Układ otwarty
Ucz się tak, jakbyś miał żyć wiecznie, żyj tak jakbyś miał umrzeć jutro" Życie jest religią.
185 obserwujących
1433 notki
3411k odsłon
905 odsłon

Kairos i racjonalna irracjonalność

Wykop Skomentuj17

Czy irracjonalność może mieć racjonalne podstawy? A jeśli tak, to kiedy? I jakie są te podstawy? Czy ma jakieś zalety? Czy możemy się racjonalnej irracjonalności nauczyć – jeśli tego chcemy? Czy warto?

Pisze o tym, między innymi, Amelie Frost Benedikt w artykule „On Doing the Right Thing at the Right Time”. Przedstawię najpierw krótkie fragmenty tego artykułu, potem zaś podam i omówię kilka przykładów, przykładów moim zdaniem ilustrujących ten problem.

Autorka artykułu zajmuje się problemem „właściwego momentu” - greckie kairos – w pismach greckiego retoryka i filozofa Gorgiasa.

Grecy znali dwa podstawowe pojęcia czasu: chronos i kairos. Według nich chronos jest absolutny, uniwersalny i obiektywny. Kairos natomiast jest interpretatywny, sytuacyjny i „subiektywny”. Choć subiektywny, nie znaczy to, że mniejszej wagi. Kairos ma bowiem również w sobie elementy obiektywne, choć psychologicznej natury. Zobaczyć „okazję” do działania – to akt subiektywny. Ale okazje przychodzą i odchodzą, niezależnie od tego, czy ktoś je dostrzega czy nie, czy ktoś z nich korzysta czy nie.

Na wszystko jest właściwy moment. Wiedzą o tym producenci win – wino winno się „starzeć” ani nie za długo ani nie za krótko. Wiedzą o tym rolnicy. Właściwy czas dla zbioru zależy od wielu czynników: od pogody, od tempa wzrostu, od rodzaju użytego nawozu itd. itd. Znając te wszystkie obiektywne dane musimy podjąć decyzję, musimy zdecydować który to moment jest właściwy dla danego działania tak, by móc osiągnąć wynik, przy czym o tym jaki to ma być wynik decydujemy sami – decyzja jest subiektywna.

Nasze decyzje są subiektywne i stad w dużej mierze irracjonalne. Gorgias pisał o konieczności podejmowania decyzji w obliczu niepewności – o używaniu „kairos” po to, by osiągnąć coś nowego i irracjonalnego w miejsce niekończącej się nigdy walki przeciwnych sobie tendencji. Miast powtarzać gotowe do użytku recepty stworzone przez tradycję możemy „otworzyć się na irracjonalną nowość oferowaną przez chwilę”. Poprzez kairyczną spontaniczność i poprzez radykalne otworzenie się na przypadek możemy objąć w posiadanie nowe wymiary twórczej kontroli nad światem.

Nie powinniśmy całkowicie polegać na tradycjach – podkreślał Gorgias. Te utrudniają bowiem spontaniczność w odkrywaniu nowego i czucie właściwego, dogodnego momentu. Miast pewności tradycji i patrzenia wstecz, w historię, Gorgias zalecał kultywowanie spontaniczności i radykalnego otwarcia się na przypadek.

Kairos zależy jednak także od tego, do jakiego stopnia znamy samych siebie. Czy zatem umiejętność korzystania z okazji jest sztuką, którą można nabyć, czy też wrodzoną zaletą? Jest sztuką, która może przerodzić się w zaletę, jeśli będzie stosowana w dobrej sprawie. Właściwe użycie tej sztuki wymaga od nas tego, co Gurdjieff określa mianem „rozważania zewnętrznego” - kiedy bierzemy pod uwagę to, co czują w danej chwili inni ludzie.

Przychodzimy np. do kogoś z jakąs sprawą. Ta osoba może być w danej chwili czymś zajęta lub nie mieć odpowiedniego nastroju. Przychodzimy wtedy w „złym czasie”. Czasem taki ktoś odpowie: „nie mogłeś tego wiedzieć, ale przyszedłeś w nie najlepszej dla Twojej sprawy chwili.” Niby nie ponosimy odpowiedzialności za przyjście z naszą sprawą w nieodpowiedniej chwili, nie wiedzieliśmy bowiem o tym, niemniej rezultat jest kiepski. Dlatego dobrze jest w takiej sytuacji od samego początku zapytać: „Czy przychodzę może w nieodpowiedniej chwili?”

Powróćmy jednak do wspomnianego wyżej koniecznego elementu irracjonalności w wyborze „odpowiedniej chwili”, w wyborze, który może prowadzić do stworzenia czegoś nowego, czegoś spoza tradycji. Oto przypadek pierwszy, wziąłem opis tego przypadku z witryny producenta kalendarzy EDICA

OPOWIEŚĆ O CYWILNEJ ODWADZE W CZASACH, GDY NAWET ŻÓŁTY AUTOBUS BYŁ CZARNO-BIAŁY

Był czwartek, 1 grudnia 1955 roku. Jak co dzień po wyjściu z pracy, 42-letnia Rosa Parks wsiadła do autobusu komunikacji miejskiej w centrum Montgomery – amerykańskiego stanu Alabama, by po męczącym dniu spokojnie dotrzeć do domu. Kupiła bilet i zajęła miejsce w tylnej części pojazdu, przeznaczonej dla czarnoskórych pasażerów. Po kilku przystankach przednia część wypełniła się „białymi” obywatelami. Wedle obowiązujących zasad kierowca nakazał, aby „czarni” pasażerowie zwolnili swoje miejsca siedzące. Większość – choć niechętnie – wypełniła to polecenie, tłocząc się wokół tylnych drzwi autobusu. Siedząca przy oknie Parks spojrzała na ponaglającego ją białego mężczyznę i spokojnie oświadczyła, iż nie zamierza ustąpić miejsca. Kiedy groźby i towarzyszące im obelgi nie zadziałały, wściekły kierowca wezwał policję.

Rosa Parks została zatrzymana i osadzona w areszcie miejskim. Proces będący bezpośrednim skutkiem jej decyzji i wielotysięczne demonstracje stały się krokiem milowym na drodze do zniesienia segregacji rasowej w USA. Po latach zapytana o powody swojego działania Rosa Parks powiedziała: „Byłam po prostu zmęczona, zmęczona ciągłym poddawaniem się”.

Nasza polska Wikipedia ma na ten sam temat taką notkę:

Rosa Parks, z domu Rosa Louise McCauley (ur. 4 lutego 1913 w Tuskegee, Alabama, zm. 24 października 2005 w Detroit), amerykańska działaczka na rzecz praw człowieka, Murzynka, symbol walki z segregacją rasową.

Przeszła do historii dzięki wydarzeniu z 1 grudnia 1955. Odmówiła wówczas, w akcie nieposłuszeństwa obywatelskiego, ustąpienia w autobusie miejsca siedzącego białemu mężczyźnie; w autobusach miejskich w Montgomery (Alabama) obowiązywały ostre zasady segregacji rasowej i Rosa Parks została aresztowana za naruszenie przepisów obowiązujących w środkach transportu publicznego. Sprawa dotarła aż do Sądu Najwyższego USA, gdzie uznano zasady segregacji za niekonstytucyjne. Po tym incydencie Martin Luther King zorganizował bojkot autobusów w Montgomery i skutecznie walczył o zniesienie przepisów rasistowskich.

Z kolei Gazeta Wyborcza relacjonuje ten kairyczny moment tak:

 

Rosa Parks nie wstała z miejsca - wspomnienie Dawida Warszawskiego o zmarłej w poniedziałek działaczce czarnych Amerykanów

Dawid Warszawski

2005-10-25

Zapytał mnie: Wstaniesz?

Odpowiedziałam: Nie.

Na to on: Jeśli nie wstaniesz, wezwę policję, żeby cię aresztowali.

Odpowiedziałam: To możesz zrobić.

Pół wieku temu ta wymiana zdań w miejskim autobusie w Montgomery w stanie Alabama zmieniła bieg dziejów. Czarnym wolno było wówczas siedzieć jedynie z tyłu autobusu; miejsca z przodu zarezerwowane były dla białych. Jeśli zaś białych pasażerów było więcej, to siedzący w środku autobusu czarni musieli ustępować im miejsca i stawać z tyłu. 1 grudnia 1955 zabrakło miejsca dla białego mężczyzny i kierowca nakazał czwórce czarnych pasażerów ze środkowego rzędu, by przeszli do tyłu. Niedopuszczalne było, by siedzieli, gdy biały stoi, a także, by musiał on usiąść koło czarnego czy choćby w tym samym rzędzie. Trójka czarnych spełniła polecenie kierowcy, lecz 42-letnia szwaczka Rosa Parks odmówiła. I wtedy wywiązał się ten dialog.

Kierowca wezwał policję, a sąd skazał Parks na grzywnę. W odpowiedzi cała czarna ludność Montgomery zorganizowała bojkot autobusów. Bojkot trwał ponad rok i zakończył się dopiero wtedy, gdy sąd najwyższy zniósł segregację w środkach masowego transportu. Na przestrzeni następnych dziesięciu lat kolejne wyroki i ustawy zlikwidowały amerykańską wersję apartheidu.

Nie byłoby to możliwe bez obywatelskiej determinacji czarnych obywateli USA i wsparcia, jakie otrzymali od części białych (zwłaszcza ważną rolę odegrały tu organizacje żydowskie). Inni biali za to ostrzeliwali mieszane autobusy, mordowali (bez względu na kolor skóry) działaczy praw człowieka. Nadaremno. Ale i obywatelska determinacja niewiele by dała, gdyby nie to, że zadziałał - z opóźnieniem i niekonsekwentnie, ale w końcu skutecznie - amerykański system demokratyczny. Tyle tylko, że ktoś musiał zacząć.

Zadziałał amerykański system demokratyczny? To chyba żarty. Zadziałało „obywatelskie nieposłuszeństwo” - użyte w odpowiedniej chwili. Ten „demokratyczny system” zadziałał niewątpliwie skutecznie gdy 4-go kwietnia 1968 w Memphis zamordowany został Martin Luther King, Jr. Zamordowany nie za to, że walczył o prawa dla czarnoskórych, bo na to był już właściwy czas, lecz dlatego, że krytykował również wojnę w Wietnamie. A na to nie był na to jeszcze wtedy „właściwy czas”.

O tym jak działa „demokracja amerykańska” dowiaduje się z następującej notatki prasowej z 3-go kwietnia 2008 (biorę wyjątek ilustrujący moją tezę, całość, w jęz. ang. można znaleźć tutaj):

Jadłem właśnie, wraz z trzema innymi członkami Pax Christi Long Island na dziedzińcu Smith Haven Mall, kiedy diakona Dona Zirkela zabrali oficerowie dyżurni.

Jego koszulka (T-shirt) nie miała niczego nieprzyzwoitego, nie stanowił żadnego niebezpieczeństwa, nie wzywał do działania przeciwko komukolwiek. Napis na koszulce przedstawiał proste fakty: „4000 amerykańskich żołnierzy. Milion Irakijczyków. Nie żyją.” A z tyłu tylko „Dość” i trzy krwiste plamy.

Każdy z nas, czterech starszych obywateli, miał taką koszulkę – po demonstracji która miała miejsce ba Drodze 25.

Anti-war

Było nam zimno, zatem zaszliśmy by napić się kawy. Chcieliśmy zjeść frytki i hot dogi.

Oficerowie dyżurni otoczyli nasz stolik i nakazali zdjąć koszulki lub opuścić miejsce. Dlaczego? Bo mieli do tego prawo. Zgodnie z prawem właściciel ma wszelkie prawa. Ty nie masz żadnego prawa, z wyjątkiem tego, które właściciel ci daje.

Tym razem, najwyraźniej, na takie „nieposłuszeństwo obywatelskie”, nie nadszedł jeszcze „właściwy moment”.

Powróćmy jednak do Rosy Parks. Jej czyn czy odruch może się wydawać „irracjonalnym”. I takim niewątpliwie był, nie mogła bowiem przewidzieć rozwoju wypadków, ryzykowała. Jednak nie było to aż tak irracjonalne jak by to mogło się wydawać na podstawie przytoczonych cytatów. Rosa Parks była bowiem aktywnym członkiem NAACP - organizacji walczącej o prawa kolorowych (National Association for the Advancement of Colored People ). Posiadała więc zapewne wiedzę, miała świadomość tego, że to co się działo w USA w tym czasie nie było regułą na całym świecie. Znała przypuszczalnie tendencje, liznęła trochę filozofii. Choć w tym konkretnym przypadku zapalnikiem mogło w istocie być to, że była „zmęczona, zmęczona ciągłym poddawaniem się”, wszak samo zmęczenie nie wystarczyłoby do rozpętania burzy i, w rezultacie, późniejszej zmiany prawa na bardziej licujące z człowieczeństwem.

Zatem irracjonalność miała tu podłoże racjonalne.

Podobnie racjonalnie irracjonalny mógł być Krzysztof Kolumb udający się w wyprawę do Indii Zachodnich. Przez większość uważany był pewnie z człowieka irracjonalnego. Sam miał jednak podstawy, jego zdaniem racjonalne, by do konieczności takiej podróży przekonać innych.

Irracjonalny był Mahatma Gandhi gdy proponował i wcielał w życie „pokojową metodę” pozbycia się kolonizatorów. Był jednak zapewne nie tylko irracjonalny, miał wiedzę i zdolności których nie mieli inni. No i wyczuł „właściwy czas”.


Źródło:

Amelie Prost Benedikt, „On Doing the Right Thing at the Right Time. Towards and Ethics of Kairos”, w zbiorze: Phillip Sipiora and James S. Baumlin, eds. „Rhetoric and Kairos: Essays in History, Theory, and Praxis”, State University of New York Press, Albany 2002

 


P.S. Po przeczytaniu powyższego, zwłaszcza o "obywatelskim nieposłuszeństwie" i o Kolumbie, nasz piesek, Cherie, postnowił sprawdzić Kairos na własnej skórze. Wynik: wpadł do sadzawki, skąd trzeba było ją ratować a następnie poddać zabiegowi kąpieli, bo sadzawka nie była bynajmniej czysta.

 

Był to właściwy moment na irracjonalnośc  - bo ratunek przyszedł szybko a Cherie czegoś pozytecznego się przy tym nauczyła.

Cherie - Kairos 

 

 

Wykop Skomentuj17
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale