Janusz Arkadiusz Janusz Arkadiusz
127
BLOG

Teorie tworzone pod cel. Jak opublikować własną teorię.

Janusz Arkadiusz Janusz Arkadiusz Technologie Obserwuj notkę 22
O tym czym jest teoria w ujęciu metodologii pisałem w poprzedniej notce. Dziś zajmiemy się niechlubnym marginesem – obszarem zaludnionym przez maniaków, dziwaków i ludzi którzy zatracili poczucie rzeczywistości. Poruszymy również temat publikacji własnych rozważań teoretycznych.

Zacznijmy od tego czym jest teoria stworzona pod cel. Proces powstawania tradycyjnej teorii to historia pełna prób i błędów. Nigdy nie jest się pewnym ostatecznego wyniku i nie wiemy czy nasza praca nie zaprowadzi nas na manowce a włożony w nią wysiłek pójdzie na marne.

Tworzenie pod cel jest procesem odwrotnym. Najpierw ustalamy wnioski końcowe a potem szukamy faktów które te wnioski mogą potwierdzić. Ignorujemy przy tym wszelkie fakty i dowody które zdają się przeczyć naszym jedynie słusznym wnioskom.

Z takich właśnie teorii słyną ufolodzy i zwolennicy odwiedzin z kosmosu. Przyjmują za pewnik fakty i „dowody” by wybronić znajomą nam wszystkim tezę; Odwiedzili nas przybysze z kosmosu i zrobili to i to … Wiele osób zarobiło na tym niemałe pieniądze, bezkrytycznie interpretując fakty pod swoje tezy. Nie chodzi tu o dochodzenie prawdy – to intratny, dochodowy biznes oparty na ludzkim zamiłowaniu do sensacji. Prawda z reguły jest mniej atrakcyjna. Ostatnio modnym tematem stał się Jezus Chrystus i jego rzekoma rodzina. I tu też znajdziemy szereg sensacji przyciągających szeroką publiczność.

Nie zapomnę starszej pani, namiętnej zwolenniczki ezoteryzmu i serialu „Starożytni Kosmici” . Na moje pytanie „jak mogę na poważnie traktować program w którym twierdzą że Einstein był kosmitą?” starsza pani spojrzała na mnie złym wzrokiem i stwierdziła sucho ucinając dalszą dyskusję „Bo był !”. Atrakcyjne podanie tematyki nie zawodzi i ludzie w to wierzą.

Ja też sądzę że w dalekiej przyszłości odwiedzili nas przybysze spoza planety. Istnieją dowody i poszlaki które z dużym prawdopodobieństwem można w ten sposób zinterpretować. Ale wszystkie rozsądne spojrzenia giną w oceanie taniej sensacji, szukaniu kosmitów i innych sensacji „na siłę”.

Swiat nauki też nie jest bez grzechu. Liczba młodych naukowców chcących zaistnieć jest ogromna. Niektórzy by obronić swoje wymyślone tezy posuwają się do fałszowania wyników badań. I czasami mija wiele lat nim takie oszustwo się wykryje. Znani profesorowie swego czasu publikowali artykuły udowadniające że człowiek nie jest odpowiedzialny za globalne ocieplenie. Afera wybuchła kiedy okazało się że byli „bogato” sponsorowani przez koncerny wydobywające ropę naftową które należą do największych trucicieli i emitentów CO2.

Odmianą teorii pod cel są teorie spiskowe. Zamach na World Trade Center był dziełem USA. Swiatem rzadzą masoni. etc. …. Zasady ich tworzenia są identyczne. Tyle tylko że ich wartość poznawcza jest równa zeru. Spragniony sensacji odbiorca wobec tak bezkrytycznie przedstawionych dowodów jest skłonny uwierzyć nawet w krasnoludki.

Niektóre z tych teorii są tak absurdalne, że aż trudno uwierzyć. Całkiem niedawno: przez 5G urosną nam rogi lub będą wypadać włosy. Ciekawostka: gdyby spytać zwolenników tej „teorii” co to jest 5G w sensie technicznym nie umieją odpowiedzieć …

Anegdota oparta ponoć na prawdziwym wydarzeniu : Na początku XX-wieku w okolicach wsi w Polsce postawiono maszt radiowy – radio było wówczas taką nowinką techniczną. Po jakimś czasie chłopy ze wsi zebrali się w delegację i udali się do osoby zarządzającej tym masztem. Skarżyli się że przez ten maszt i szkodliwe fale radiowe, krowy mleka nie chcą dawać, kury mniej jajek niosą - słowem maszt to samo zło. Osoba odpowiedzialna wysłuchała ich ze spokojem, oświadczyła ze doskonale rozumie ich rację i szkodliwe działanie masztu. A proszę sobie wyobrazić – dodała – co będzie jak my ten maszt włączymy i zacznie on działać?

Podejdźmy do problemu z odwrotnej strony. Co przede wszystkim cechuje profesjonalnego badacza? Pokora i niedowierzanie. Wyniki badań na których oparta jest teoria winny być wielokrotnie sprawdzane , podobnie zresztą jak wnioski które z nich płyną. To długotrwała i żmudna praca. Często mijają lata nim teoria zyska ostateczny kształt.

Jeżeli mamy do czynienia z faktem, zjawiskiem którego nie umiemy zdefiniować wybieramy najbardziej prawdopodobną wersję i najczęściej najbardziej zbliżoną do prawdy. Jeżeli nie potrafimy podać wyjaśnienia, to nie fantazjujemy ograniczając się do podania znanych nam faktów. Nigdy jednak nie stwierdzamy czegoś na pewno.

To dość ogólny opis bo poszczególne dyscypliny różnią się metodyką. Matematyka , fizyka chemia, biologia, genetyka to czysta empiria. Nauki humanistyczne jak historia, archeologia, paleontologia mają inny aparat badawczy a proces dochodzenia do prawdy jest równie żmudny i długi.

I tu dochodzimy do grupy teorii (koncepcji, hipotez) fizycznych tworzonych przez amatorów. Najczęściej są to formy opisowe (ich autorzy mają niewielkie pojęcie o matematyce) pełne „kosmicznych strun energii” ( tylko autor teorii wie co to jest ale zakłada że wszyscy to powinni zrozumieć dokładnie w ten sam sposób jak on.). Jeśli jest to opis precyzyjny to okazuje się że autor popełnił błąd u samych podstaw, lub zwyczajnie nie dostrzega błędów które popełnił. W przeciwieństwie do twórców teorii sensacyjnych mają oni trudny żywot. Jedyną ich nagrodą jest chandra, rozgoryczenie i depresja.

Cechuje tą grupę „odkrywców” dwie podstawowe cechy: po pierwsze – niezachwiana pewność że ich teoria / hipoteza jest na pewno prawdziwa tylko krótkowzroczni naukowcy jej nie akceptują i „zakochanie się w swojej teorii”. Najczęściej kiedy brakuje im argumentów w dyskusji uciekają się do wyzwisk i inwektyw.

Częstym argumentem jest : nie istnieje matematyka która mogłaby opisać moją teorię ( przy czym osoba która używa takiego argumentu, ma minimalne pojęcie o matematyce)

Te cechy są symptomem obronnym - kiedy przekonują się że prawdziwi naukowcy od nich uciekają i nie mają zamiaru czytać i recenzować ich teorii rekompensują to sobie własną wiarą w swoje poglądy. Zakochanie natomiast jest funkcją ilości czasu którą autor spędził pracując nad swoją teorią. Najczęściej idzie to w lata.

Dewiza zawsze jest ta sama: Ja który mam rację przeciwko całemu światu !

„Rozwiązywacze” wielkich problemów matematycznych to mniejsza ale aktywna grupa twórców teorii. Nie są oni tak widoczni jak pozostali – by przeczytać i próbować zrozumieć ich teorie trzeba znać … matematykę

Każda sensowna hipoteza lub teoria stworzona przez amatora jest skazana na przypięcie jej łatki pseudonauki i utonięcie w „bagnie” strun energii, matrixów, negacji OTW i tak dalej… Są wyjątki od reguły ( tak naprawdę to znam tylko jeden przypadek) które zgodnie z powiedzeniem potwierdzają regułę.

Załóżmy że stworzyłeś czytelniku swoją własną teorię, poświęciłeś dużo czasu na to by posiąść wiedzę która pozwoli ci opisać ją w sposób precyzyjny bez „kwantowych grawitacyjnie zwartych pól energetycznych”. Posiadłeś tez wiedzę umożliwiającą ci poprawne napisanie artykułu naukowego i umiesz stosować LateX. Jesteś też człowiekiem rozsądnym i nie chcesz mieć przypiętej łatki „pseudonaukowca”. Pytanie brzmi i co dalej?

1. Twoja teoria zawiera szereg błędów i uproszczeń , których nie dostrzegasz, Wydaje ci się że wszystko jest ok – ale tak na pewno nie jest. Potrzebujesz profesjonalnej krytyki – kogoś kto ci wytknie wszelkie możliwe błędy merytoryczne i logiczne. Tu polecam Quora – popularny serwis odpowiadający na mądre i głupie pytania. Jest tam sporo osób profesjonalnych które sobie dorabiają. Za odpowiednią kwotę przygotują ci taką krytykę – nie licz na to że ktokolwiek zrobi coś za darmo dla ciebie z racji twojego „geniuszu”. Na tym etapie zakończą żywot prawie wszystkie prace – krytyka uświadomi nam że nasze podstawowe tezy są zwyczajnie błędne. Bądźmy jednak optymistami i przyjmijmy że jest inaczej.

2. Kiedy po licznych poprawkach (które mogą trwać nawet latami) artykuł uzyska właściwy kształt, najlepszą opcją jest pozyskanie do współpracy profesjonalnego badacza z danej dziedziny. Najlepszą i najmniej prawdopodobną – badacze zainteresowani są swoimi pracami a nie promowaniem twojej osoby (Ponieważ często są nękani przez innych twórców cudownych teorii mogą cię potraktować w ten sam sposób. ) Możesz rozważyć propozycję współautorstwa – tu dopiero przekonasz się jak nieprofesjonalnie przygotowałeś materiał, odnośniki, bibliografię – taka osoba dużo wniesie do twojej pracy pod względem formalnym i co najważniejsze pomoże w publikacji pracy. Żeby pozbawić cię złudzeń – szansa na to że kogoś takiego pozyskasz jest praktycznie zerowa. Ale warto spróbować. W placówce badawczej często istnieje taki podział – osoby rozpoczynające pracę naukową (lub pracujące pod czyimś kierunkiem) mają swojego mentora który bywa że jest wymieniany jako współautor pracy.

3. Mentora nie ma, próbujemy dalej. Mamy artykuł z naszą pracą i próbujemy go publikować. Zaczynamy od naszej strony internetowej, gdzie umieszczamy wersję angielską, (jako formę preprintu) wybieramy czasopismo i przesyłamy pracę do publikacji. Możemy też rozważyć publikację w czasopismach gdzie płaci się za to i to dosyć słono, ale często zaniżone są kryteria jakościowe. Nie oznacza to jednak że są bezkrytyczni i naszą pracę opublikują.

4. Istnieją też platformy online na których możesz przedstawić swoją pracę. Ale w procesie rejestracji napotkasz rubryczkę gdzie zostaniesz poproszony o wymienienie placówki badawczej w której pracujesz i twojego firmowego e-maila, którą musisz wypełnić by przejść dalej…

Tak funkcjonuje mechanizm obronny samej nauki – filtrowanie treści pod kątem merytorycznym oparte na treści i na renomie samego badacza, instytucji lub wspierającego go autorytetu naukowego. Przy ilościowej inflacji liczby publikowanych artykułów i tysiącach aktywnych czasopism (świat nie kończy się na „Nature” ..) jest to potrzebne.

Jeśli udało nam się naszą pracę opublikować w taki czy inny sposób na tym koniec. Nie ma żadnych fanfar, nikt nie przedstawi nas jako kandydata do nagrody Nobla, a w prasie popularnonaukowej nie pojawią się notki o przełomie w nauce. Pozostaje nam świadomość że świat naukowy zaakceptował naszą pracę.

Jeśli nie (co raczej jest pewne) nie załamujmy rąk. W tworzeniu teorii i pracą nad nimi najfajniejszy jest sam proces ich powstawania. Spora rzesza ludzi dowiedziała się o naszej pracy – być może na tym gruncie kiedyś wykiełkuje wartościowe ziarno. Nieudane teorie to fundament pod przyszłe udane teorie. Być może naszego autorstwa. To też zawsze świetna przygoda życiowa. Pod warunkiem że nie zamieni się w obsesję i będziemy umieli zachować odpowiedni dystans do swoich twierdzeń. Wiedza i doświadczenie które zdobyliśmy pracując nad naszymi autorskimi koncepcjami to też duża wartość dodana.

Oczywiście istnieją inne media : blogi, szeroko pojęte socjal media, możliwość wydania książki własnym sumptem ale nie są to właściwe miejsca dla publikacji. Mogą służyć jedynie popularyzacji naszych idei i to tylko w sposób popularny.

Na sam koniec odpowiedź na pytanie: Co nam daje publikacja pracy w profesjonalnych serwisach lub czasopismach? Otóż na własnej stronie internetowej możemy opublikować każdą bzdurę, Nikt tego nie sprawdza i nie recenzuje. Publikacja w profesjonalnym medium oznacza że twoja praca prezentuje profesjonalny poziom a jej zawartość merytoryczna jest wartościowa i godna uwagi. Mogą więc na nią powoływać się inni badacze. Tak to przynajmniej wygląda w teorii …

Odpierając ewentualne zarzuty: Chciałem temat przedstawić w sposób przystępny, nadmiernie go nie komplikując – stąd zastosowane uproszczenia, pominąłem na przykład temat recenzentów w mediach profesjonalnych , kuriozalne przypadki i nietajne praktyki w świecie nauki oraz problem nastawienia samych badaczy do osób posiadających status amatora. Jest tego więcej.


Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Technologie