92 obserwujących
618 notek
890k odsłon
  2426   4

Orientalizacja Rosji, czyli kolejny „prezent” Putina dla Moskali

Nie można schronić się w bezdennej przepaści - można się w nią jedynie rzucić.
D. Koontz

image

Markiz Astolphe-Louis-Léonor de Custine (urodzony w 1790 roku) był zapiekłym wrogiem demokracji i swobód obywatelskich. Uważał, iż prawdziwe powołanymi do decydowania o losach państw i narodów są li tylko wybitne jednostki, które mogą, a nawet muszą, wskazywać drogę ogłupiałym i bezrozumnym masom. Brzydziły go XIX wieczne eksperymenty z przedstawicielstwami obywatelskimi, swobodna wymiana poglądów, wolność słowa, brak cenzury, konsensusy prawne zawierane pomiędzy społeczeństwem a władcami, niezawisłość sądów. To wszystko było dla niego prochem i pyłem, utrudniającym koronowanym jednostkom osiągnięcie swoistej nirwany polegającej na takim ułożeniu stosunków społecznych, w którym najmądrzejsza głowa decyduje i wyznacza ścieżki i drogi swoich poddanych. Francuski arystokrata był wyznawcą tego rodzaju poglądów długo, bardzo długo, bo przez prawie pół wieku. Zasadnicza zmiana w jego nastawieniu do praktyki życia doczesnego miała miejsce w 1839 r., kiedy to skuszony moskiewską propagandą w poszukiwaniu systemu idealnego wybrał się do państwa carów. Wystarczyło kilka miesięcy obcowania z realiami Rosji…

Czy wiesz, co to znaczy: podróżować po Rosji? Dla człowieka o umyśle powierzchownym oznacza to karmienie się złudzeniami, ale kto ma oczy otwarte i choćby z jakim takim darem obserwacji łączy poczucie niezależności, ten musi tu dokonywać nieustannej, uporczywej pracy, która polega na trudzie ustawicznego rozróżniania przy każdej okazji dwóch narodów, co walczą z sobą zwarte w jednej masie. Te dwa narody to Rosja taka, jaka jest naprawdę, i Rosja taka, jaką chciano by ukazać Europie.

Jako synowi odległej Galii można wybaczyć fascynację porządkami panującymi w Imperium Rosyjskim. Nie on jeden dał się na to nabrać. Z litości nie przywołam dziesiątek i setek nazwisk „autorytetów”, sprzed wieków i z czasów współczesnych, które dały się złapać na ten haczyk. Nasz markiz jest jednak w tym towarzystwie  postacią wyjątkową. Z jakiej przyczyny? Otóż jako jeden z nielicznych potrafił przyznać się do chwilowego zamroczenia. Przybył, zobaczył, wyzdrowiał… 

Takie rządy na zawsze pustoszą duszę narodu, który znosi je cierpliwie aż do końca. Jeszcze późni wnukowie tych ludzi [ówczesnych Rosjan]  piętnowanych przez katów będą ponosić skutki ich sprzeniewierzenia się powinności człowieka, zbrodnia bowiem obrazy ludzkości poniża narody aż do najdalszego pokolenia. Owa zbrodnia polega nie tyle na czynieniu niesprawiedliwości, co na jej cierpliwym znoszeniu. Naród, który kierując się zasadą, że posłuszeństwo jest najważniejszą cnotą, przekazuje w dziedzictwie swoim potomkom rządy tyranii, zaniedbuje swoje własne interesy, a co gorsza, uchybia swoim obowiązkom... Współcześni Rosjanie są godnymi dziećmi poddanych Iwana IV...

Będąc bystrym obserwatorem natychmiast zauważył – jak byśmy dziś go nazwali – matrix, panujący na dworze władców Rosji, ale również w jej najdalszych zakątkach. Nic tam nie było prawdziwym. Rzeczywistość skrzeczała, a w oficjalnych dokumentach, enuncjacjach prasowych, wystąpieniach ambasadorów, literaturze wszystko było poukładane, imponujące, dynamiczne, szczere, rozwojowe, po prostu cacy. Markiz nie był w ciemię bity i obrazy zapamiętane podczas podróży zapamiętał do najdrobniejszych szczegółów. Na nich oparł swą syntezę opisu Moskwy, którą w największym skrócie scharakteryzował w ten sposób:

Pośród tych petersburskich balów nie mogę zapomnieć o podróży cesarzowej Katarzyny na Krym i o zrobionych z desek oraz malowanego płótna fasadach sztucznych wsi, które pozostawiono w pewnych od siebie odległościach wzdłuż całej drogi, o ćwierć mili od jej skraju, aby odbywająca tę tryumfalną podróż władczyni mogła sobie wyobrażać, że za jej panowania dawne pustkowia zapełniły się ludźmi... Panuje tu nieustanne sprzysiężenie uśmiechów spiskujących przeciw prawdzie, byle zadowolić tego, który jeden tylko jest rzekomo godzien chcieć i działać dla dobra ogółu: cesarz to w tym państwie jedyny człowiek, o którym można powiedzieć, że żyje…

Przywołany sposób zarządzania wrażeniami i ukryte w cieniu krwiste sensy nie wzięły się znikąd. Trzeba bowiem pamiętać, iż Rosja wyrosła na podglebiu przygotowanym przez adeptów dalekowschodniej szkoły cywilizacyjnej. Ta zaś była od wieków, a nawet tysiącleci, rozsiewana przez środowiska skupione w Zakazanym Mieście. Czasami łapiemy się na tym, że wszystko co związane z moskiewskimi porządkami i budzące w nas szczerą niechęć wywodzi się z tradycji stepowej, przyniesionej do Europy Wschodniej przez czambuły Hunów, Awarów, Pieczyngów, Połowców, Oguzów, Mongołów… To jednak pogląd w  – znacznej -  części błędny. Trzeba bowiem pamiętać, iż masy przewalające się do Europy ze stepów Mongolii i Azji Środkowej były skażone wirusem „chińszczyzny”. To z Państwa Środka, jego nauk, zasad, idei,  organizacji i porządków czerpali wszelkiej maści chanowie, bejlerbejowie, kaganowie, begowie i agowie. A że w epoce, w której nikt nie jeszcze nie słyszał o artylerii mieli zdecydowaną przewagę nad ludami osiadłymi, to ich łupem padła m.in. Moskwa, której elity uznały, iż ex oriente lux.  Oczywiście dla swoich osobistych interesów…

Lubię to! Skomentuj35 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka