Zdzisiu Kręcina bez wątpienia jest symbolem polskiej piłki. Nie ma dwóch zdań. Jego postura, fizjonomia i fachowość po prostu mówi wszystko o polskiej "skopanej". Zdzisiu tkwi w PZPN niczym falochron na wzburzonym morzu. Jest nie do ruszenia. Różne burze targały piłkarskim związkiem, ale Kręciny nie sposób ruszyć z posad. Swoją drogą nazwisko Zdzisia idealnie pasuje do pezetpeenowskiego towarzystwa. Chciałem nawet zaproponować, aby właśnie na jego podobieństwo stworzyć maskotkę Euro 2012, bo Zdzisiu jakiś taki plastyczny i trochę bajkowy z fizjonomii.
Nieczęsto nasi piłkarze rozpieszczają swoich kibiców zwycięstwami, więc zrozumiałe, że victorię nad gruzińską potęgą trzeba było solidnie opić. W końcu było co! Gdyby nie nasz bramkarz, kadra Smudy zaliczyłaby kolejny blamaż, a tak wynik poszedł w świat. Zdzisiu dzielnie pełnił w Lubinie honory domu, no i mocno zmęczony udał się na powrotny samolot do stolicy. Zmęczony był jednak na tyle, że ostro dał się we znaki współpasażerom, którzy nie mieli życzenia podróżować z nawalonym członkiem prezydium PZPN. Wedle opowieści pasażerów LOT-u, Kręcina bluzgał niczym rasowy menel i podobno bełkotał, że Lato to burak, a Listkiewicz to śliski węgorz. W zasadzie jest to prawda, że alkohol rozwiązuje język, bo szczerość z tych słów buchnęła, że ho,ho.
W efekcie zanudzania podróżnych, straż graniczna wyprowadziła naczelnego pasożyta PZPN z pokładu samolotu. Zdzisiu jest tym faktem niezmiernie zdziwiony. Coś mówił potem o tym, że ma taką przypadłość, że zawsze w aeroplanie musi strzelić sobie browarka. Nie wiem, co to było za piwo, ale ścięło Kręcinę z nóg i mocno rozwiązało język. Swój stan tłumaczył również zmęczeniem meczowym, choć nie dałoby się nie zauważyć, gdyby grał w tym meczu. Pewnie nie wyróżniałby się poziomem od naszych Orłów, ale figury piłkarskiej już nie ma... Po fakcie Zdzisiu coś pitolił o tym, że chrapał i przeszkadzam współpasażerom, potem, że przebukował bilet lotniczy na taksówkę przez Bełchatów, bo pewnie miał tam coś do wypicia… to znaczy do załatwienia.
Wesoły Zdzisiu rozłożył mnie jednak na łopatki swoimi tłumaczeniami. Gdy zobaczył strażników proszących go opuszczenie pokładu, sądził… że przyszli go aresztować w sprawie korupcji. Uśmiałem się do łez. Ależ musiał mieć Kręcina w portkach ze strachu. Swoją drogą, ile można czekać na aresztowanie? Coś sumienie Zdzisia męczy, skoro boi się byle strażników granicznych…


Komentarze
Pokaż komentarze (7)