Jak to przeważnie bywa , narzędzia, które ktoś tam wymyślił w jakimś celu niekoniecznie znajdują zastosowanie zgodnie z intencjami twórcy. Ponoć coca cola działa skuteczniej niż najlepszy odrdzewiacz, a sok z cytryny najlepiej czyści srebro.
Mamy wreszcie twittera dzięki któremu w sposób dziecinnie prosty możemy uzyskać opinię głupka, chłopka roztropka, idioty, kretyna, kłamcy, pedała, rasisty, ksenofoba, faszysty, bufona, narcyza, hipokryty, (…) no i zwykłego ciecia. Nie ma co marzyć, by zyskać opinię mądrego, roztropnego, uczciwego (…), a nader wszystko odpowiedzialnego.
Dzieje się tak dlatego, ze twitter stał się największym światowym skupiskiem trolli wszelkiej maści. Stał się też głównym źródłem obciachu dla niektórych i źródłem inspiracji dla sporej reszty. Dzieje twittera są więc w pewnym sensie dziejami kiczu, który w prostej linii wywodzi się z przemożnej chęci małpowania innych.
Chyba większość z nas pamięta jak europoseł Siwiec twitował z kościoła , w którym ślub brała jedynaczka Kwaśniewskiego. Warto też przypomnieć twit naszego premiera z grudnia ubiegłego roku - Leżę z grypą w łóżku a obok żona, nie Graś! I to wszystko „live” na antenie TVN24 . Oj było używanie na blogach.
Albo takie coś w wykonaniu premiera - 2013 będzie dla PL lepszy niż sądzą pesymiści. Unikniemy recesji, będą nowe pozytywne rekordy na obligacjach, spadek bezrobocia w 2 poł.
Zapewne pamiętamy też jak niemiecki „Die Welt” napisał na podstawie twitterowej aktywności Radosława Sikorskiego i jego żony - "Amerykańskie uderzenie wojskowe przeciwko reżimowi w Syrii wydawało się sprawą przesądzoną, aż do chwili, gdy szef dyplomacji USA John Kerry usłyszał o pewnym pomyśle, który powstał w Polsce" . Posłużono się niejednoznacznymi sugestiami Sikorskiego, z których nic takiego co napisano nie wynikało. Sporo MEM-ów z tej okazji powstało.
Takich i podobnych przykładów nożna by przytoczyć tysiące i kolejne setki tysięcy zabawnych komentarzy.
Wczoraj zaś weszliśmy na kolejny poziom twittowania. Otóż Ministerstwo Propagandy Unijnej pod zarządem wicepremier Bieńkowskiej odbijało dzielnie piłeczkę w trakcie konferencji prasowej Jarosława Kaczyńskiego. Było to tego stopnia infantylne, że aż żenujące.
Można zrozumieć, że Bieńkowska jest osobą ambitną i kutą na cztery łapy, ale co zaś, to zaś. Pomysł nie wypalił i przy okazji stał się dobrym pretekstem do poużywania sobie PIS-owców w stosunku do blond minister.
Granica obciachu i śmieszności jest bardzo płynna. Potem to już tylko zwyczajny polityczny kicz.




Komentarze
Pokaż komentarze (22)