Zebe Zebe
95
BLOG

Rok wielkiej prywatyzacji

Zebe Zebe Polityka Obserwuj notkę 30

Dyrektorzy państwowych przedsiębiorstw, ich zastępcy, prezesi spółdzielni oraz działacze partyjni okazali się zwycięzcami w wyścigu przy podziale prywatyzacyjnego tortu. Bowiem faktyczna prywatyzacja zaczęła się w Polsce jeszcze przed 1990 rokiem.

W naszym kraju utarło się powiedzenie o tak zwanym uwłaszczeniu nomenklatury - mówi prof. Jacek Tittenbrun, poznański socjolog, który od kilkunastu lat bada prywatyzację, autor książki "Meandry polskiej prywatyzacji". - W rzeczywistości majątki przedsiębiorstw za bezcen przejmowali nie tylko członkowie ówczesnej władzy, ale także kierownicy, dyrektorzy, czy ich rodziny i znajomi. To stwarzało pole do wielu nadużyć.

Wprowadzone w 1990 roku przepisy miały taką dziką prywatyzację ucywilizować - tłumaczy prof. Jacek Tittenbrun. - W rzeczywistości jednak zwłaszcza pierwsza połowa lat 90. to niekończące się gry, układy. Kierownicy przedsiębiorstw państwowych często próbowali dogadywać się z inwestorami, zawierali z nimi zakulisowe porozumienia. A inwestorzy, zwłaszcza zagraniczni, musieli na nich polegać, bo przecież nie mieli wiedzy o lokalnym rynku.

 

Rządowi było trudno przekonać Polaków do prywatyzacji, która już wówczas zaczęła być utożsamiana z grabieżą majątku narodowego.
Prywatyzujący wpadli więc na pomysł, by każdy Polak stał się właścicielem kawałka tego tortu. Ruszył Program Powszechnej Prywatyzacji (PPP). Chodziło o to, by ponad 500 państwowych przedsiębiorstw przekształcić w spółki prawa handlowego zarządzane przez Narodowe Fundusze Inwestycyjne, a kupno ich akcji zaproponować Polakom. Każdemu przysługiwało jedno świadectwo udziałowe za 20 złotych.
Okazało się jednak, że kapitalistą jest tylko ten, kto miał wcześniej spory kapitał.
Większość osób od razu pozbyła się bowiem swoich świadectw sprzedając je ulicznym konikom, którzy płacili około 100 złotych za jeden papier, aby następnie sprzedać je na giełdzie.

NFI były, jak się wkrótce okazało , fiaskiem. Od początku PPP, zarządzane przez nie firmy,  straciły około dwie trzecie swojej wartości, zwolniły też trzy czwarte pracowników.

Jeżeli mówić w kategoriach "wygranych na prywatyzacji" , to takimi wygranymi  są pracownicy dużych firm, którym udało się skorzystać na pakietach akcji pracowniczych. Budżetówka obeszła się w całości smakiem.

Osobny rozdział w opowieści o prywatyzacji stanowi sprzedaż akcji banków, które w większości trafiły w ręce zagranicznych inwestorów.

Obok wielkich sprzedaży, o których było głośno w całej Polsce, prywatyzacja to przede wszystkim setki mniejszych zakładów, których sprzedaż w wielu przypadkach okazywała się totalnym fiaskiem i lokalnym dramatem.

Z perspektywy czasu można ocenić, że to był właśnie największy błąd prywatyzacji. Ministrowie finansów patrzyli na nią tylko z punktu widzenia sprzedawcy, który chce zarobić jak najwięcej. A częściej lepszym rozwiązaniem było wprowadzenie inwestora, który miał przede wszystkim sensowny program restrukturyzacji przedsiębiorstwa i chciał go finansować - twierdzi Wiesław Kaczmarek  w wywiadzie dla money.pl

Ciekaw jestem, jak będzie wyglądała, zapowiadana  na ten rok,  wielka prywatyzacja, opiewająca na ponad 30 mld złotych. Przeszłość nie napawa zbytnim optymizmem.

Nie interesuje mnie , ile rząd zyska. Mnie bardziej interesuje, ile my stracimy.

 

 

Zebe
O mnie Zebe

Large Visitor Globe

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (30)

Inne tematy w dziale Polityka