11 obserwujących
233 notki
122k odsłony
  290   0

teatr mój widzę ogromny...

  1. Goły facet – kobitka goła już spowszedniała
  2. Dymy
  3. Ekrany – tzw. Multimedia
  4. Stroboskop
  5. Mikroporty – bo przecież nie byłoby słychać aktorów
  6. Dłuuugie przedstawienie bez przerwy

Te elementy to niezbędnik postępowego nowoczesnego teatru.

No i tak. Widziałam wczoraj kawałek spektaklu „Nietoperz” w TR dawniej Teatr Rozmaitości. Kawałek, bo po godzinie wyszłam (2 godz. 15 bez przerwy napisano w programie). Byłam naprawdę bliska łez –z wściekłości, że ktoś na chama mnie robi w bambuko.

Od samego wejścia do teatru – jest po prostu brzydko. Szare paskudne ściany, bylejakie foyer, siermiężna widownia – fotele na podestach.  Wow, nowoczesność!

Bileterzy – młodzi „kreatywni”, zachowują się bardziej jak ochroniarze w instytucjach niż jak przedstawiciele gospodarzy przybytku kultury.

No i zaczyna się przedstawienie…. Jest! Jest golas! Na ekranach zbliżenie agonii bohatera.

Teraz – a jakże inaczej – stroboskop i dance golasa. Piosenka. Nie bardzo wiem o czym, bo szukam pozycji, żeby obronić się przed stroboskopem.

Ok. Normalne światło. Dekoracja przedstawia coś na kształt sali szpitalnego OIOMu. Okazuje się, że jesteśmy we właśnie zamykanej klinice, gdzie dokonuje się eutanazji. Ostatni dzień jej działalności.

Ma być uśpiony sparaliżowany dyrygent i jego żona. Piosenka. Snuje się po scenie aktorka, która  gra córkę pary. Coś tam opowiada, ale nawet mimo mikroportu nie bardzo można zrozumieć. 

Nuda – niby czarna komedia, ale kompletnie nieśmieszna, nawet obowiązkowe słowa na k… i pie…. nie rozbawiają (w większości młodej) publiki.

Piosenka – coś chyba o Straussie, a, dlatego tytuł „Nietoperz”…

Coraz to jakieś teatralne gierki, kompletnie nic nie wnoszące, np. scenka zapalenia papierosa przez „skazańca” – jakaś erotyczna tzw. interakcja z panią asystentką właściciela kliniki. Mam skojarzenie z chałturą na festynie w Koziegłowach czy gdzie tam. Nawtykane różne joki – baba z brodą, karzeł, śpiewaczka operetkowa, iluzjonista – i będzie.

Ma być śmiesznie? – nie jest, ma być groza śmierci? – nie jest, ma być moralitet?– nie jest.

Jest nudno, przewidywalnie, jest po prostu „żadnie”. Po godzinie uznałam, że szkoda mi czasu.

Szkoda świetnego aktora jakim jest Adam Woronowicz, żal pozostałych, a niestety nie żal artystki Romy Gąsiorowskiej.

Potem wyczytałam, że to spektakl nagradzany na wielu festiwalach. Rany boskie, to jakie były inne przedstawienia w tych konkursach???

Komu zależy na promowaniu takiego teatru w Polsce? Dopóki w Warszawie był taki jeden Jarzyna z Warlikowskim – ok, dobra, niech będzie i taki.  Ale dziś już prawie wszystkie  są na jedno kopyto.

Rodzynek to Teatr Współczesny na Mokotowskiej. I ponoć Narodowy – dawno nie byłam.

Zawsze oczywiście można iść na Mamma Mia do dawnej operetki, czy na farsę do Kwadratu.

Ale chyba nie o to widzowi chodzi. Nie tego oczekuje od teatru.

Przynajmniej ja nie.

Lubię to! Skomentuj16 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale