62 obserwujących
568 notek
823k odsłony
  224   1

Męskie przyjemności (dla p.Edyty)

Szanowna Pani Edyto,

     lubię czytać Pani blog, jednak nie zgadzam się z prezentowanym przez Panią "naukowym" (a raczej pseudonaukowym) podejściem do wielu zagadnień. Z jednej strony notce "Męska przyjemność" pisze Pani (i słusznie!), że "Każdy człowiek jest niepowtarzalny pod względem reakcji seksualnych", a potem rozpoczyna Pani wymieniać szereg różnych nazwisk (zapewne zaslużonych badaczy), które dla normalnego czytelnika nic nie znaczą i zapewne nadal nie będą nic znaczyć. Proszę nie iść śladem blogera @deda, który od dawna stosuje właśnie taką technikę - jako odrutkę polecam książki Prestleya o Instytucie Imagistyki Społecznej...

    Ale przejdźmy do "Męskich przyjemności". Mam za sobą sporo męsko-damskich doświadczeń, kiedyś (niestety już dawno temu) byłem fajnym młodym, uprawiającym sport mężczyzną (2 m wzrostu, ok. 95 kg żywej wagi), a na dokładkę kończyłem studia fizyki na Uniwersytecie Jagiellońskim (podziwiały nas malownicze dziewczęta z ASP). Proszę się nie obawiać - nie będę pisał o "łabędzich budkach" i innych szczegółach. Uważam, że prawdziwemu dżentelmenowi to po prostu nie przystoi. Chciałbym jednak podzielić się z Panią (i innymi PT Czytelnikami) moją opinią o prawdziwej męskiej przyjemności. Otóż dość szybko (pod koniec liceum) przekonałem się, że "nie chodzi o to, by złapać króliczka, ale by gonić go!".

    Otóż przynajmniej dla mnie najważniejsze były emocje. Niestety dość szybko odkryłem, że po zbliżeniu one najczęściej szybko zanikają. Niektórzy mężczyźni (pisze Pani o tym) lubią o swych "podbojach" opowiadać przyjaciołom (a nawet opowiadać o nich publicznie lub chwalić się na blogach!). 

Czy zna Pani taki dowcip?

"Z rozbitego samolotu na ocalało dwoje ludzi - modelka Cindy Crawford oraz zwykły, przeciętny mężczyzna. Znaleźli się we dwoje na bezludnej wyspie - i cóż natura zrobiła swoje. Pewnego dnia Pan poprosił Cindy, aby przebrała się w jego ubranie. Gdy to zrobiła, podszedł do niej i powiedział:

Wiesz co, stary - posuwam Cindy Crawford!"

    Dla mnie o wiele ważniejsze było poznawanie drugiego człowieka i poszukiwanie z nim bliskości. Ten dreszcz emocji i niepewności to chyba największa męska przyjemność, która wcale nie musi się kończyć wspólnym pójściem do łóżka. 15-16 letni chłopak, któremu buzują hormony oczywiście szuka jak najszybszego rozładowania, ale poźniej przychodzi okres powolnego smakowania dobrego wina. 

     Spotykałem się z wieloma dziewczynami, ale często (im byłem starszy - tym częściej) wycofywałem się przed samym finałem. Oj, kobiety bardzo tego nie lubią - to głęboko rani ich ego! Jedna ze szczerych amerykanek w Kalifornii zapytała mi się wprost "no i dlaczego nie chcesz?". Być może przypuszczała, że jestem gejem. 

Na wszelki wypadek uciekłem...

    Inna wielka męska przyjemność to duma ze swojej partnerki. To trochę tak, jak duma z posiadania supersamochodu - choć ryzyko bywa większe. I to najczęściej z powodu jej atrakcyjności seksualnej i powodzenia u płci przeciwnej. Wymaga to jednak odwagi ze strony mężczyzny i zaufania do kobiety. Działa to zresztą w obie strony - dziewczyny też lubią być dumne ze swego chłopaka. Oczywiście atrakcyjność partnera (przy słabej więzi psychicznej) zwiększa prawdopodobieństwo zdrady. Ale w tym przypadku można sie posłużyć słynnym przykładem "kota Schroedingera" - nie można przecież cały czas nadzorować swego partnera - a więc jeśli jesteśmy np. w delegacji albo na osobnych wakacjach to nie wiemy, czy partner jest nam wierny czy nie. Możemy się o tym dopiero przekonać "dokonując pomiaru", ale sam fakt pomiaru (naszej lub zaufanego przyjaciela obecności) wpłynie na jego wynik (gach może się schować do szafy lub uciec przez okno). Jesteśmy więc skazani na zaufanie i (podobnie jak w mechanice kwantowej) na rachunek prawdopodobieństwa.

     Na koniec słówko o komentarzach - ja sobie nie wyobrażam abym zamiast spędzenia wieczoru ze swą partnerką (po prawie pół wieku wspólnego życia) wybrał coś z tej listy: wódka,karty,inne kobiety,wino i śpiew,wędkowanie,sporty ekstremalne,palenie cygar,oglądanie pornosów,gotowanie i smażenie,dłubanie przy samochodzie...

     Inna rzecz, że wiele kobiet nam (mężczyznom) tego nie ułatwia - ubierając się elegancko tylko na wizyty, a na co dzień (dla męża/partnera) prezentując się w rozdeptanych kapciach, wyciągniętych spodniach dresowych i zmechaconym swetrze (dotyczy także chłopa i jego "mięśnia piwnego"!). No i dochodzi jeszcze problem dzieci, które dla wielu kobiet są o wiele ważniejsze niż partner/mąż. Zaczynają się opowieści z przyjaciólkami o kolorze dziecięcych kupek. Wówczas my mężczyźni lądujamy na bocznym torze. Albo uda wię przynajmniej na chwilę "sprzedać" dzieci babci lub dziadkowi albo stać nas na wynajęcie opiekunki. Inaczej na randkę (lub chocby wieczorny spacer) z żoną/partnerką nie ma szans - a i tak wiele kobiet myślami będzie zupełnie gdzie indziej!

     Największą przyjemnością dla mężczyzny jest duma ze swej partnerki, obserwowanie jak inni mu jej zazdroszczą oraz umiejętność zapewnienia jej kompletnego odlotu w łóżku i nie tylko w łóżku. Praktyka przekonała mnie, że kobiety wręcz uwielbiają seks w nietypowych i dość ryzykownych sytuacjach. Ale o tym sza, bo "w tym cały jest ambaras, aby dwoje chciało naraz!"

Proszę przyjąć pozdrowienia!

Lubię to! Skomentuj16 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale