konia wystarczającym sygnałem.

Kiedy mijały miesiące mojej nauki jeździectwa, nawet nie zauważyłem jak coraz lepiej potrafiłem dogadać się nie tylko z końmi, ale jak bardzo pozytywnie zmieniły się moje relacje z ludźmi.

Ta jedność z koniem, kiedy wysyłacie mu delikatne sygnały i niemal telepatycznie rozumiecie swoje nastroje i obawy, jest niepowtarzalnym doświadczeniem. Konie są bardzo ostrożne wręcz płochliwe szczególnie podczas jazdy w terenie. Wtedy najlepiej widać, że spokój jeźdźca powoduje, że koń wykona zadanie, jakie z innym jeźdźcem byłoby nawet nie do pomyślenia. Wiecie, że on ufa wam tak, że pokona naturalny strach.

Po latach, kiedy już miałem uprawnienia instruktora i trenera jeździectwa, jako woluntariusz zacząłem prowadzić jazdy hipoterapii dla dzieci z porażeniami mózgowymi, a także dla dzieci autystycznych. Do tej pracy mieliśmy najbardziej zrównoważone konie. Widziałem jak te dzieci reagowały na kontakt ze zwierzakami. Rodzice mówili czasem, że po raz pierwszy od lat widzieli swoje dzieci uśmiechnięte i radosne. A konie? One zawsze wyczuwały, że te dzieci potrzebują specjalnie delikatnego traktowania.

Często stojąc w środku maneżu i prowadząc rekreacyjne jazdy, widywałem podobnych sobie zestresowanych młodych ludzi i widziałem te przemiany, jakie towarzyszyły ich postępom w jeździectwie.

Pracowałem podobnie jak mój instruktor, który z właściwą sobie mądrością tak kierował moim procesem nauczania jeździectwa, że nawet nie zauważyłem, kiedy zacząłem dogadywać się z końmi, ale i poprawiłem swoje relacje międzyludzkie.

I pewnego dnia zabrałem do stajni piękną, dopiero, co poznaną dziewczynę, aby pokazać jej konie. Wszedłem do boksu Pigularza i jak zawsze przywitałem się z nim. Stanąłem naprzeciw niego, a on podszedł i zbliżył chrapy do mojej twarzy tak, że delikatnie muskał mój nos, postawił uszy i patrzył mi głęboko w oczy, a potem przeciągle burcząc i wibrując delikatnie wypuścił z nozdrzy gorące powietrze i tak staliśmy jakiś czas bez ruchu, ja z rękami na jego szyi a on z ze łbem wtulonym w moje piersi i twarz.

Lubię to! Skomentuj86 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości