Układ otwarty
Ucz się tak, jakbyś miał żyć wiecznie, żyj tak jakbyś miał umrzeć jutro" Życie jest religią.
181 obserwujących
1340 notek
3211k odsłon
3055 odsłon

Na imię mi Legion, bo nas jest wielu

Wykop Skomentuj2

Ta notka jest ekstra - kopia notki z 22-12 - 2008, której udało sie wyparować z Salonu. Dopytywał się o nią newdem, więc ja wklejam z mojego archiwum. Linki do innych notek z Sanu nie będą oczywiście działac. Któregoś dnia uaktualnię listę moich wszystkich notek - bo stare linki przestały działać.
 
Jest to przerywnik w naszej podróży do krainy spinu. Jutro będzie ciąg dalszy wyprawy - dekonstrukcja spinora.
 
 
Od tego cytatu z Ewangelii św. Marka zaczyna się esej dra Andrzeja Kapusty z UMCS p.t. „Filozoficzne aspekty zaburzeń tożsamości osobowej”.
I zapytał go: 'Jak ci na imię?' Odpowiedział Mu:
'Na imię mi Legion, bo nas jest wielu'
Ewangelia wg św. Marka, 5, 9
W terminologii psychiatrii amerykańskiej określa się to jako MPD/DID (Multiple Personality Disorder, przemianowane później (1994) na Dissociative Identity Disorder). Zjawisko obserwowane i badane na szeroką skalę przede wszystkim w USA. Cytaty poniżej są z eseju Andrzeja Kapusty. Pogrubienia moje.
Szczególnym zainteresowaniem filozofów umysłu, epistemologów i etyków, cieszą się zaburzenia tożsamości osobowej obecne w przypadku takich zaburzeń jak:osobowość wieloraka, autyzm i schizofrenia, a także niektórych prowadzących do utraty poczucia tożsamości zaburzeń neurologicznych.”
Nie jestem ani filozofem umysłu ani też epistemologiem czy etykiem. A jednak zjawisko to i mnie interesuje. Czemu? Będąc fizykiem teoretykiem widzę w tym zjawisku mechanizmy podobne do tych występujacych w zachowaniu mechanicznych układów złożonych, w dynamice nieliniowej i w układach opisywanych przez mechanikę kwantową. Pojawia się tu coś przypominającego samoorganizację, bifurkacje, struktury fraktalne, dualizm korpuskularno falowy, skoki kwantowe.
Na ile jesteśmy w stanie akceptować brak spójności naszego myślenia i działania, za nim uznamy, że granica normalności została przekroczona? W swym życiu jednostka może odgrywać różne role społeczne, przeżywać wewnętrzne dylematy, konflikty, rozdarcia. Wszystko to jest częścią naszej kondycji. A jednak czasami proces dezorganizacji osobowości zachodzi tak daleko, że nie jest ona w stanie sprawnie funkcjonować, przestaje być podmiotem własnych myśli i pragnień.Neurologia, psychologia i psychiatria pragną w sposób naukowy określić mechanizmy podtrzymujące naszą tożsamość, fakt ciągłości i jedności doświadczenia. Pojawia się pytanie, czy nauka pozwoli nam te zagadnienia rozwikłać, czy też nieuchronnie skazani jesteśmy na definiowanie własnej tożsamości w kontekście świata w którym żyjemy i wartości, które wyznajemy?
....
Damasio próbuje odnaleźć „neuronalne ja”, którego funkcjonowanie stara się ustalić na podstawie neurologicznych defektów i symptomatologii1. Amerykański neurolog stwierdza, że u podstaw jedności tożsamości tkwi pewienneurologiczny mechanizm, który odpowiada za przedwerbalne, pierwotne poczucie własnej tożsamości. To na bazie tej neurologicznej tożsamości, dzięki pamięci i językowi, budowana jest dojrzała postać samoświadomości i tożsamości. Dysocjacje osobowości zdają się burzyć ten kartezjański obraz punktowej tożsamości, która wyraża się w postaci formuły: jedno ciało: jedno ja. Dysocjacje osobowości (zwane w polskiej psychopatologiinerwicami dysocjacyjnymi, a szczególnie ta ich postać, która nosi nazwę „osobowości wielorakiej”,polega na obecności szeregu osób w jednym ciele. Co więcej, te „osoby” mogą znacznie różnić się między sobą cechami charakteru, wiekiem, czy nawet płcią. Brak ciągłości świadomości oraz przechodzenie z jednej tożsamości w drugą, sugerują obecność w jednym ciele wielu osób. Przypadki te mogą świadczyć o pierwotnej niespójności naszej tożsamości, czy nawet łatwości rozmnożenia ja w naszym ciele.
Nieco dalej w swoim eseju Andrzej Kapusta omawia punkt widzenia Dennetta. Ciekawy szkic Daniela C. Dennetta, choć na inny temat, „MIŁOŚĆ DO BOGA”, prezentuje go jako myśliciela niezależnego. Szkic kończy pytaniem: „Namawiając do zestawienia argumentów za i przeciw religii, ryzykuję uderzenie w twarz lub coś więcej, lecz podtrzymuję to wezwanie. Dlaczego? Ponieważ jestem przekonany, że złamanie tego czaru jest bardzo ważne i pozwoli wnikliwie odnieść się do pytania, które postawiłem na początku niniejszego paragrafu: czy mają rację ci, którzy twierdzą, że religia stanowi najlepszą drogę do dobrego życia?
Z ciekawością przeczytałem więc rozdział „Speaking of Our Selvesz ksiązki Dennetta „Brainchildren. Esseys on Designing Minds, rozdział napisany wspólnie z brytyjskim psychologiem Nicholasem Humphreyem a dotyczący właśnie osobowości wielorakiej. Sam Dennett jest wyraźnie oblatany w zagadnieniach bliskich informatyce, sztucznej inteligencji i programowaniu, patrzy więc na zagadnienia z zakresu psychologii podobnie jak i ja staram się patrzeć – szukając pomocnych analogii.
Co można powiedzieć o zjawisku osobowości wielorakiej? Otóż zazwyczaj ujawnia się ono w całej okazałości dopiero w wyniku oddziaływania z terapeutą lub z terapeutami. Dennett i Humphrey wspominają przypadek, gdy jedna osobowość danego człowieka leczyła się u jednego terapeuty a druga u innego. W wyniku oddziaływania z terapeutą ujawnić może się nawetkilkanaście róznych osobowościz różnymi imionami, temperemantami, charakterami pisma, zakresami pamięci. Zaburzenie to pojawia się częsciej u kobiet niż u mężczyzn (ok. czterokrotnie częsciej). Nie jest to aż tak dziwne jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że dziewczynki bywają niestety patologicznie wykorzystywane przez mężczyzn do dość niecnych celów. Dennett i Humphrey przytaczają przykłady.
Wróćmy jednak do eseju Andrzeja Kapusty. Pisze:
Damasio podkreśla, żew danym momencie, świadome jest tylko jedno z szeregu ja osobowości wielorakiej. Inne jaźnie osoby chorej mogą się pojawić po wycofaniu się ze stanu aktywności ja dotychczas aktywnego. Niemożność aktywnej współobecności wielu jaźni jest związana z mechanizmem neuronalnym odpowiedzialnym za pojawienie się punktowej tożsamości. Zwielokrotnienie liczby ja, rozszczepienie osobowości, jest procesem wtórnym wobec pierwotnych procesów tworzenia świadomości.
W poprzedniej nocie przedstawiłem znane zjawisko, z zakresu iluzji wzrokowych, kiedy to patrząc na obraz to widzimy jedno to drugie. Dopytywałem czytelników czy mogą widzieć obie postaciejednocześnie. KAP zauważył, że „Też widzę/przypominam dwie na raz. Podczas widzenia i przypominania uaktywniane są te same obszary mózgu, więc nie ma różnicy pomiędzy jednym a drugim”. Tymczasem obserwacje psychiatryczne wydają się wskazywać na to, że w przypadku osobowości wielokrotnej jedna osobowość nie ma dostępu do zakresu pamięci innych osobowości, no z wyjatkiem może pamięci psychomotorycznej. Dennett wręcz przyrównuje to znanego informatykom nieudostępniania jednego katalogu programowi operującego w innym katalogu. Pojawia się więc pytanie czy istnieje „główny program” czy „programista” (super user) mający dostęp do wszystkich katalogów? Dennett w to powątpiewa.
Teza o wielości jaźni, czy braku jej integralności, skłonności do dysocjacji, zawarta jest w tzw. poglądzie kolonialnym. W ramach tego podejścia wielość osobowości mogła się ujawnić, albowiemróżne ja istniały już wcześniej potencjalnie i pojawiły się dzięki określonemu wyzwalającemu zdarzeniu. Z kolei tzw. fikcjonaliści, jak np. Dennett wskazują na trudności ustalenia liczby alter ego poprzez introspekcję, czy w każdy inny sposób. Trudno również ustalić według nich liczbę jaźni istniejących u osobnika zdrowego.Granica między jednością i wielokrotnością trudna jest więc do określenia. Ostatecznie Dennet głosi tezę o nierealności, fikcyjności jaźni. Ilość jaźni nie jest kwestią policzenia, lecz raczej jej intensywności. Jednakże nigdy nie osiąga pełni. Dennett używa tutaj metaforycznego porównania ja ze środkiem ciężkości, który nie ma określonego umiejscowienia. Mówi o jaźni jako „środku narracyjnej ciężkości”.
W pewnym momencie Dennett i Humphrey przyrównują człowieka do kolonii termitów. Dla obserwatora zewnętrznego może działalność takiej kolonii wyglądać na wielce zorganizowaną, kierowaną jakimś super-mózgiem. A jednak czy hipoteza o isnieniu super-mózgu organizującego życie kolonii jest konieczna? A może cała ta działalnośc jest wynikiem naturalnego sprzężenia ze sobą wielu podukładów układu złożonego? Tylko co to jest „naturalne sprzężenie”? Skąd się ono bierze? Z „naturalnej ewolucji”? A skąd się bierze naturalna ewolucja?
I na zakończnie tej dzisiejszej notki jeszcze jeden cytat z Andrzeja Kapusty:
Możliwa jest na przykład świadomość granic własnego umysłu, bez przypisywania sobie sprawstwa własnych myśli. Tak jest w przypadku tzw. nasyłania myśli (thought insertion), gdzie dowiadujemy się od pacjenta, że doświadczane przez niego myśli nie są jego autorstwa.
Spoglądam przez okno i myślę, że ogród wygląda tak przyjemnie, a trawa wygląda świetnie, ale myśli Eammona Andrewsa wnikają do mojego umysłu. Traktuje on mój umysł jak ekran i niczym obraz wyświetla, na nim swoje myśli”1.
Według O’Briena i Opie schizofrenia stanowi „wyjątkowe okno” dla badania funkcjonowania ludzkiej natury. Z faktu zaburzeń typu nasyłanie myśli, czy urojeń prześladowczych i halucynacji słuchowych, wnioskują o złożonym mechanizmie powstawania jedności świadomości. To, co odczuwane jest jako elementarne i proste doświadczenie, kartezjańskie: „myślę, więc jestem”, okazuje się być zjawiskiem złożonym, „wielościeżkowym”: „To, co wiemy o schizofrenii sugeruje, że świadomość fenomenalna, daleka od bycia jednością, jest w każdym momencie wielokrotna: agregatem zjawiskowych elementów, z których każdy jest produktem tworzących świadomość określonych mechanizmów mózgu. Będziemy go nazywać, dla większej zwięzłości świadomością wielościeżkową. W ten sposób możemy go odróżnić od modelu jednościeżkowego zawartego w doktrynie jedności świadomości”
A jak to jest naprawdę? Coż, jesteśmy raczej na początku drogi niż u jej końca.
W kolejnych wpisach wrócę do fraktali kwantowych, które chwilowo odłożyłem na bok
 
komentarze
"w danym momencie, świadome jest tylko jedno z szeregu ja osobowości wielorakiej [...] różne ja istniały już wcześniej potencjalnie i pojawiły się dzięki określonemu wyzwalającemu zdarzeniu."
Czy dobrze rozumiem, że sugerujesz iż nasza osobowość powstaje podczas interakcji z otoczeniem (innej osobowości), że istnieje jako zakres potencjalnych możliwości aż do momentu "pojawienia się punktowej tożsamości."?
"Dennett i Humphrey wspominają przypadek, gdy jedna osobowość danego człowieka leczyła się u jednego terapeuty a druga u innego."
