„To nie jest wojna Europy”? Spór o odpowiedzialność
„Zmiana władzy w Iranie leży w interesie Europy” – twierdzi „Sueddeutsche Zeitung”. „Europejczycy nie brali udziału w amerykańsko-izraelskim ataku na Iran. Nikt ich nie pytał (o zdanie), nikt ich nie uprzedził, że spadną bomby” – pisze Hubert Wetzel, konstatując, że ta wojna „nie jest wojną Europy”.
Komentator uważa jednak, że uznanie przez Europę, iż konflikt jej nie dotyczy, byłoby poważnym błędem. Nie istnieje ani moralny, ani geopolityczny powód do żałoby po zabitym przywódcy religijnym Iranu Alim Chameneim. „Europejczycy zrobiliby dobrze, gdyby do debaty o tej wojnie wnieśli coś więcej niż tylko rutynowe apele o powściągliwość i deeskalację” – czytamy w „SZ”.
Moralny argument przeciwko reżimowi
Islamska Republika Iranu to brutalna dyktatura, która przez dekady prześladowała, torturowała i zabijała własnych obywateli. Europa chętnie powołuje się na wartości, na których została zbudowana. Trudno znaleźć drugi reżim, który w tak jawny sposób by je deptał.
Jeżeli Bruksela krytykuje premiera Węgier Viktora Orbana za zakaz parady gejów, to – w ocenie komentatora – nie może jednocześnie okazywać współczucia wobec reżimu, który wiesza dysydentów na dźwigach budowlanych i prześladuje homoseksualistów.
W interesie Europy jest więc upadek irańskiego systemu władzy. Dlatego – jak podkreśla „SZ” – nie wystarczy ograniczać się do cytowania prawa międzynarodowego czy wyrażania ogólnej nieufności wobec Trumpa. „Wojna otwiera szansę na nowy, lepszy, bardziej pokojowy Iran. Europa musi zrobić wszystko, aby to się udało” – podsumowuje komentator.
„Bezsilni widzowie” i dyplomatyczna gra Merza
„Ameryka i Izrael znów odwalają brudną robotę” – czytamy we „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Berthold Kohler zastanawia się, czy Merz pochwali Trumpa za bombardowanie Iranu. Publicznej pochwały raczej nie będzie, ale otwartej krytyki także można się nie spodziewać.
Merz będzie pierwszym szefem rządu, który spotka się z prezydentem USA po wydaniu rozkazu ataku. Można przypuszczać, że Trump będzie oczekiwał uznania dla swojej determinacji i skuteczności. W Berlinie nie ogłoszono żałoby po ajatollahu, a brutalność irańskiego reżimu nie została zapomniana.
Jednocześnie Niemcy – mimo deklarowania, że bezpieczeństwo Izraela jest racją stanu – nie dysponują ani determinacją, ani środkami, by w razie wojny realnie je zagwarantować. Europejczycy pozostają więc „bezsilnymi widzami”, zależnymi od przychylności Waszyngtonu. Trump – jak zauważa komentator – łączy kwestie ceł, Ukrainy i solidarności sojuszniczej w jeden pakiet nacisków.
Podczas wizyty w Waszyngtonie Merz ma próbować przeciwdziałać ewentualnym ustępstwom wobec Moskwy. „Kanclerz powinien przypomnieć Trumpowi, że reżim w Moskwie też sieje śmierć i terror” – pisze „FAZ”.
Sukces z wieloma znakami zapytania
O „sukcesie ze znakami zapytania” pisze „Der Tagesspiegel”. Śmierć Alego Chameneia, odpowiedzialnego za dekady represji, to – zdaniem komentatora – dobra wiadomość i pierwszy istotny sukces Trumpa oraz premiera Izraela Benjamina Netanjahu.
Zastrzega jednak, że nie ma automatyzmu prowadzącego Iran w stronę liberalizacji. Możliwe jest powstanie państwa wojskowego pod kontrolą Gwardii Rewolucyjnej, nowa odsłona islamskiej dyktatury albo eskalacja konfliktu w całym regionie.
Można krytykować narcyzm Trumpa, podważać jego motywy i stosunek do demokracji. Nie sposób jednak – w ocenie „Tagesspieglu” – ignorować faktu, że dla wielu Irańczyków pojawiła się szansa, jakiej nie mieli od dziesięcioleci.
Razem z USA, Izraelem i państwami arabskimi Europa powinna dążyć do tego, by ta szansa nie została zmarnowana. Iran nie stanie się demokracją na wzór europejski, ale może być państwem bardziej wolnym i otwartym niż dotąd. Już to – konkluduje komentator – byłoby historycznym przełomem.
n/z: kłeby dymu po ataku na Teheran. fot . PAP/EPA/ABEDIN TAHERKENAREH
RD






Komentarze
Pokaż komentarze (18)