Piszę w tym tekście o moim aktualnym podejściu do footballu. Nie piszę o klubach, które darzę sympatią do dziś. Piszę o moim duchu kibica, który chyba uleciał.
To stało się jakieś 4 lata temu. Przestałem chodzić i jeździć na mecze. Poczułem jakieś przesilenie czy też bezsens tego co robię. Złapałem się na tym, że ostatnie 10 lat to już nie było kibicowanie. Z kibica, który emocjonalnie podchodził do meczów swojej drużyny uszło powietrze.
Gdy w połowie lat 90-tych zaangażowałem się w działalność sportową, to nie zdawałem sobie wtedy sprawy, że wszystko ma swoje dobre i złe strony. Kim jest przeciętny działacz ? Przeciętny działacz jest fanatykiem. On po prostu przestaje być kibicem. Kibic to człowiek wolny, dysponujący swoją osobą. Kibicowi wolno wiele, o wiele więcej niż wiele. Kibic może się wypiąć na klub , działaczy czy też sponsorów, bo kibicowi można naskoczyć.
Co innego taki działacz, czy też decydent klubowy. Owszem, reagujesz na zwycięstwa i porażki. Cieszysz się i popadasz w zwątpienie, ale inaczej. To nie ma już nic wspólnego z kibicem. Stajesz się zakładnikiem samego siebie. Każdy kolejny mecz zaczyna się dla ciebie wraz z ostatnim , kolejnym gwizdkiem sędziego. No bo czasu brak, no bo kontuzje, no bo premie, no bo sponsorzy, no i kibice, dla których to wszystko. Trzeba jeszcze na mecz lub dwa pojechać, żeby zobaczyć co tamci grają.
Kolejne treningi, rozmowy z trenerem, z zawodnikami. Kolejne pisma ze Związku i kolejne odpowiedzi, odwołania, a czasem protesty. Śledzenie przeciwnika. Kto nam będzie sędziował, uff… i tak do soboty. No a pod koniec sezonu trzeba rozmawiać z zawodnikami, żeby grali dalej u nas. Trzeba pojeździć po innych klubach i starać się o tych wypatrzonych.
Gdzież tu czas na kibicowanie ? Jeszcze tego nie wiesz, jeszcze nie dociera.
W końcu wszystko się kiedyś kończy. Zrezygnowałem z prowadzenia klubu na rzecz opozycji, która w dobrych czasach zapragnęła splendorów. Przestałem też być działaczem, bo klimat był już zgoła inny. Nie widziano mnie w klubie. Postanowiono sobie radzić beze mnie.
Mogłem ponownie stać się kibicem. Łatwo powiedzieć. Ja już myślałem o piłce inaczej. Zbyt dużo się dowiedziałem na tematy opisane powyżej. Inaczej też zacząłem patrzeć na zawodników, ich umiejętności oraz wartość sportową poszczególnych drużyn. Zacząłem mecze analizować beznamiętnie.
Przyszły szybko gorsze czasy w klubie. Zwrócono się do mnie, bym wrócił. Zgodziłem się pomagać jako wolny strzelec. Zespół uratował się przed spadkami kolejne trzy sezony. Widziałem jednak, że znów wpadam w ten amok. Przyszedł moment, że definitywnie odszedłem, po tym, jak z Klubu odeszli podstawowi zawodnicy widząc brak zainteresowania Zarządu rozwojem drużyny.
Wtedy też przestałem pojawiać się na trybunach. Tak to trwa do dziś. Mój Klub spadł na samo dno.
Tylko, że ja już nie kibicuję, ja analizuję, czy też „malkontencę”. Nie potrafię już być zwykłym kibicem, czego Annie szczerze zazdroszczę.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)