Na tle interakcji pacjenta z lekarzami, ciekawie wygląda interakcja pacjenta z samym sobą. Chyba każdy, kto marzył lub marzy może stwierdzić, że podświadomość jest jak pijana małpa. Dajmy jej "spinacz" a zbuduje nam z tego coś, czego się nie spodziewamy podczas zadawania pytania. Samosprzężenie?
"Pojawia się więc pytanie czy istnieje „główny program” czy „programista” (super user) mający dostęp do wszystkich katalogów? Dennett w to powątpiewa."
Z jednej strony Dennett porównuje człowieka do kolonii termitów, w której cała ta działalność jest wynikiem naturalnego sprzężenia ze sobą wielu podukładów układu złożonego, a z drugiej odrzuca możliwość jeszcze większego układu, łączącego ludzi. Według mnie sprzeczność.
KAP17652  
KAP na tropie Kapały
kap1.salon24.pl22.12.2008 - 17:15
  •  
W zakończeniu tego rozdziału Dennett pisze tak:
"Again, anyone who finds ithard to imagine how it can be right to talk of choices made without a chooser, disapproval without a disapprover, even thoughts occurring without a thinker (Descartes’s res cogitans), should pause to consider the possibility that this barely conceivable step might be a breakthrough, not a mistake. Those who refuse to susspend their intuitive judgments about this insist on imposing categories on discussion that make MPD seem fraudulent if you’re a skeptic, or paranormal if you’re a believer. The principle aim of this essay has been to break down this polarity of thought."
Proponuje zatem wzięcie pod uwagę idei, że "nikogo tak naprawdę nie ma w domu". Faktycznie, taka możliwość a priori istnieje i jej odrzucenie wymaga równie silnych argumentów jak jej przyjęcie. Tak przynajmniej ja to widzę.
Arkadiusz Jadczyk3643059  
Układ otwarty
arkadiusz.jadczyk.salon24.pl22.12.2008 - 20:21
  •  
Wgryzałem się w ten tekst i naprawdę przepraszam, ale nie znalazłem odpowiedzi oprócz tego, że ktoś twierdzi iż celem eseju było rozbicie polaryzacji myśli sceptyków i wierzących. Chyba, że czegoś nie zrozumiałem. Co oznacza, że nikogo nie ma w domu?
KAP17652  
KAP na tropie Kapały
kap1.salon24.pl22.12.2008 - 20:51
  •  
Kiedy prof.Arkadiusz Jadczyk podejmuje tematy dotyczące ułomności psychicznych,ale i rozważań nad psychicznymi stanami człowieka,natychmiast kojarzę,że wypowiadać usiłuje się fizyk,a w szczególności matematyk,który dla tej dziedziny podporządkował fizykę.I cokolwiek Profesor nie chciałby powiedzieć innego,to tak naprawdę jego skłonności filozoficzne wynikają z jego matematycznych wizji,a w nich umiłowania fraktali i kosmologicznej magii liczb.Wiem nawet,co jest Arkadiuszowym celem ostatecznym :matematyka moja miłość.
W tejże samej matematyce jest niestety problem: tożsamość a identyczność:abstrachowanie uniemożliwia bowiem uzgodnienie liczby z jej tożsamością i z identycznością.Już na poziomie 1x1=,2x2= , nie sposób nie zauważyć,że rozważenie tożsamości i identyczności wymusza wiele problemów do rozważenia.Istotą tożsamości jest bowiem stan bycia ze względu na siebie,a istotą identyczności jest stan z uwagi na taki sam stan,ale obiektów porównywanych.Rzecz jednak w tym,że tożsamość nie jest możliwa do stwierdzenia się przez się.Tożsamość "ja",dla jej stwierdzalności wymaga dualizmu psychiczność - fizyczność.Swoją tożsamość stwierdzamy przez zdolność postrzegania i spostrzegania siebie z udziałem doznawania i spostrzegania wzrokowego.Jaźń jest tworem złożonym,nigdy punktowym.Jest oczywiste,że uwarunkowania psychicznego doznawania jestestwa,to wielorakie sprzężenia mikro i makrokosmiczne między światem psychofizycznym człowieka a światem przyrody jako całości.Patalogie psychiki ludzkiej nie budzą kontrowersji tak długo,jak zachowania aberracyjne dotyczą jawnych odstępstw od pewnej średniej normalności.Kiedy jednak próbujemy nanosić pojęcie zaburzeń psychicznych na zachowania ludzkie,gdzie nie zachodzą urojenia schizofreniczne,to wkraczamy w niezwykle niebezpieczny obszar.Niebezpieczeństwo polega tu na tym,że za przejaw chorobowy możliwe jest uznawać zachowania na poziomie logicznym bezbłędne,a tylko z racji ich nie pojmowania klasyfikować negatywnie.Paranoia inventoria jest przykładem tej jednostki chorobowej,która raczej jest narzędziem niszczenia osoby ludzkiej niż jej diagnozowania.Zresztą historia powstania teorii określającej paranoję,to fakt twórczości na zapotrzebowanie polityczne.
Wybacz,Profesorze Arkadiuszu,ale mam szczególny powód,aby postawić taką oto "diagnozę": uporajmy się najpierw z rozwikłaniem istoty obiektów elementarnych,z istotą procesu fizycznego,emergencji,informacji,sterowania procesami, fraktali,aby znając istotę najprostszych złożeń,móc dopiero myśleć o zbadaniu fenomenu człowieka.Fizyk i matematyk usiłujący badać tajemnicę psychiki ludzkiej kojarzy mi się ze znachorem,choć także wiem,że wielu z nich miało doskonałą intuicję medyczną.
Panie Profesorze!:Nie wypowiedziałem krytyki o Panu.Ujawniam zaś tylko to,że cechująca Pana niezwykła staranność o ścislość matematyczną w sprawach psychologii może wykroczyć poza bezpieczny obszar sądów o ludzkich skłonnościach i przypadłościach.
Stanisław Heller36706  
Eureka
stanislawheller.salon24.pl22.12.2008 - 21:39
  •  
Szanowny Panie!
Dni Świąt Bożego Narodzenia niech będą dla Pana pogodne, pełne rodzinnego ciepła, mądrych refleksji, ale również wypełnione humorem i promiennym uśmiechem.
Natomiast Nowy - 2009 Rok - niech kazdy jego dzień, będzie lepszy od poprzedniego a wszystkie będą wypełnione pozytywną realizacją Pana zamierzeń i marzeń.
Życzę też dużo twórczej weny w trakcie opracowywania postów i masowego ich zrozumienia.
Niech się Panu - darzy!!!
Stały czytelnik Pana postów.
Pozdrawiam :)
EFESKA0158  
AUSTENIT
austenit.salon24.pl22.12.2008 - 23:00
  •  
Ta notka Arka powiedziała mi więcej o punkcie widzenia Arka na temat fraktali kwantowych niż wszystkie poprzednie razem wzięte. Poruszanie tematu psychologii w odniesieniu do kwantów wymaga dużo odwagi jeżeli jest się profesorem fizyki i pisze pod własnym nazwiskiem (nawet wtedy, gdy używa się do tego słów np. Dennetta). Bardzo to doceniam i proszę, spójrz na to łaskawszym okiem.
"Swoją tożsamość stwierdzamy przez zdolność postrzegania i spostrzegania siebie z udziałem doznawania i spostrzegania wzrokowego.Jaźń jest tworem złożonym,nigdy punktowym. Jest oczywiste, że uwarunkowania psychicznego doznawania jestestwa, to wielorakie sprzężenia mikro i makrokosmiczne między światem psychofizycznym człowieka, a światem przyrody jako całości."
Jeżeli dobrze zrozumiałem Arka, to napisał to samo, tylko użył do tego innych słów :)
KAP17652  
KAP na tropie Kapały
kap1.salon24.pl22.12.2008 - 23:55
  •  

ark
takie wyrafinowane prestidigitatorstwo erystyczne p. Denneta to szachrajsto lub szamaństwo. Do wyboru.
Zajmująć si długie lata doradztwem podatkowym jestem, wgaje mi się, wyczulony na nie bardziej niż przecietny podatnik, który w gęstwinie niejasnej skłonny jest terminologii zakałdać, ze zawiera ona sens i logikę.
A to tylko szamaństwo.
Radosci i zdrowia życzę z okazji świat obchodzonych w rocznicę Narodzenia Pańskiego.
unukalhai6943  
23.12.2008 - 05:24
Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale