17 obserwujących
820 notek
1268k odsłon
217 odsłon

5. Co nimi kierowało, co było motorem tak skrajnego ryzyka?

Wykop Skomentuj4

1. 2. 3. 4.https://www.salon24.pl/u/andrzej111/1018115,5


Sprawa warunków, na jakich Jan Góral zgodził się przechowywać żydowskich uciekinierów, jest niezbyt jasna: brak jest dowodów materialnych, główni bohaterowie i ich małżonki od dawna nie żyją, a wyjaśnienia ich potomków są sprzeczne. 1) Jerry Koenig: Skoro tylko tatuś zdecydował, że musimy się ukryć, przy pomocy dwóch młodych ludzi wyszukano w pobliżu Kosowa chłopską rodzinę, która chciała skorzystać z oferty. Nagrodą dla rodziny Góralów miało być nasze gospodarstwo (folwark w Albinowie).

2) Michael Koenig: Porozumienie między ojcem, a Góralem stanowiło, że Góral otrzyma połowę gospodarstwa w Albinowie tylko wówczas, kiedy cała nasza jedenastka będzie żywa w dniu wyzwolenia. Oczywiście, Góral mógł powiedzieć nam, żebyśmy sobie poszli i zabrać siłą nasz dobytek w każdej chwili, ale tego nie zrobił. Dlaczego? Góralowie byli żarliwymi, uczęszczającymi do kościoła katolikami. Czy to były ich silne przekonania religijne? Być może, ale sama religijna żarliwość nie wyjaśnia w pełni ich postępowania. Góralowie byli prostymi, przyzwoitymi ludźmi. Prawdopodobnie ich elementarne współczucie i człowieczeństwo nie pozwoliło im nas wyrzucić. Jakie by nie były powody jego postępowania, egoistyczne, czy altruistyczne, pragnę oddać hołd temu odważnemu człowiekowi, który ocalił nasze życie.

Warto mieć na uwadze, że folwark „Kraszew” nie posiadał dla Koenigsztajnów większej wartości, jego posiadanie w okresie przedwojennym miało świadczyć raczej o ich wysokiej pozycji społecznej i ziemiańskich aspiracjach. Kiedy Izydor obiecywał przeniesienie własności owej nieruchomości na Górala, nie władał nią od co najmniej dwóch lat i było wątpliwe, czy ją odzyska po zakończeniu wojny, czy więc z jego strony było to uczciwe? Nie można wykluczyć, że pomimo słabego wykształcenia, zdawał sobie sprawę z tych uwarunkowań także Jan Góral. Twierdzenie synów Izydora, że tylko dzięki „Kraszewowi” rodzinie udało się przeżyć holocaust jest więc nadużyciem – przecież w grupie jedenastu osób w schronie Góralów nikt poza Koenigsztajnami nie posiadał gruntów rolnych, a mimo braku tej „przynęty” zostali oni wszyscy przyjęci do schronu i przeżyli.

Bez przesady można zaryzykować twierdzenie, że ogromnej większości Żydów udało się przeżyć na wsi nie dzięki temu, że ofiarowali swoim chłopskim zbawcom „morgi”, ale dzięki solidarności ludzkiej i afirmowaniu przez nich wartości chrześcijańskich, czy humanistycznych. Do grupy takich wybawców należał – zdaniem swoich potomków – Jan Góral. 3) Teresa Waligóra: Ponieważ mój dziadek nie chciał wziąć żadnych pieniędzy, to pan Koenigsztajn przepisał dziadkowi znaczną część swego majątku w Albinowie. Mama (Czesława Góral) mówiła, że ten dokument nigdy nie ujrzał światła dziennego, dziadek nigdy z niego nie skorzystał, po prostu zniszczył go. Trochę dziwi, że żaden z braci Koenigsztajnów nie wspomina, czy i jak ich ojciec w tej sytuacji zamierzał wywiązać się z obiecanej Góralom „nagrody”, która – podążając tropem Koenigsztajnów – im się należała, skoro wyzwolenia doczekała cała rodzina Koenigsztajnów i jeszcze siedem innych osób.

Z uzyskanych od Teresy Waligóry wyjaśnień wynika, że Góralowie nie otrzymali ani wtedy, ani później, żadnej nagrody za uratowanie im życia od Koenigsztajnów, ani od pozostałych ocaleńców, mimo, że niektórzy z nich jak np. Mendel Rzepka, czy Fejga Głownia, utrzymywali jeszcze przez kilka lat kontakt listowy ze swoimi wybawcami. Rodzina Koenigsztajnów, przy pomocy braci Rzepków, opuściła nielegalnie Polskę w 1946 r. jako rzekomi przymusowi greccy robotnicy w ramach organizowanej przez syjonistów tajnej akcji „Alija Bet” i przez następne pięć lat mieszkała w Niemczech Zachodnich (Monachium). To też ciekawy aspekt w obliczu wojennych przeżyć. Z chwilą wyjazdu za granicę wszelki kontakt z Góralami został zerwany, co trwało aż do 2012 r. Obawialiśmy się, że korespondując z nimi, mogliśmy ich narazić na prześladowania ze strony sąsiadów, lub komunistycznego reżymu polskiego - tłumaczył zerwanie kontaktów przez całą rodzinę Michael Koenig. Czy aby na pewno?


Dwie refleksję narzucają się w związku z opisywaną sytuacją, po pierwsze, jak to możliwe, że po takich przejściach zaraz po zakończeniu wojny część ocaleńców udała się bezpośrednio do Niemiec, gdzie przecież ich niedawni prześladowcy nie zniknęli, ani nie rozpłynęli się we mgle? Jak mogli tam obok nich żyć?  I po drugie, dlaczego po takiej traumie jaką zafundowali im Niemcy wielu z nich mówiło, ze bardziej bało się w czasie wojny Polaków, niż Niemców, czyżby byli dla nich bardziej humanitarni?

Ja mam własną hipotezę na ten temat, która chyba tłumaczy obydwa te niezrozumiałe dla nas przypadki. Nie wszyscy chyba wiedzą, że tworzenie gett żydowskich przez Niemców było, przynajmniej w początkowej fazie, odbierane przez samych Żydów, jako coś pozytywnego i spełnienie dawno oczekiwanych postulatów. Chcieli uniezależnić się od polskich instytucji, samostanowić o sobie i na początek to dostali. Jak było później, wiemy.  Otóż praktycznie nie ma świadków, którzy spotkali się bezpośrednio z barbarzyństwem Niemców, bo tacy z przyczyn oczywistych nie przeżyli. Nawet w obozach, jak Treblinka, większość "czarnej roboty" łącznie z nadzorowaniem całości, wykonywana była rękami wachmanów (zob. Wiki.) Ci którzy przeżyli wojnę na tych terenach uratowali życie tylko dzięki pomocy miejscowej ludności. Wyobraźcie sobie nawet na opisywanym tu przykładzie prawie dwuletnią gehennę kilkunastu osób w małym schronie, niczym ziemianka. Udręka, którą przeżyli w tym czasie jest nie do wyobrażenia i nie do opisania. Jakie mają później wspomnienia, co zapamiętały z tamtego okresu małe dzieci? Przez ten cały czas  nie widzieli ani razu Niemca, tylko Polaków, którzy im pomagali. I to właśnie jest powodem, że te wszystkie udręki wiążą nie z bezpośrednimi sprawcami, lecz tymi, którzy im pomogli. Innego wytłumaczenia nie ma.








Cdn.
Te historie zostały  przedstawione w relacjach członków rodziny: Michaela (dawniej Michała) i Jerry' ego (dawniej Jerzego), po zmianie nazwiska – Koenigów, oraz Henryki Siniakowskiej (z domu Góral, córki Jana) i urodzonej po wojnie Teresy Waligóry (córkiCzesławy z domu Góral, też córki Jana).

Wykop Skomentuj4
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura