Lydia Playfoot, 16-letnia Brytyjka, została wezwana w szkole do dyrektorki. Ta zakazała jej nosić obrączkę z wygrawerowanym fragmentem Listu do Tesaloniczan, oznaczającą uczestnictwo w katolickim ruchu propagującym czystość przedmałżeńską. Dziewczyna odwołała się do sądu. Sprawę przegrała.
Kardynał Giovanni Lajolo (2005 r.): „Byłoby politycznym fałszerstwem, gdyby Europa umniejszyła fenomen Kościoła i fenomen chrześcijaństwa do wewnętrznego aspektu ludzkiej egzystencji, jakby zjawiska te leżały tylko w sferze prywatnej i były całkowicie nieistotne dla polityki i opinii publicznej”.
Europa konsekwentnie dąży do tego, żeby to fałszerstwo stało się faktem. Podobnie komuniści, propagując kłamstwo, że wiara jest wyłącznie sprawą prywatną, starali się wykluczyć katolików z życia społecznego i zmarginalizować ich wpływy.
Gilotyna poprawności politycznej
Polityczna poprawność jest w Europie znakomitym narzędziem do niszczenia tych polityków, a nawet hierarchów Kościoła, którzy nie ukrywają swoich poglądów nie tylko w sprawach wiary, ale i moralności.
Na początku lat 80. w Republice Federalnej Niemiec brutalnej kampanii prasowej i swoistemu ostracyzmowi został poddany abp Fuldy Johannes Dyba, który bazując na Ewangelii, występował przeciwko zdziczeniu obyczajów: wolnym związkom, aborcji, eutanazji. Na znak protestu kazał o określonej godzinie uderzać w dzwony katedry w Fuldzie. W homiliach podkreślał, że ludzie troszczą się o los zwierząt, a pozostają obojętni wobec mordu na nienarodzonych. – Każdy żółw i każdy jeż – mówił – ma większe prawa do życia niż nienarodzone dziecko. Dwaj publicyści G. Klein i M. Sinderhauf już w 2002 r. wydali o nim publikację pod tytułem: „Arcybiskup Dyba: bezwstydnie katolicki” (Erzbischof Dyba: Unwverschamt katolisch).
Gdy we wrześniu 2008 r. biskup pomocniczy Salzburga w Austrii wsparł inicjatywę chrześcijan zbierających się na modlitwę przed lecznicami wykonującymi aborcje, na ulicach miasta pojawiły się anonimowe plakaty, które wzywały do użycia wobec kapłana przemocy.
Jesienią 2004 r. na stanowisko komisarza UE został nominowany włoski polityk Rocco Buttiglione. Przeciw niemu występowały komisje: Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych lobbowane przez ruch feministyczny gender mainstreaming, który żądał, by człowiek sam określał swoją płeć. (To stowarzyszenie uważa, że każdy człowiek powinien się określić jako męski lub kobiecy mężczyzna, kobieca lub męska kobieta lub transseksualista). Przywódczyni stowarzyszenia filozofka-lesbijka Judith Butler zaatakowała polityka, zarzucając mu brak „wrażliwości w sprawach płci”. Pretekstem była odpowiedź Buttiglionego podczas przesłuchania przed komisjami parlamentarnymi na pytanie, jak chciałby zmienić prawa homoseksualistów, by mogli się cieszyć pełnią wolności. Kandydat na komisarza odparł, że jest katolikiem, więc homoseksualizm jest dla niego grzechem, nie widzi też sensu wydzielania tej grupy jako odrębnej kategorii społecznej, która miałaby być inaczej chroniona niż reszta obywateli. Ujął się też za tradycyjną rodziną. Jego postawa doprowadziła to do tego, że wśród kolegów parlamentarzystów zyskał opinię kontrowersyjnego, skostniałego i bezkompromisowego polityka, wrogiego wobec osób o innych poglądach. W efekcie polityk wycofał swoją kandydaturę. Był to jaskrawy przykład dyskryminacji osoby publicznej z powodu wyznawanej wiary.
W styczniu 2008 r. Ojciec Święty Benedykt XVI miał wygłosić na największym uniwersytecie włoskim „La Sapienza” wykład inaugurujący rok akademicki. Wybuchły protesty. Część studentów i profesorów uznała, że naruszy to autonomię uniwersytetu. Chciano nawet zorganizować na tej uczelni „tydzień antyklerykalny”. Papież odwołał wizytę i jednocześnie zgodził się na publikację tekstu wystąpienia w prasie. Była to niezwykle wyważona propozycja zrozumienia chrześcijańskiej prawdy i Boga, z którego mogłyby wyrosnąć prawdziwe prawne, kulturowe i cywilizacyjne korzenie Europy.
Dwóch tatusiów, dwie mamusie
Profesorowie, którzy szukają zatrudnienia na Wolnym Uniwersytecie w Brukseli, muszą obligatoryjnie podpisać następującą deklarację:: Ja, niżej podpisany, oświadczam na mój honor, że będę wspierać i reprezentować wolną naukę, co implikuje odrzucenie zasady każdego autorytetu oraz każdej prawdy objawionej na obszarze intelektualnym, filozoficznym i moralnym. Deklaruję postępowanie w zgodzie z powyższym”. Wynika z tego jasno, że zdaniem władz uczelni chrześcijanin nie może być uczonym, ponieważ nie godzi się na odrzucenie prawdy objawionej.
W wielu krajach europejskich rodzina nie może liczyć na wsparcie. Przeciwnie, nagradzana jest bezdzietność. Od trzydziestu lat liczba urodzeń w Europie jest katastrofalnie niska. Europa się starzeje, a proces ten postępuje. W roku 2050 dwóch na trzech Europejczyków dobiegnie sześćdziesiątki.
Z początkiem stycznia 2006 r. Parlament Europejski uchwalił rezolucję o homofobii w Europie (B6-0025/2006). Zrównuje ona niechęć do homoseksualistów, czyli właśnie homofobię z... rasizmem, ksenofobią i antysemityzmem. „Istnieje potrzeba – czytamy w rezolucji – podjęcia na obszarze UE i państw członkowskich niezbędnych środków, by wyeliminować homofobię przez metody wychowawcze – jak kampanie informacyjne przeciw homofobii w szkołach, na uniwersytetach i w mediach albo przez przepisy prawnoadministracyjne”. Rezolucja zapowiada też „najbardziej efektywne sankcje”.
A te zaczęły już działać. W roku uchwalenia rezolucji francuski parlamentarzysta i wykładowca filozofii, członek centroprawicowej partii Unia na rzecz Ruchu Ludowego Christian Vanneste został ukarany przez sąd grzywną 10 tys. euro za protest przeciwko założeniu nowej instytucji – Wysokiego Urzędu ds. Walki z Dyskryminacją i na rzecz Równości. W kilku tytułach prasowych zacytowano słowa europosła: „Twierdzę, że homoseksualizm jest gorszy. Gdyby homoseksualizm był zjawiskiem powszechnym, zagrażałby rodzajowi ludzkiemu”. To wystarczyło, by wytoczyć mu proces.
W 2008 r. mieszkająca w Hamburgu czytelniczka „Gościa Niedzielnego” Ewa Krupecka opisywała swoje perypetie ze szkołą. W podręczniku syna znalazła tekst prezentujący rodzinę w kilku konfiguracjach: dziecko z mężczyzną i kobietą, dziecko tylko z mężczyzną lub tylko z kobietą, dziecko z dwoma mężczyznami, albo z dwiema kobietami. Protestującej matce nauczycielka odpowiedziała: „Nie możemy być ślepi na inne wartości”, a rodzice pozostałych dzieci dodali, żeby przestała siać zamęt i zamieszanie. Nawet ksiądz katolicki doradził jej, żeby „się uspokoiła”.
Polska niestety znakomicie mieści się w tym schemacie. Dwa lata temu wiosną prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz, z wykształcenia teolog, bez wahania wydała zezwolenie na tzw. paradę gejowską, a jesienią 2008 r. zorganizowano Festiwal Tęczowych Rodzin. 8 marca br. również za aprobatą ratusza odbyła się organizowana przez feministki „manifa”, w trakcie której nie zabrakło elementów obscenicznych i propagujących homoseksualizm. Zachodnia prasa chwaliła nasz kraj, gdy magazyn „Gala” wydawany przez niemieckie wydawnictwo Gruner und Jahr głosami czytelniczek przyznał „Różę Gali” – nagrodę dla „najpiękniejszej pary roku” dwóm pederastom – krytykowi filmowemu Tomaszowi Raczkowi i jego przyjacielowi Mariuszowi Szczygielskiemu. Filmowana przez telewizję publiczną ceremonia odbywała się w warszawskim Teatrze Narodowym.
Organizacje pozarządowe mogą stracić dotacje państwowe, jeśli krytycznie odnoszą się do zjawiska homoseksualizmu czy aborcji. Spotkało to chrześcijański Dom Pielgrzyma w Egremont Place w Wielkiej Brytanii zamieszkany przez misjonarzy i misjonarki w podeszłym wieku za... „brak gotowości do otwarcia na homoseksualizm”. Stwierdzono to, ponieważ misjonarze nie chcieli wypełnić ankiety na temat ich orientacji seksualnej.
W 2008 r. holenderski minister do spraw wykształcenia, kultury i nauki Roland Plasterk wstrzymał państwową dotację w wysokości 50 tys. euro dla pracującej od 25 lat ewangelickiej fundacji Nasza Droga z powodzeniem prowadzącej terapię dla homoseksualistów, którzy przychodzili tam z własnej woli i z których wielu wracało do chrześcijańskiego życia. Minister uciekł się do szantażu, twierdząc, że może przywrócić pomoc, jeśli fundacja przeprowadzi „otwartą dyskusję na temat homoseksualizmu w Kościele katolickim”.
Walka z krzyżem
Broniący prawa do życia chrześcijanie określani są jako chrześcijańscy fundamentaliści, walczący fanatycy, obrońcy wstecznej, zapyziałej kultury. Tej dyskryminacji społecznej towarzyszą sankcje. Ed Atkinson w maju 2006 r. w szpitalu Queen Elisabeth w King’s Lynn w stanie Norfolk protestował przeciwko aborcji z pomocą zdjęcia i nagrania wideo. Dyrekcja wezwała policję, a sąd skazał go na kilka miesięcy więzienia. W czasie odbywania kary odmawiano mu prawa do opieki lekarskiej.
Gdy w 1990 r. parlament belgijski chciał legalizować aborcję, a ówczesny król Baudouin I odmawiał podpisania uprawomocnienia się ustawy, rząd ogłosił, że monarcha nie jest zdolny do rządzenia i rząd powinien przejąć funkcje głowy państwa. Następnego dnia po zalegalizowaniu aborcji król został przywrócony do sprawowania władzy.
Cztery z pięciu wchodzących w skład parlamentu partii porozumiały się w sprawie zmiany konstytucji tylko po to, żeby odsunąć od władzy wielkiego księcia Henryka, który odmówił podpisania ustawy zezwalającej na eutanazję.
W Bawarii, ojczyźnie Benedykta XVI, para rodziców złożyła pozew do sądu o usunięcie krzyża z klasy, twierdząc, że widok Ukrzyżowanego może zaszkodzić psychice ich dziecka. Proces trwał cztery lata i zakończył się w maju 1995 r. postanowieniami Sądu Konstytucyjnego Niemiec nakazującymi usunięcie krzyży ze szkół publicznych. Jednak rząd bawarski wydał ustawę, zgodnie z którą: „W związku z historycznym i kulturowym dziedzictwem Bawarii w każdej sali szkolnej powinien wisieć krzyż”. Teraz jednak walkę krzyżowi wydali uchwałą partyjną Zieloni. Oczywiście w imię tolerancji.
W Hiszpanii toczy się walka o krzyże zapoczątkowana pod koniec ubiegłego roku wyrokiem sędziego w północnohiszpańskim Valladolid, który przyznał rację ojcu, który chciał doprowadzić do usunięcia krzyży ze szkół.
Na budynku hiszpańskiego parlamentu nie zawiśnie tablica upamiętniająca świętą karmelitanką Marię Pidal, która urodziła się w tym gmachu. Zgodził się na to socjalistyczny przewodniczący parlamentu Jose Bono, ale zaprotestowali przeciw temu koledzy z jego ugrupowania. – Chodziło tylko o to – stwierdził zastępca przewodniczącego, też socjalista, poseł Diaz – by przytwierdzić dla kogoś tabliczkę pamiątkową – jak to ciągle robimy w Madrycie. Jeśli traktuje się to od razu jako atak na niewyznaniowy charakter państwa, prowadzi to do napięć i dysonansów. W tym duchu nie zajdziemy daleko.
We Włoszech zezwala się nadal na obecność krzyża w szkołach, jednak nie dlatego, że symbolizuje katolicką wiarę, ale ponieważ jest „symbolem cywilnych wartości, takich jak tolerancja, respekt i prawa człowieka”.
– Noszenie krzyża jest moim prawem. Jestem dumna z mojej religii – stwierdziła 13-nastoletnia Samanta Devin, której zabroniły noszenia krzyżyka władze szkolne. Podobny zakaz wydało kierownictwo „British Airways” pracownikom obsługujących pasażerów. Sprawę wniosła do sądu jedna z pracownic, ale wyrok poparł decyzję władz lotniczych. Jednak przedsiębiorstwo wycofało się wobec niechętnej reakcji opinii publicznej.
„Nie ma dnia lub tygodnia w Europie – pisze Stefan Meetschen, niemiecki pisarz i dziennikarz mieszkający w Warszawie, autor wydanej w tym roku przez siostry loretanki książki pt. „Europa bez Chrystusa” – bez nowych prześladowań i dyskryminacji chrześcijan”. I nie ma co się łudzić, że stwierdzenie to zawiera wiele przesady. Stanu faktycznego nie zmienia powierzchowna akceptacja dla chrześcijańskich dzieł sztuki w profesjonalnym „przemyśle kulturalnym”. Istnieje ukryty trend społecznej dyskryminacji mający źródło w chrystianofobii – i trzeba być świadomym wynikających z tego zagrożeń.
Kaja Bogomilska



Komentarze
Pokaż komentarze (25)