Amerykański system zdrowia opiera się głównie na prywatnych polisach od pracodawców, a państwo opłaca leczenie tylko wybranym grupom, jak seniorzy czy najubożsi. Obawy społeczeństwa potęguje wzrost składek ubezpieczeniowych, opartych na wspólnej puli ryzyka. Od 2020 r. ceny domów w USA wzrosły o 52 proc., a żywności o 30 proc. co znacznie pogorszyło sytuację materialną Amerykanów. Szczególnie dotkliwie odczuli to przedstawiciele klasy średniej, której po prostu brakuje pieniędzy na życie.
Dlaczego Amerykanie rezygnują z wizyt u lekarza
Wszystko to sprawiło, że w minionym roku 36 proc. Amerykanów nie było stać na opłacenie wizyty u lekarza. Inaczej mówić aż aż 36 proc. dorosłych zrezygnowało z lekarza ze względów finansowych. Koszty leczenia w USA rosną, budząc niepokój - poinformował portal Axios w oparciu o badania niezależnej organizacji zdrowotnej KFF oraz sondaże Ipsos.
Rosną stawki i bezpośrednie wydatki pacjentów dopłacających z własnej kieszeni do wizyt. W dekadę składki rodzinne wzrosły o 52 proc., a wydatki na zdrowie przekraczają 5 bilionów dolarów rocznie. Napędza to opieka szpitalna (wzrost o 10 proc. w latach 2023-2024) i leki na receptę (wzrost o 8 proc. w 2024) - podkreśla Axios.
Zmniejszenie kosztów utrudnia skomplikowany system, braki w wymianie danych, marnotrawstwo i nieefektywne przepisy.– Także polityka federalna, która prowadzi do większej złożoności systemu opieki zdrowotnej, utrudnia rozwiązanie problemu. Przykładem jest ustawa „No Surprises” wprowadzona w celu ochrony pacjentów przed nieoczekiwanymi rachunkami za leczenie w nagłych wypadkach i poza siecią – zaznaczył Axios.
Rosnące koszty życia i składki uderzają w klasę średnią
Przepisy te stworzyły luki pozwalające placówkom spoza sieci na stosowanie czterokrotnie wyższych stawek, co rodzi spory i podnosi składki. Badania amerykańskiej firmy ubezpieczeniowej Elevance Health dowodzą też, że pacjenci przepłacają za te same usługi. Np. terapia infuzyjna w szpitalach jest o 42 proc. droższa niż w innych placówkach, przy identycznych efektach.
Przypomnijmy, że jednocześnie Coraz więcej Amerykanów z klasy średniej sprzedaje osocze, by pokryć podstawowe wydatki. Dlatego w Stanach Zjednoczonych rośnie liczba osób odpłatnie oddających osocze krwi, by opłacić rachunki i wydatki domowe. W ubiegłym roku Amerykanie zarobili w ten sposób 4,7 mld dol. Punkty poboru osocza wyrastają w dzielnicach klasy średniej, w tym na przedmieściach.
Sprzedaż osocza jako sposób na przetrwanie finansowe
W punktach poboru plazmy w całych Stanach Zjednoczonych każdego dnia pojawia się ok. 200 tys. osób; w zeszłym roku Amerykanie sprzedali ok. 62,5 mln litrów osocza, o ponad 30 proc. więcej niż w 2022 roku. NBC News wskazuje, że zjawisko nasila się w związku z rosnącymi kosztami życia, a przedstawiciele klasy średniej szukają dodatkowego źródła dochodu. Punkty poboru powstają w podmiejskich galeriach handlowych oraz w miasteczkach uniwersyteckich. Obecnie w całym kraju ok. 1200 takich punktów.
Nie wiadomo, czy gospodarka USA będzie rozwijać się na tyle, by Amerykanów stać było na więcej. Na razie na Wall Street odnotowano mocne spadki na Wall Street. inwestorzy z niepokojem obserwowali gwałtownie rosnące ceny ropy naftowej. Dow spadł ponad 700 punktów i jest najniżej od początku 2026 roku.
- Jeśli koszty energii i ceny benzyny utrzymają się na obecnym poziomie lub wzrosną przez jakiś czas z powodu wydarzeń na Bliskim Wschodzie, może to wpłynąć na nastroje konsumentów i sprawić, że kwestie dostępności cenowej wysuną się na pierwszy plan w miarę zbliżania się wyborów parlamentarnych - powiedział Anthony Saglimbene, główny strateg rynkowy w Ameriprise.
Fot. Szpital w Baltimore/Wikipedia
Tomasz Wypych








Komentarze
Pokaż komentarze (31)