z drugiej ręki
Nie jestem dziennikarzem - piszę tylko o swoich wrażeniach, odczuciach, odbiorze rzeczywistości medialnej. Bo jak jest NA PRAWDĘ - a któż to wie?
22 obserwujących
243 notki
156k odsłon
60 odsłon

pech

Wykop Skomentuj1

Ech, co za dzień! Zaczął się bardzo miło - zaspałem nieco i zalogowałem się w firmie z piętnastominutowym opóźnieniem. Nie wiem czy ktoś to zauważył, bo nasze dzielne kadry są słabo zinformatyzowane. Wczoraj zakończyłem robienie porządków, zapewniłem wszystkich szefów wyższych i najwyższych, że bałagan w newralgicznej bazie danych jest posprzątany.

Dla świętego spokoju puściłem parę testów i okazało się, że efekty wczorajszej pracy diabli wzięli. Banda debili zaczęła mieszać na maksa tuż przed borderline i namieszali tak, że system (nie mój) zaliczył kilkanaście wyjątków i moja synchronizująca się z nim baza danych znowuż jest w tragicznym stanie. I potrzebne są znowuż robótki ręczne, które właśnie grubo po północy kończę.

W międzyczasie przyjechał zamówiony fachowiec. Pokazałem mu co i jak trzeba zrobić i wziął się za robotę. Uff, chociaż coś z głowy! Fachowiec pracował zawzięcie, a ja patrzyłem na zegarek. Chciałem odebrać z serwisu walnięty wypiekacz do chleba, w którym mieszadło nie chciało się kręcić jak należy. A serwis czynny oczywiście do 15tej. Fachowiec oświadczył, że kończy na dziś, bo był wcześniej umówiony z innym klientem i nie może go wystawić - normalka. Solidny fachowiec!

Szczęśliwie tuż przed 15tą zgłosiłem się po odbiór wypiekacza i dowiedziałem się, że nic nie zrobili, bo wypiekacz jest dobry! Banda debili! To ja z nudów im go przywiozłem?! Tłumaczyłem oddając, że na sucho się kręci, a pod obciążeniem nie!

Po powrocie do domu, w przerwach na oczekiwanie, aż genialny serwis kontrahenta raczy zwrócić żądane dane, zacząłem rozkręcać wypiekacz. Nie było to proste! Znalazłem w sieci dwie instrukcje serwisowe podobnych, ale nie identycznych. W efekcie uszkodziłem trochę element obudowy, ale co tam jest dostępny i nie drogi. Rozebrać draństwa mi się  nie udało. Bo ostatnie cztery wkręty były tak zapieczone, że zmasakrowałem ich łby - bywa...

Z netu dowiedziałem się, że istnieje coś takiego jak wykrętaki. Okazało się, że mogę je nabyć w jednym z marketów nawet dziś. Leki na nadciśnienie mi się kończą, wszedłem na pacjenta.gov.pl, spisałem kod kolejnej recepty i postanowiłem również aptekę odwiedzić po drodze.

Przez te cholerne maski okulary mi się zaparowują, więc zakładam soczewki. A tu prawa za diabła nie chce wskoczyć. Soczewki multifokalne - super sprawa cieniutkie - bardzo wygodne - tylko nie do zakładania. Nie wiem ile razy prawa przy zamykaniu oka spadała, ale trwało to pół godziny! Lewa wskoczyła za pierwszym razem! 

Ruszyłem zatem natychmiast w drogę, Po drodze sprawdziłem dzieło fachowca i okazało się, że fajnie zrobił, ale w części nie działa... Nic to, nie pierwszyzna! Odpaliłem maszynę i ruszyłem na zakupy do największego poznańskiego CH.

Po drodze, w aptece dowiedziałem się, że spisałem niewłaściwy kod, ze starszej recepty, którą już w większości zrealizowałem, czyli d. W markecie budowlanym nabyłem co trzeba. Wsunąłem zakupy do kieszeni i ruszyłem do Carrefoura - jakieś 80 metrów dalej w pustej i głuchej galerii handlowej. Potrzebowałem jakąś wędzonkę, żeby okrasić jutrzejsze (już dzisiejsze) grzyby w śmietanie. Niestety nic sensownego w ogromnym sklepie nie było. Wróciłem po kolejnych kilkudziesięciu metrach spaceru do auta. Ciśnienie na pęcherzu zaczęło mi tak dokuczać, że przychodziły mi do głowy jakieś nieeleganckie pomysły! Gdy zajmowałem miejsce za kierownicą rozległ się stuk... Z kieszeni wypadł mi przed dłuższą chwilą nabyty wkrętak na bity. Tylko wkrętak, wykrętaki nie! Czyli zgubiłem wcześniej - dolina!

Wróciłem do marketu budowlanego. Przed nim stoi ochroniarz, więc pytam, gdzie najbliższa toaleta, a on ze spokojem mówi, że kawałek dalej za Carrefourem... Z wrażenia mi się odechciało! Kupiłem drugi komplet wykrętaków i ruszyłem w dalszą drogę do Selgrosa. Wjeżdżając na rondo Rataje trafiłem na zły pas i już nie mogłem wykręcić we właściwym kierunku! Ale za to podjechałem do Ukrainoczki i nabyłem sało dwóch rodzajów - wędzonka z głowy! Do Selgrosa przybyłem dziesięć minut przed zamknięciem, więc tylko skorzystałem z toalety. Resztę zakupów zrobiłem w Lidlu. Nareszcie zaczęło się układać! Po drodze do domu jeszcze paczkomat. Gdy wysiadłem z auta zaczęło padać! Padać! Po raz pierwszy nie wiem od kiedy, więc to, że zmokłem to chyba nie pech?

Zajechałem do domu, a tu jacyś nadgorliwcy zamknęli bramy na podwórko, gdzie garażuje mój pojazd. Życie w izolacji nie jest łatwe, kilogramów przybywa! Zatem trochę gimnastyki z ciężkimi bramami - sama radość!

I tu prawie koniec dzisiejszych przygód - nie licząc ciernia w poznańskim sumieniu, gdy po powrocie do domu stwierdziłem liczne niezgaszone światła. Zjadłem kolację i ruszyłem z robotą. W przerwie, czekając na spływ danych postanowiłem sprawdzić jak się sprawują nowo nabyte wykrętaki. Osadziłem jednego we wkrętaku i przyłożyłem do wkrętu. Parę ruchów i nic. Przycisnąłem mocniej i wykrętak ruszył, ale wgłąb wkrętaka. Wystaje tylko czubeczek...

W poniedziałek ruszam do marketu z reklamacją...

Dlaczego ja to wszystko piszę? Ot tak, głównie dla siebie. Jak będę miał kiepski dzień to porównam z tym.

I nic o polityce? Przeczytałem w międzyczasach parę notek i napisałem parę komentarzy. Wobec tego całego syfu sam się sobie dziwię, że jeszcze mi się tu chce zaglądać. 






  


 


 

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale