18 obserwujących
449 notek
213k odsłon
  1720   0

S. G. O. "Narew" - Łomża

Narew przepływa na północny wschód od Łomży, a tuż za rzeką znajduje się miejscowość Piątnica, w której usytuowane są potężne rosyjskie forty z początku XX wieku. Forty te tworzące przyczółek mostowy obsadzone przez jednostki Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Narew” skutecznie broniły Niemcom przeprawy przez rzekę we wrześniu 1939 roku. Żołnierze polscy odparli wszystkie wspierane przez lotnictwo zmasowane ataki niemieckiej dywizji piechoty powtarzane przez 4 dni od 7 do10 września.  Wieczorem 10 września Niemcy zaprzestali ataków, bo ich dywizje przeszły już Narew na zachód od Łomży zdobywając Nowogród i na wschodzie rozjeżdżając czołgami obrońców Wizny. Wystarczało im, więc  poczekać aż wojska polskie same się wycofają, żeby uniknąć oskrzydlenia,  co też się stało jeszcze w nocy z 10 na 11.


Forty w Piątnicy były silną pozycją nie do zdobycia, bo broniły ich główne siły 33 pułku piechoty, który tam stacjonował z zaopatrzeniem i amunicją. Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja w Nowogrodzie dokąd w nocy z 30 na 31 sierpnia został odkomenderowany jeden z batalionów 33 pułku z nieznaną ilością żywności i amunicji. Ten bataliobn oraz kompania forteczna – razem mniej niż 500 żołnierzy – musieli obsadzić długą linię niewielkich bunkrów, z których część była jeszcze w budowie i czekać w nich przez 7 dni na Niemców. Teren w okolicy Nowogrodu wyjątkowo sprzyjał obrońcom, więc musiało zawieść ich wyposażenie albo zaopatrzenie.


W przypadku Wizny teren obrońcom już nie tak nie sprzyjał za to ilość sprzętu w stosunku do ilości żołnierzy była niespotykana. 340 żołnierzy i 20 oficerów to mniej więcej tyle co batalion, a na wyposażeniu 6 lekkich dział, 24 ciężkie i 18 ręcznych karabinów maszynowych. Pierwsza myśl jaka przychodzi do głowy to tony amunicji potrzebne, żeby to wszystko mogło strzelać. Jedyna broń przeciwpancerna jaką dysponowali obrońcy Wizny to 2 karabiny przeciwpancerne, mieli do nich 20 nabojów.


Nasuwają się więc wnioski, że coś z przygotowaniem i zaplanowaniem obrony było nie tak jak powinno, dużo prowizorki i szybkich ale chaotycznych działań w ostatniej chwili. Charakteryzowała się tym nie tylko obrona linii Narwi, ale cała kampania wrześniowa. O braku jej przygotowania i zaplanowania świadczyły niespójne i często się zmieniające rozkazy naczelnego dowództwa, które podczas trwających walk rozwiązywało stare i tworzyło nowe formacje  taktyczne. Na przykład dywizję wchodzącą w skład S. G. O. „Narew” włączono do tworzącej się armii „Modlin”.  Wprowadzało to chaos i zniszczenie, takie rozkazy rozbijały polskie jednostki równie często jak niemieckie czołgi.


To co na mapie sztabowej wyglądało na prosty i łatwy manewr w terenie już takie nie było. Od początku wojny polskie jednostki przemieszczały się głównie w nocy ze względu na niemieckie lotnictwo. Jeżeli więc maszerującą nocą kilkoma drogami na wschód dywizję – 6 tysięcy żołnierzy, tabory zaprzężone w konie, samochody, artyleria… - doganiał rozkaz, że ma jednak maszerować na południe, a nie na wschód oznaczało to automatycznie jej rozbicie, którego rankiem dokańczały niemieckie bombowce.


Na nieprzygotowanie, niezaplanowanie i w efekcie przebieg kampanii wrześniowej duży wpływ mieli politycy, którzy uciekli z Polski razem z naczelnym wodzem jeszcze podczas trwania walk. No właśnie naczelny wódz – marszałek Edward Rydz – Śmigły, prezydent przepchnął go przez kolejne  szczeble kariery wojskowej i uczynił posłusznym sobie marszałkom. Niestety Rydz nie miał kompetencji, ani wyobraźni, a sztucznie przyspieszona kariera pozbawiła go również autorytetu innych generałów.


Zobacz galerię zdjęć:

+3 zdjęcia +4 zdjęcia
Lubię to! Skomentuj11 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości